<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Piotr Borkowski</title>
	<atom:link href="http://piotrborkowski.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://piotrborkowski.wordpress.com</link>
	<description>RETE!</description>
	<lastBuildDate>Wed, 22 Feb 2012 15:03:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='piotrborkowski.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>Piotr Borkowski</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://piotrborkowski.wordpress.com/osd.xml" title="Piotr Borkowski" />
	<atom:link rel='hub' href='http://piotrborkowski.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Agostino Di Bartolomei. Piłkarz, który strzelał do samego końca</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/agostino-di-bartolomei-pilkarz-ktory-strzelal-do-samego-konca/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/agostino-di-bartolomei-pilkarz-ktory-strzelal-do-samego-konca/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Feb 2012 10:33:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[Agostino Di Bartolomei]]></category>
		<category><![CDATA[bartolomei]]></category>
		<category><![CDATA[giallorossi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=546</guid>
		<description><![CDATA[Te dziewięćdziesiąt minut na boisku miało być wyłącznie dopełnieniem formalności. Cała reszta została przecież zaplanowana. Mogłoby się wydawać, że palce w tym wszystkim maczał sam Bóg. Pierwszy finał Pucharu Europy na własnym boisku. Bajecznie! Klasyk przestrzega, żeby nie rozpoczynać zabawy przed czasem, bo nic z niej nie wyjdzie. Wszyscy byli jednak pewni zwycięstwa. W najmniejszym [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=546&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Te dziewięćdziesiąt minut na boisku miało być wyłącznie dopełnieniem formalności. Cała reszta została przecież zaplanowana. Mogłoby się wydawać, że palce w tym wszystkim maczał sam Bóg. Pierwszy finał Pucharu Europy na własnym boisku. Bajecznie! Klasyk przestrzega, żeby nie rozpoczynać zabawy przed czasem, bo nic z niej nie wyjdzie. Wszyscy byli jednak pewni zwycięstwa. W najmniejszym stopniu nie zdawali sobie sprawy z tego, że ta sama pewność obróci się przeciwko nim. Będzie przyczyną bólu, łez, a nawet śmierci. Równo dziesięć lat po przegranym z Liverpoolem finale, 30 maja 1994 roku, życie odebrał sobie ten, który wtedy dał Romie najwięcej – Agostino Di Bartolomei.</p>
<p>W latach osiemdziesiątych Giallorossi byli najokazalszą włoską potęgą. W 1983 roku, po przeszło czterdziestu latach, zdobyli tytuł mistrza kraju. Kapitanem zwyciężającej Romy, jej żywym symbolem był właśnie on. Bożyszcze rzymskich tłumów. Agostino Di Bartolomei. Człowiek, który w żadnym z momentów swojej kariery nie wpasował się w futbolową otoczkę. Niekoniecznie jednak w wydźwięku negatywnym. Intelektualnie był po prostu o głowę wyższy od pozostałych. Wielu, czemu w sumie nie można się dziwić, postrzegało go jednak jako mruka i dziwaka. Nawet podczas fiesty, którą piłkarze Romy urządzili sobie w szatni bezpośrednio po spotkaniu przesądzającym o zdobyciu Scudetto, on siedział w kącie. Pochylony, w skupieniu. Był melancholikiem. Nie bez przyczyny wołano na niego „Ninna nanna”, parafrazując słowa znanej włoskiej kołysanki. Bardziej niż piłkarza, przypominał umartwionego nad swoim żywotem mnicha, tudzież grabarza, przeżywającego śmierć każdego grzebanego nieszczęśnika. Z miłości do piłki znalazł się w samym centrum świata, do którego w ogóle nie pasował. – Wykonuję jeden z najpiękniejszych zawodów świata. To zajęcie, które jest pracą i przyjemnością jednocześnie. Dostajesz pieniądze za to, co kochasz – mówił w jednym z wywiadów.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/agostino-di-bartolomei-pilkarz-ktory-strzelal-do-samego-konca/"><img src="http://img.youtube.com/vi/iryYvsWF0R4/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Tych z kolei udzielał raczej niewiele. Nie stronił od mediów, ale z pewnością też nie należał do ich ulubieńców. Zawsze cichy, spokojny, unikający skandalów obyczajowych. Reporter podchodzący do Di Bartolomeiego nie mógł spodziewać się niczego sensacyjnego. Ago mówił bardzo powoli i rozważnie. Każdą wypowiedź musiał przesypać przez sitko w swojej głowie tak, aby nie była sztampowa i jednocześnie wiernie oddawała jego myśl. Był intelektualistą, co również przyczyniało się do jego alienacji. Kiedy zaczynał karierę, rodzice nie pochwalali obranej przez niego drogi. Woleli aby ich syn zdobył porządne, uczciwe wykształcenie. On także pragnął ukończyć studia prawnicze, lecz wtedy nie przypuszczał, że stanie się jednym z największych piłkarzy w historii AS Romy. Do dziś ludzie we Włoszech zastanawiają się jakim cudem nigdy nie zadebiutował w reprezentacji.</p>
<p>Opaskę kapitana Giallorossich dostał od trenera Nilsa Liedholma. Szwed był ponoć jedynym człowiekiem, przed którym Di Bartolomei naprawdę i w pełni się otworzył. Nie protestował nawet, kiedy ten, ze środka pomocy przesunął go do defensywy. Niespecjalnie przeszkadzało mu to w asystowaniu i zdobywaniu bramek. Silne, precyzyjne uderzenie z dystansu było jedną z jego najcenniejszych piłkarskich zalet. W szatni Di Bartolomei był mentorem. Odzywał się rzadko, ale jeśli już coś mówił, to w powietrzu wyczuwalne było napięcie i patos. Kiedy piłkarze nie otrzymywali należnych premii, zabraniał im wychodzić na boisko. Nie obchodziło go to, że jest niedziela i do spotkania pozostała godzina czasu. Tak powiedział kapitan i nie było dyskusji.</p>
<p>Na placu gry był tak samo pedantyczny, dokładny i wyważony, jak w życiu prywatnym. Jego największą zaletą nie były nogi, a mózg, dzięki któremu swoją inteligencję uwydatniał także podczas rozgrywanych spotkań. Widział wszystko. Jeśli dołożyć do tego umiejętność posyłania piłek z milimetrową precyzją, na horyzoncie rysował się obraz piłkarza kompletnego. No, może prawie, bo wyraźnie brakowało mu szybkości i zwrotności. Wszystkiego nauczył się w Romie. Dorastał na peryferiach stolicy i trafienie do szkółki Giallorossich było tylko kwestią czasu. Pierwsze piłkarskie szlify zbierał jednak na pozbawionym trawy, parafialnym klepisku, nierzadko &#8211; z wyboru &#8211; grając na boso.</p>
<p>„Nie czuję się przegrany. Mogą wyrzucić z Romy, ale nie odetną mnie od jej kibiców.” Jego serce krwawiło. W Rzymie nie czuł się jednak potrzebny. Prezes klubu, Dino Viola, podpisał dokument potwierdzający jego transfer do Milanu bez cienia sentymentu. Do stolicy mody powędrował też Liedholm. Di Bartolomei podążył za swoim mistrzem.</p>
<p>Karierę kończył na futbolowych peryferiach. W Mediolanie, po trzech latach gry, krzyżyk na nim postawił panoszący się nowy właściciel, Silvio Berlusconi. Buty na kołku wieszał jednak, jak na mistrza przystało, będąc na swoim małym, prywatnym szczycie, uzyskując awans do Serie B z Salernitaną. W Salerno, podobnie jak w Rzymie, kibice zapamiętali go jako swojego kapitana. Wielkiego Ago.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/agostino-di-bartolomei-pilkarz-ktory-strzelal-do-samego-konca/"><img src="http://img.youtube.com/vi/vG2m1MD1ttA/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>- Moje życie się zmieniło. Nie trudnię się już tym, co każdego dnia czyniło ze mnie osobę publiczną. Schodzisz ze sceny i musisz szukać dla siebie innego miejsca – powiedział podczas wywiadu w swoim domu na niedługo po zakończeniu kariery. Kamera przedstawia go jako głowę rodziny – obok siedzi jego żona, którą czule obejmuje ramieniem. Nieco dalej dwaj synowie – młodszy Luca i starszy Gianmarco. Początkowo rzeczywiście wydawało się, że Di Bartolomei znalazł odpowiednie dla siebie zajęcie. Zaczepił się w telewizji. Podczas mistrzostw świata w 1990 roku był ekspertem stacji RAI. Później trenował trampkarzy. Nie uczył ich gry w piłkę, ale – jak sam mówił – życia i współzawodnictwa. W wolnych chwilach pisał nawet książki o futbolowej taktyce. Żadna z nich nie doczekała się jednak swojej premiery.</p>
<p>Cały czas czekał na telefon. Choćby najmniejszy sygnał z Rzymu. Czy to w trenerskim dresie, czy to w dyrektorskim garniturze &#8211; pragnął wrócić do Giallorossich. Spotkać się ze starymi znajomymi. Objąć, uszczypnąć, czy nawet uderzyć któregoś z nich, bo w taki właśnie niekonwencjonalny sposób przez lata okazywał im swoją przyjaźń. Chciał znów poczuć się potrzebny. Tak po prostu. Nie miał jednak honoru prosić o angaż prezesa Franco Sensiego w sposób otwarty. W listach pisanych do siedziby Romy tylko delikatnie sugerował swą gotowość. Na te nikt mu jednak nie odpowiadał.</p>
<p>Przyzwyczajony do życia w metropolii, kisił się miejscu tyle pięknym i malowniczym, co odludnym. Do stolicy zaglądał na każdy domowy mecz Romy. Często, schodząc po schodach między krzesełkami Stadio Olimpico, machał w stronę trybuny prasowej, sygnalizując swoją obecność. Jakby chciał powiedzieć: &#8211; Nie zapominajcie o mnie, ja nadal żyję! Na próżno. Angażu w klubie, dla którego kibiców pozostał legendą nie otrzymał już nigdy. Ponoć z powodu wygłaszanych przez niego w mediach nieprzychylnych opinii pod adresem Romy. Przynajmniej tak po latach twierdzi jego kolega z boiska, Bruno Conti.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=33wurte" target="_blank"><img src="http://i42.tinypic.com/33wurte.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=2cnbns7" target="_blank"><img src="http://i44.tinypic.com/2cnbns7.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Był koniec maja. Dzień nieszczególny, choć nieco bardziej uroczysty niż pozostałe. Państwo Di Bartolomei spodziewali się bowiem wizyty znajomych. Ago kucharzem był raczej marnym, ale tego popołudnia pichcił swoje specjały. Potem wspólna kolacja i wieczorny spacer do portu. Następnego dnia obudził się nieco wcześniej niż zwykle. Wziął kartkę papieru i pośpiesznie nagryzmolił krótką wiadomość. Napisał w niej, że kocha żonę i dzieci. Że to nie ich wina. Zostawił notatkę na stole, po czym wyjął z szuflady jeden ze swoich rewolwerów marki Smith &amp; Wesson, kaliber 38. Odkąd okradziono go w restauracji, nigdy się z nim nie rozstawał. Za dnia miał go na ramieniu, schowanego w męskiej torebce. Nocą broń, dzięki której czuł się bezpieczny, trzymał pod poduszką. Spontanicznie, będąc jeszcze w piżamie, wyszedł na taras swojej luksusowej rezydencji, wymierzył w serce, i oddał strzał.</p>
<p>Ostatni celny strzał w swoim życiu.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/546/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/546/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/546/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/546/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/546/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/546/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/546/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/546/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/546/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/546/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/546/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/546/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/546/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/546/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=546&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/agostino-di-bartolomei-pilkarz-ktory-strzelal-do-samego-konca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i42.tinypic.com/33wurte.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i44.tinypic.com/2cnbns7.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Cyrk Appiaha będzie bawił publiczność w Serbii</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/cyrk-appiaha-bedzie-bawil-publicznosc-w-serbii/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/cyrk-appiaha-bedzie-bawil-publicznosc-w-serbii/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Feb 2012 10:31:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[Stephen Appiah]]></category>
		<category><![CDATA[juventus]]></category>
		<category><![CDATA[stephen appiah]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=543</guid>
		<description><![CDATA[Chwilowo, bo chwilowo, lecz kiedyś był podporą wielkiego klubu – Juventusu Turyn. Od kilku lat piłkarz widmo. Niby gdzieś gra, coś kombinuje, ale stosuje przy tym znakomity kamuflaż, którego pozazdrościliby amerykańskie siły specjalne. Zawodnik może bez wielkich osiągnięć, ale też nie z tych całkiem bezimiennych. Wieloletni reprezentant i kapitan narodowej ekipy Ghany. Uczestnik dwóch minionych [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=543&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Chwilowo, bo chwilowo, lecz kiedyś był podporą wielkiego klubu – Juventusu Turyn. Od kilku lat piłkarz widmo. Niby gdzieś gra, coś kombinuje, ale stosuje przy tym znakomity kamuflaż, którego pozazdrościliby amerykańskie siły specjalne. Zawodnik może bez wielkich osiągnięć, ale też nie z tych całkiem bezimiennych. Wieloletni reprezentant i kapitan narodowej ekipy Ghany. Uczestnik dwóch minionych finałów Mistrzostw Świata &#8211; Stephen Appiah. Wczoraj jego sztucznie odżywiana kariera została definitywnie odłączona od respiratora. Podpisał kontrakt z Vojvodiną Novi Sad.</p>
<p>Gdyby postawił na pieniądze szejków lub fantasy ligę w Indiach, bo miał stamtąd poważne propozycje &#8211; OK. Byłoby jasne, że chce zakończyć karierę z kilkoma milionami do przodu i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. A tak, podjął zaskakującą i wydaje się, że nielogiczną decyzję. W Serbii, ani się specjalnie nie wzbogaci, ani nie pokopie na najwyższym poziomie. Tamtejsza Superliga jest tak samo super, jak ekstra jest nasza Ekstraklasa. Tylko i wyłącznie z nazwy. Deska ratunku? Kontrakt, który parafował, jest ważny tylko do końca sezonu. Możemy założyć się, że za pół roku romantyczne uczucie łączące Appiaha z serbskim futbolem dobiegnie końca. Albo jemu, albo klubowi do tego czasu skończy się cierpliwość. Stawiamy na opcję numer dwa.</p>
<p>Jego historia jest jakby wyjęta ze stereotypowych życiorysów afrykańskich piłkarzy. Wychowywał się w skrajnym ubóstwie, a tocząca się piłka była jedyną, rozsądną furtką ku lepszemu życiu. Pewnego razu, kiedy był dzieckiem, zagadał do niego najbogatszy w okolicy kolega. Zaproponował prawdziwy obiad, w zamian za wspólne spędzone na kopaniu futbolówki wagary. – Kiedy usłyszałem słowo „obiad” nie mogłem odmówić. Musiałem na tym skorzystać – wspomina po latach.</p>
<p>Skorzystał ten jeden raz i korzystał też w dniach kolejnych. Sielanka trwała dopóki wieści o opuszczaniu lekcji nie dotarły do jego matki. Ta poszła porozmawiać z wychowawcą. Kiedy okazało się, że okłamuje ich oboje, położyli go na stole i zlali skórzanym pasem. Miał wtedy dziewięć lat. Od tamtej pory jego noga nigdy więcej nie przekroczyła progu żadnej szkoły. Postanowił w pełni poświęcić się piłce. Trafił do biednej, amatorskiej drużyny, która nie oferowała właściwie nic, poza wspólną grą. W klubie brakowało pieniędzy na wszystko i jej piłkarze grali… bez butów. Jedynym zabezpieczeniem były bandaże, którymi obwijali swoje stopy.</p>
<p>Momentem zwrotnym w jego karierze był mecz przeciwko Hearts of Oak. Jednemu z najbardziej utytułowanych ghańskich klubów. Wówczas Appiah, grający na bosaka kilkunastolatek, wbił im dwa gole. W nagrodę sprowadzili go do siebie i wręczyli pierwsze, piłkarskie buty z prawdziwego zdarzenia. – Nie mogłem się do nich przyzwyczaić. Kiedy kopałem piłkę, brakowało mi jej czucia. Po meczu moje nogi były jednak czyste i nie poranione skałami, a to już duży plus – wspomina z uśmiechem.</p>
<p>Kiedy przyjechał do Włoch, nie potrafił posługiwać się sztućcami. Z trudem wyławiał widelcem makaron, lecz ten, w drodze do jego ust, i tak z powrotem ześlizgiwał się na talerz. Nie smakowała mu ani pizza, ani spaghetti. W kółko obżerał się tylko lodami i biszkoptami. W pierwszym sparingu, pod okiem Alberto Zaccheroniego, walnął gola z dwudziestu pięciu metrów. – Zamknijcie go i nie pozwólcie mu uciec – miał powiedzieć ówczesny trener Udinese. Nie uciekł, bo pomachano mu przed nosem kilkoma plikami studolarówek. Swój pierwszy w Europie kontrakt podpisał bez jakiejkolwiek znajomości jego treści.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/cyrk-appiaha-bedzie-bawil-publicznosc-w-serbii/"><img src="http://img.youtube.com/vi/n8rZg9d0YSY/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Kilka lat później, w ciekawy sposób rozpoczął swoją przygodę z Juventusem. Kiedy po raz pierwszy pojawił się na klubowej stołówce, żarty z niego postanowił zrobić sobie Gianluigi Buffon. – Patrzcie chłopaki, mamy nowego magazyniera! No, dalej! Dlaczego się nie przedstawisz? Appiah nie pozostał mu dłużny i też rzucił czerstwy żart. – Kolego, zamiast niepotrzebnie gadać, przynieś mi tu zaraz sałatę z tuńczykiem, bez dodatku pomidorów i cebuli, ale już! I wszyscy obecni, z Marcello Lippim i Luciano Moggim na czele, tarzali się ze śmiechu.</p>
<p>Poczucie humoru dopisywało mu jednak tylko w pierwszym sezonie pobytu w Turynie. Wówczas był podstawowym zawodnikiem Bianconerich. Później jego pozycja osłabła i został sprzedany do Fenerbahce. Z klubem znad Bosforu, pomimo dobrej gry i wywalczenia mistrzostwa Turcji, żegnał się jednak w wyjątkowo cierpkiej atmosferze. Paradoksalnie, ciężka kontuzja kolana, przez którą pauzował prawie rok nie była największym złem, jakie go tam spotkało. Problemem okazało się być to, co miało mu pomóc, czyli operacja. A w zasadzie to jej następstwa. Sam zabieg przebiegł pomyślnie, lecz sztab medyczny Fenerbahce zapomniał o zastosowaniu koniecznej kuracji przeciwzakrzepowej. Popełniono karygodny błąd, który mógł go zabić. Kolano Appiaha rozrywał niesamowity ból. Dopiero po wykonaniu szczegółowych badań na jaw wyszły szerzące się w nim zakrzepowe patologie.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/cyrk-appiaha-bedzie-bawil-publicznosc-w-serbii/"><img src="http://img.youtube.com/vi/_KijYBUBVR8/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Po rozwiązaniu kontraktu i wyleczeniu kontuzji, stał się łakomym kąskiem na liście piłkarskich bezrobotnych. Na mistrzostwach świata w RPA wchodził na końcówki spotkań. To i tak nieźle, bo nie miał wówczas żadnego klubu. Gdyby nie sparingi reprezentacji – jego jedyna wówczas boiskowa aktywność – pewnie w ogóle zapomniałby jak wygląda piłka. Pożądano go w Anglii i we Włoszech. Podobno było coś na rzeczy z londyńczykami – Arsenalem, Tottenhamem i West Hamem. Ile rzeczywiście jest w tym prawdy, a ile PR-owych zagrywek agenta, nie dowiemy się chyba nigdy. Wiadomo natomiast, że ostatecznie trafił do przeciętnej Bologny, gdzie na dobre rozwinęła się równia pochyła, na której końcu, jak się okazało, stała właśnie Vojvodina.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=avpie9" target="_blank"><img src="http://i39.tinypic.com/avpie9.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>W Serbii zapanowała spodziewana euforia. Appiaha mianowano najbardziej utytułowanym, zagranicznym zawodnikiem, jaki kiedykolwiek postawił krok na tamtejszych murawach. W patetyczny klimat nie omieszkał nie wstrzelić się również sam zainteresowany, ślubując miłość, wierność&#8230; Zapomniał o Udinese, które zrobiło z niego prawdziwego piłkarza. Umknęły mu także wspomniane wcześniej Fenerbahce czy Juventus, z którymi zdobywał mistrzostwa i grał w europejskich pucharach. W głowie ma tylko Starą Damę, tyle, że już tą serbską. – Zapomniałem o wszystkich zespołach, w których grałem dotychczas. Teraz liczy się tylko i wyłącznie Vojvodina. Pieniądze nie były decydującym czynnikiem. Pragnę grać w piłkę na wysokim poziomie i nadal mam ambicje. Dlatego wybrałem Serbię – powiedział na powitalnej konferencji prasowej.</p>
<p>Według oficjalnej metryki ma 31 lat, chociaż z niektórych źródeł wynika, że tak naprawdę jest sporo starszy. Może i lepiej gdyby miał te 38, bo tłumaczyłoby to ciągłe rozmienianie się na drobne. Prawdziwa kariera Appiaha zakończyła się bowiem w momencie jego kontuzji. Od tamtej pory bardziej niż zawodowego piłkarza przypomina objazdowy cyrk.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/543/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/543/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/543/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/543/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/543/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/543/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/543/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/543/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/543/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/543/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/543/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/543/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/543/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/543/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=543&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/22/cyrk-appiaha-bedzie-bawil-publicznosc-w-serbii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i39.tinypic.com/avpie9.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Kozioł ofiarny czy realne wzmocnienie? Guarin w Interze</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/koziol-ofiarny-czy-realne-wzmocnienie-guarin-w-interze/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/koziol-ofiarny-czy-realne-wzmocnienie-guarin-w-interze/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 09:45:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[Fredy Guarin]]></category>
		<category><![CDATA[fc porto]]></category>
		<category><![CDATA[guarin]]></category>
		<category><![CDATA[inter]]></category>
		<category><![CDATA[villas boas]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=540</guid>
		<description><![CDATA[Do Interu trafiło kolejnych dwóch Latynosów – Fredy Guarin oraz młodziutki Juan. Tym samym południowoamerykańska mniejszość u Nerazzurrich urosła do trzynastu przedstawicieli. O ile transfer Brazylijczyka to przedsięwzięcie z myślą o jutrze, o tyle Kolumbijczyk z Porto ma stanowić o sile środka pola Interu od zaraz. Podoła, czy nie podoła? O to samo pytają się [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=540&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Do Interu trafiło kolejnych dwóch Latynosów – Fredy Guarin oraz młodziutki Juan. Tym samym południowoamerykańska mniejszość u Nerazzurrich urosła do trzynastu przedstawicieli. O ile transfer Brazylijczyka to przedsięwzięcie z myślą o jutrze, o tyle Kolumbijczyk z Porto ma stanowić o sile środka pola Interu od zaraz. Podoła, czy nie podoła? O to samo pytają się i zaciekawieni Portugalczycy, i podnieceni Włosi. Zdania są podzielone. </strong></p>
<p>O Guarinie, a w zasadzie jego dolnych partiach, szczegółowo opowiadał nam kiedyś jeszcze nie tak dawno grający w Porto, Paweł Kieszek. W pamięci zapadł mu szczególnie widok monstrualnie wyrzeźbionych mięśni ud. Fakt faktem, Kolumbijczyk kopyto ma nietuzinkowe. Najdobitniej chyba sprawę z tego faktu zdaje sobie golkiper Marítimo, który chyba do dzisiaj dziękuje Bogu, że piłka po strzale Guarina przeleciała obok, a nie trafiła w niego samego. Niesamowite trafienie możecie obejrzeć klikając <a href="http://www.youtube.com/watch?v=uLQUKw4ZGM8">TUTAJ</a></p>
<p>„Gwiazda FC Porto przechodzi do Interu” – krzyczy nagłówek na Sport.pl. Hola, hola… Czy piłkarza, który rozegrał w tym sezonie siedem ligowych spotkań, z czego aż DWA w pełnym wymiarze czasowym wypada nazywać gwiazdą? Prawda. Guarin był fundamentem Porto, ale tego, które przed rokiem swoją szpachlą scementował Andres Villas-Boas. Dużo grał, sporo strzelał, nienajgorzej szło mu także kolekcjonowanie asyst. Obecny sezon natomiast powinien być dla niego samego osobistą porażką. Pomiędzy nim, a nowym trenerem Vítorem Pereirą, najzwyczajniej nie zaiskrzyło. Portugalczyk nie obdarzył go bezgranicznym zaufaniem, ale w sumie nie ma się co dziwić, bo i samemu Guarinowi daleko było do tej najbardziej optymalnej dyspozycji. Do tego wszystkiego doszła kontuzja, przez którą nie gra od początku listopada. Odpowiedzmy sobie sami. Czy Inter nie przygarnia przypadkiem kota w worku? – Jako człowiek bardzo w porządku, przykład. Jako sportowiec już nie koniecznie – podsumował go jeden z użytkowników na kibicowskim forum Smoków.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=npqhx2" target="_blank"><img src="http://i40.tinypic.com/npqhx2.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Sterownicy Beneamata nie są jednak półgłówkami i potrafili odpowiednio się zabezpieczyć. Na konto portugalskiej ekipy przelali bowiem tylko 1,5 miliona euro. To opłata za półroczne wypożyczenie. Gdyby się sprawdził, jest opcja pierwokupu za dopłatą kolejnych jedenastu baniek. Jeśli nie, wystarczy polubowny uścisk ręki i zabukowanie biletu powrotnego. Ryzyko jest minimalne, ale mimo wszystko niektórzy upatrują w tym transferze totalnej bezmyślności. – Wykorzystali miejsce dla obcokrajowca, sprowadzając zawodnika, który nie może grać w Lidze Mistrzów i przez ostatnie dwa lata w pierwszym składzie wybiegał zaledwie dwanaście razy – polemizuje Ivan Zazzaroni, ekspert telewizji Rai Sport.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=118psn9" target="_blank"><img src="http://i39.tinypic.com/118psn9.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Po wyjeździe Villasa-Boasa, posypała się nie tylko forma Guarina. Tak naprawdę to zaczęło psuć się wszystko. Nowemu trenerowi, chociaż umiejętności odmówić nie sposób, brakuje charyzmy i poklasku w szatni. Klasyczny syndrom Mourinho. Smoki nie grają może absolutnego piachu, ale nie jest to też z pewnością ta sama drużyna, która w ubiegłym roku pożerała wszystko, na co tylko miała ochotę. Porto odpadło z rywalizacji o Ligę Mistrzów oraz z pucharu Portugalii. Niebawem prawdopodobnie pożegna się także z Europa League. No chyba, że pokona Manchester City. W tabeli Ligi Zon Sagres są co prawda drudzy, ale do prowadzącej Benfiki tracą już pięć punktów, co niesamowicie drażni ich fanów. Kulminacja nastąpiła kilka dni temu, kiedy piłkarze Porto niespodziewanie przegrali wyjazdowe spotkanie z Gil Vicente. Między zawodnikami, a widzami, doszło nawet do rękoczynów. Lekarstwem na zło i swoistą bombonierką dla kibiców mają być transfery Lucho Gonzaleza oraz bramkostrzelnego Marca Janko. A Guarin? Jego odejście w pewnym sensie jest ofiarą za niepowodzenia całego klubu. Ojców ubiegłorocznego sukcesu – Villasa-Boasa oraz Radamela Falcao – w Porto nie ma już od kilku miesięcy. A ktoś beknąć musiał.</p>
<p>Sądząc po jego boiskowej charakterystyce, w Interze może okazać się jednak bardzo przydatny. Nie jest to typowy środkowy pomocnik. Bardziej długodystansowiec, z tych nie do zdarcia. Potrafi grać defensywnie, ale nie obce jest mu też ustawienie w okolicach środkowej linii boiska. O bombowym uderzeniu z dystansu wspomnieliśmy już na początku. Włoscy dziennikarze widzą w nim nowego Dejana Stankovicia.</p>
<p>Po odejściu Thiago Motty i trochę zapomnianego Sulleya Muntariego, oraz transferze Angelo Palombo, jedenastka Interu mogłaby wyglądać na przykład tak…</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=nd3q60" target="_blank"><img src="http://i44.tinypic.com/nd3q60.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Co ciekawe, jeszcze tydzień temu praktycznie dopięte były jego przenosiny do Juventusu. Działacze Starej Damy w ostatniej chwili uznali jednak, że bardziej przyda im się boczny obrońca. A że mieli tylko jedno miejsce dla zawodnika spoza Unii Europejskiej, to padło na Martina Caceresa. Do końca okna transferowego pozostawało już bardzo niewiele, a Guarin tkwił na samym środku lodowiska. Ostatecznie trafił do Interu, choć przebąkiwał nawet o półrocznym powrocie do jednego z klubów ligi kolumbijskiej. To, czy okaże się transferowym hitem, czy kitem, głównie zależy od niego samego. Trener Claudio Ranieri raczej nie jest zwolennikiem podobnych wynalazków, lecz do transferu Guarina nie ma ponoć najmniejszych zastrzeżeń. Czas, start. Zegar tyka. Za niecałe pół roku dowiemy się, kto miał rację.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/540/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/540/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/540/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/540/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/540/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/540/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/540/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/540/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/540/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/540/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/540/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/540/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/540/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/540/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=540&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/koziol-ofiarny-czy-realne-wzmocnienie-guarin-w-interze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i40.tinypic.com/npqhx2.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i39.tinypic.com/118psn9.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i44.tinypic.com/nd3q60.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Seks, hektolitry wódki, fiesta i piłka. Garrincha od A do Z.</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/seks-hektolitry-wodki-fiesta-i-pilka-garrincha-od-a-do-z/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/seks-hektolitry-wodki-fiesta-i-pilka-garrincha-od-a-do-z/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 09:44:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[Garrincha]]></category>
		<category><![CDATA[garrincha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=538</guid>
		<description><![CDATA[W porównaniu do niego wszystkie dzisiejsze gwiazdki to maminsynki. Presja? Pewnie w ogóle nie wiedział co to słowo oznacza. Przemęczenie? Gość rozgrywał po osiemdziesiąt spotkań w sezonie. Mało tego. Stał się jednym z największych arcymistrzów dryblingu w historii futbolu, chociaż bardziej niż atletę, przypominał pokrzywioną postać z kreskówki. Trzy rzeczy, które zabrałby ze sobą na [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=538&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W porównaniu do niego wszystkie dzisiejsze gwiazdki to maminsynki. Presja? Pewnie w ogóle nie wiedział co to słowo oznacza. Przemęczenie? Gość rozgrywał po osiemdziesiąt spotkań w sezonie. Mało tego. Stał się jednym z największych arcymistrzów dryblingu w historii futbolu, chociaż bardziej niż atletę, przypominał pokrzywioną postać z kreskówki. Trzy rzeczy, które zabrałby ze sobą na bezludną wyspę? Bezdenna butelka kaszasy, jakaś fajna laska i być może piłka. Oto Mane Garrincha i jego alfabet. Tekst, którego samodzielnie nigdy nie dałby rady przeczytać. Tekst, który jest idealnym uzupełnieniem ostatniego wpisu blogowego Mateusza Święcickiego (<strong><a href="http://www.weszlo.com/news/9281-Blog_TV_Mateusza_Swiecickiego_Juz_nigdy_nie_bedzie_takiego_dryblera">TUTAJ</a></strong>).</p>
<p><strong>A jak ALKOHOL.</strong> Honorowy towarzysz jego egzystencji. Mane ubóstwiał kaszasę, wódkę z trzciny cukrowej, którą pociągał najczęściej z butelki po toniku. Raczył się nią zawsze i wszędzie. Nawet kiedy znajdował się u szczytu kariery, była dla niego jutrzenką i zachodem. Do pewnego momentu pił rekreacyjnie. Z czasem jednak zadurzenie względem pełnej szklanki przerodziło się w paskudny nałóg. Niejednokrotnie znikał z klubu i zaszywał się w rodzinnym mieście, upijając do nieprzytomności. Chlanie stało się bezpośrednią przyczyną późniejszej agonii, której następstwem była jego autodestrukcja.</p>
<p><strong>B jak BOTAFOGO.</strong> Klub, który wyłowił go z prowincjonalnego klepiska i zrobił z niego gwiazdę. Ten sam klub jednak eksploatował jego osobę do granic możliwości i traktował jak zwyczajnego robotnika. Talent Garrinchy dostrzegł jeden z piłkarzy Botafogo, Araty, który pewnego wolnego weekendu sędziował mecz w niewielkim, robotniczym miasteczku Pau Grande. Zachwycony jego dryblingiem oraz boiskową gracją, zostawił swoją wizytówkę. Mane grzecznie podziękował, ale moment wypróbowania swoich sił w Fogão odkładał przez… rok i trzy miesiące. Dlaczego? Bo tracił dniówkę w pracy, a wcześniejsze próby zaczepienia w większym klubie kończyły się podpieraniem płotu i wielogodzinnym, pełnym rozczarowania, powrotem do domu. Tym razem jednak zaiskrzyło. Garrincha, w wieku 19 lat, podpisał swój pierwszy zawodowy kontrakt. Po wielu pięknych chwilach, z klubem i jego kibicami, rozstał się jednak w nastroju konfliktu.</p>
<p><strong>C jak CANARINHOS.</strong> W barwach reprezentacji Brazylii dwukrotnie sięgał po tytuł mistrza świata i w pewnych okresach był jej niekwestionowaną gwiazdą. Wraz z Pelem stworzyli niepokonany – w dosłownym tego słowa znaczeniu – duet. Canarinhos, mając ich obydwu w składzie, nie przegrali bowiem ani jednego spotkania. Na turnieju w Chile, w 1962 roku, zdobył koronę króla strzelców i tytuł najlepszego zawodnika. Cztery lata później był już tylko cieniem dawnego Garrinchy. Właśnie wtedy, na totalnie spalonym przez Brazylijczyków mundialu w Anglii, żółtą koszulkę ubrał po raz ostatni. Mecz z Węgrami był zarazem jego jedynym przegranym w reprezentacji. Pele wówczas nie zagrał. Dopadła go kontuzja. Reprezentacyjny licznik Manego przestał tykać, kiedy wskazówka pokazywała okrągłą pięćdziesiątkę.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/seks-hektolitry-wodki-fiesta-i-pilka-garrincha-od-a-do-z/"><img src="http://img.youtube.com/vi/aBxkgj_QaZ8/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p><strong>D jak DRYBLING.</strong> Stanowił podstawę jego gry. Bez dryblingu nie byłoby Garrinchy i możemy się pokusić o stwierdzenie, że zasada ta działa w obydwu kierunkach. Często pojawiają się porównania do współczesnych wirtuozów typu Cristiano Ronaldo czy Messi. On, chociaż w najmniejszym stopniu nie zdawał sobie z tego sprawy, był pewnego rodzaju prekursorem. W tamtych czasach nikt nie dryblował tak jak on, a już na pewno nie w taki sposób. Wszystkiego nauczył się sam. Był samorodnym geniuszem. Zwodził rywali balansem ciała i następującym po nim błyskawicznym zrywem. Kiedy ogrywał przeciwnika często zatrzymywał się i czekał aż nieszczęśnik spróbuję raz jeszcze. Po chwili, zrezygnowany już oponent, znów leżał na boisku, oglądając siódemkę naszytą na jego plecach już z parteru. Często jednak przesadzał i drybling był jego jedyną boiskową aktywnością.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/seks-hektolitry-wodki-fiesta-i-pilka-garrincha-od-a-do-z/"><img src="http://img.youtube.com/vi/vmtK0BRBHCY/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p><strong>E jak ELZA SOARES.</strong> Garrincha miał w swoim życiu setki kobiet. Z żadną nie połączyło go jednak tak stałe i żarliwie odwzajemniane uczucie. Z piosenkarką Elzą Soares spędzili dwadzieścia burzliwych lat. Byli bodaj pierwszą tak medialną parą w brazylijskim, a może nawet światowym futbolu. Ówcześni Bechkamowie, pożywka tabloidów. Na jej widok ślinili się wszyscy faceci, miał ją tylko Garrincha. Na dobre zakończenie związku, ona podrapała go po twarzy, a on przywalił jej w zęby. Kiedyś była uosobieniem piękna.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=21eyo1c" target="_blank"><img src="http://i41.tinypic.com/21eyo1c.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>A teraz… no cóż.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=14e45l3" target="_blank"><img src="http://i40.tinypic.com/14e45l3.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><strong>F jak FAIR PLAY.</strong> Kiedy ktoś kładzie się na glebę i zwija z bólu, to, chcąc nie chcąc, wypada wybić piłkę w aut. Dziś to zagranie powszechnie znane, często nadużywane w nie do końca właściwy sposób. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że jego prekursorem jest nie kto inny, jak właśnie Garrincha. Było to podczas spotkania Botafogo z Fluminense. Mane dostał piłkę i miał otwartą drogę do bramki. Za swoimi plecami usłyszał jednak przeraźliwy okrzyk bólu jednego z piłkarzy ekipy przeciwnika i celowo posłał futbolówkę w aut, aby możliwe było udzielenie mu pomocy. Potem, nieco zdezorientowany gracz Botafogo, oddał piłkę rywalom, co spotkało się z gromkim aplauzem publiczności. Sam Garrincha jednak zawsze walczył do końca. Nigdy nie kładł się na murawie, a warto podkreślić, że rywale polowali na jego nogi nad wyraz często. Łydki miał zorane pamiątkowymi bliznami. Były to swoiste autografy przeciwników, którzy niegdyś ośmielili się próbować odebrać mu piłkę. Wjazd w piszczel był ku temu jedynym, skutecznym sposobem.</p>
<p><strong>G jak GARRINCHA.</strong> Po prostu pseudonim. Naprawdę nazywał się Manuel dos Santos. Ksywkę nadała mu jego siostra, kiedy miał cztery lata. Wzięła się ona od ptaka, w Polsce nazywanego strzyżykiem, które to Garrincha masowo wybijał. Matka mówiła mu: „Zabiłeś, to zjedz!”. On jednak robił to wyłącznie dla przyjemności. Małe ptaszki obtaczane w cieście, chociaż były daniem dosyć powszechnym, nie należały do jego przysmaków. Zaraz po przyjściu do Botafogo brazylijska prasa nazywała go Gualicho. Tak samo jak jednego ze sławniejszych wówczas koni wyścigowych. Potem każdy dziennikarz przeinaczał jego pseudonim po swojemu. W pewnym momencie trzeba było zainterweniować i położyć kres rozterkom. W „O Globo” ukazał się artykuł zatytułowany „Mam na imię Manuel i mówią na mnie Garrincha”.</p>
<p><strong>H jak HUMOR.</strong> Garrincha miał raczej specyficzne, wyjątkowo infantylne poczucie humoru. Jego durne żarty często denerwowały całe otoczenie. Jeden z nich jednak, trzeba przyznać, wyszedł mu wyjątkowo nieźle. Było to podczas jednego z wielu europejskich wypadów Botafogo, tym razem w Holandii. Wówczas na topie były radia tranzystorowe. Piłkarze kupowali je torbami, aby później móc obdarować swoich bliskich w Brazylii. Nie gorszy był lewoskrzydłowy Helio, który wśród kolegów słynął z nieporadności umysłowej.</p>
<p>- Ty, Helio, a twoja rodzina mówi w tym języku? – zapytał go Garrincha. – Jeśli nie wymienisz lamp po powrocie do Brazylii, to nikt nie zrozumie ani słowa z tego co mówi spiker. A tam nie można tych lamp dostać – zażartował.</p>
<p>Następnego dnia zawiedziony Helio oddał radia do sklepu.</p>
<p><strong>I jak INDIANIN.</strong> Pradziadkowie Garrinchy należeli do indiańskiego plemienia Fulnio. Byli skrajnie prymitywnym ludem. Swoje pierworodne dziecko zabijali, piekli i zjadali z domieszką miodu. Na ich teren wkroczyli jednak Portugalczycy, kładąc kres niekończącej się sielance. Schwytał ich i zniewolił niejaki Francisco dos Santos, po którym to Garrincha odziedziczył zresztą swoje nazwisko.</p>
<p><strong>J jak JUVENTUS.</strong> Włosi byli pierwszym europejskim klubem, który wystosował propozycję jego wykupienia. Miało to miejsce w 1955 roku, jeszcze przed wejściem Mane w fazę oszałamiających sukcesów. Wówczas Garrincha był po prostu świetnie zapowiadającym się skrzydłowym. Działaczy Starej Damy zachwycił swoimi nieprawdopodobnymi występami podczas europejskiego tournee. Zarząd Botafogo postawił jednak zaporową cenę – 15 milionów cruzeiro. Równowartość 150 tys. dolarów, co wówczas było kwotą, która futbolowym przedsiębiorcom nie mieściła się w głowach. Gdyby transfer doszedł do skutku, Garrincha byłby najdroższym Brazylijskim piłkarzem. Włosi nalegali, nalegali, ale w końcu dali za wygraną. Sam zainteresowany, chociaż nie wiedział co konkretnie znaczą oferowane za niego kwoty, wydawał się być zadowolonym. Opuszczanie ojczyzny wcale nie leżało w jego interesie.</p>
<p><strong>K jak KOBIETY.</strong> Miał ich setki. Prowadził szalenie rozwiązły tryb życia. W jego słowniku w ogóle nie figurowało słowo zdrada. Nawet wówczas, kiedy był z miłością swojego życia – Elzą Soares – od czasu do czasu pozwalał sobie na niewinny skok w bok. Dorobił się trzech synów i jedenaściorga córek z czterema kobietami. Jedno z nich zmajstrował podczas tournee po Szwecji. Do swojego domu zaprosiła go młoda dziewczyna, przedstawiła rodzicom i odbyła stosunek. Normalka. Jakiś czas później, kiedy Garrincha nadal przebywał w Szwecji, pod hotel reprezentacji podjechała policja. Okazało się, że Szwedka jest w ciąży i jej rodzice proszą o to, aby Mane poddał się testowi na ojcostwo. Wyszedł, oczywiście, pozytywnie. Co ciekawe, dziś facet nazywa się Ulf Lindberg i sprzedaje kiełbasę. Rodzina nie udźwignęła ciężaru jego wychowani, oddając go do sierocińca. Kilka lat temu, na zaproszenie pewnej restauracji, odwiedził Brazylię, gdzie przywitały go tłumy dziennikarzy i fotoreporterów. Kiedy podwinął nogawki spodni i zaprezentował swoje krzywe nogi, niektórzy ludzie nie mogli powstrzymać łez.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=3sdg6" target="_blank"><img src="http://i43.tinypic.com/3sdg6.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><strong>L jak LICZBY.</strong> Sam umiał tylko dodawać i odejmować. Ale nie chodzi o wytykanie mu edukacyjnych braków. W czasie trwania zawodowej kariery rozegrał około 400 oficjalnych spotkań. Doliczając do tej liczby mecze towarzyskie, liczba ta byłaby zapewne kilkakrotnie wyższa. Podczas swoich objazdów po Europie gracze Botafogo rozgrywali bowiem kilka meczów w tygodniu, kursując pomiędzy lotniskiem, hotelem i miejscowym stadionem. Często tracili rachubę, nie wiedząc nawet w jakim znajdują się kraju.</p>
<p><strong>M jak MARACANA.</strong> Jego drugi dom. Dosłownie. Kiedy wyprowadził się z rodzinnego Pau Grande, a jeszcze nie znalazł lokum w Rio, zdarzało mu się nocować w obskurnym pomieszczeniu ulokowanym pod jej trybunami. Miejscowa torcida oddałaby za niego życie, chociaż pod koniec przygody z Botafogo, stosunki z kibicami uległy znacznemu ochłodzeniu. Nie zmienia to faktu, że jego popisy niejednokrotnie oglądało ponad sto pięćdziesiąt tysięcy par oczu. Tam rozpoczynał swoją karierę i tam, w sposób symboliczny, również ją zakończył. Teraz jego obiektem będzie inny ze stadionów przygotowanych na najbliższe mistrzostwa świata. Ten w stolicy kraju, Brasilii, nazwany jego imieniem &#8211; Estádio Mané Garrincha.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/seks-hektolitry-wodki-fiesta-i-pilka-garrincha-od-a-do-z/"><img src="http://img.youtube.com/vi/iJ_NPnDTF38/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p><strong>N jak NOGI.</strong> Znak firmowy. W dzisiejszych czasach Garrincha nie miałby najmniejszych szans na zawodowe granie w piłkę. No, chyba, że jako dziecko założyliby mu przyrząd ortopedyczny, który załatwił by całą sprawę bez większego problemu. Ale kto, do cholery, myślał o tym w latach trzydziestych na zabitej dechami brazylijskiej wsi? Krzywe nogi odziedziczył po matce, chociaż skalą pokraczności i tak pobił ją na głowę. Lewa, krótsza o sześć centymetrów, wygięta była na zewnątrz, a prawa do środka. Kiedy jeszcze przed podpisaniem kontraktu z Botafogo trafił na testy do Vasco, jeden z trenerów miał ponoć nazwać go kaleką. Mimo rażącej wady poruszał się z gracją, co niesamowicie fascynowało ówczesnych ortopedów.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=ek0x9k" target="_blank"><img src="http://i43.tinypic.com/ek0x9k.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><strong>O jak OPERACJA.</strong> Problemy z kolanem zaczęły się kiedy był na szczycie. Lekarze zlecili przeprowadzenie operacji, lecz Garrincha, z typową dla siebie nonszalancją, odkładał ją w nieskończoność. Nadszedł jednak moment, kiedy po każdym meczu z murawy spełzał na czworaka. Każdy, finezyjny niegdyś zwód, był katorgą. Ból uniemożliwiał mu normalne funkcjonowanie. Diagnoza była prosta – artroza. Należało oczyścić staw ze zużytej łękotki. Zabieg przebiegł pomyślnie, jednak po nim Garrincha tak naprawdę już nigdy nie powrócił do pełni sprawności. Także i tutaj problemem okazał się alkohol, który uniemożliwiał mu właściwe odbycie zaplanowanej rehabilitacji.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=30u8d8y" target="_blank"><img src="http://i44.tinypic.com/30u8d8y.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><strong>P jak PIENIĄDZE.</strong> Miał je za nic. Były dla niego wyłącznie środkiem, za który mógł kupić kolejną butelkę kaszasy. Na początku kariery zarabiał śmiesznie, potem znacznie lepiej. Nie były to jednak rzecz jasna gaże nawet zbliżone do tych, które księgują na swoich kontach dzisiejsze gwiazdy. Prawie wszystkie kontrakty podpisał in blanco. Żył na bieżąco, nie myślał o przyszłości. Przykładowo &#8211; premia za wygranie mistrzostwa świata w 1958 roku zgniła w dziecięcym moczu, pod materacem kanapy w jego rodzinnym domu. Pieniądze wtykał w szuflady, miski, patery z owocami i między strony komiksów, których przeglądanie było szczytem jego literaturowych osiągnięć. Mane był bowiem półanalfabetą.</p>
<p><strong>R jak REAL MADRYT.</strong> W pewnym momencie, kiedy Garrincha był w kwiecie wieku, ofertę wysunęli też „Królewscy”. Wówczas był to najlepszy i najmocarniejszy klub na świecie. Dla prezesa Santiago Bernabeu nie było piłkarza, którego nie mógłby kupić. Botafogo jednak w ogóle nie chciało sprzedawać swojego asa. Oferta opiewająca na 250 tys. dolarów została odrzucona.</p>
<p><strong>S jak SEKS.</strong> Jego druga, zaraz po alkoholu, życiowa pasja. Mógł to robić zawsze i wszędzie. Był stałym klientem domów publicznych w każdym zakątku świata. Najbardziej podobała mu się, rzecz jasna, rozpustna dzielnica czerwonych latarń w Amsterdamie. Mógł robić to calutką noc i sąsiedzi nie mieli z nim łatwego życia. Swój pierwszy raz, w wieku dwunastu lat, zaliczył co prawda z pasącą się nieopodal domu kozą, ale później było już tylko lepiej.</p>
<p><strong>T jak TAKTYKA.</strong> Chociaż już wtedy, w latach pięćdziesiątych, zdawano sobie sprawę z jej wartości, dla Garrinchy nie znaczyła nic. Pewnie również dlatego, że była nużąca i dosyć trudna do ogarnięcia. Kiedy w Botafogo robili przedmeczowe odprawy taktyczne, wysyłano go, aby pograł w ping-ponga. Przyzwyczajono się, że i tak nigdy nie stosował się do żadnych poleceń. Na boisku był nieobliczalny i dziki, co w ogólnym rozrachunku częściej stawało się jego zaletą niż wadą.</p>
<p><strong>U jak USPOSOBIENIE.</strong> Garrincha był dziecinny, żeby nie powiedzieć głupkowaty. Z jego twarzy rzadko znikał promienny, beztroski i wyjątkowo naiwny uśmiech. Przed mistrzostwami świata w Szwecji, podobnie jak wszystkim reprezentantom, poddano go rozmaitym testom psychologicznym. Na wszystkich wypadł żałośnie. Pewne problemy pojawiły się już na etapie wypełniania formularza. W polu, gdzie miał za zadanie wpisać swój zawód, wydziergał: „sportofca”. Sklasyfikowano go jako osobnika o inteligencji poniżej przeciętnej, a współczynnik jego agresji określono liczbą zero. Według specjalisty nie kwalifikował się nawet do prowadzenia autobusu.</p>
<p><strong>W jak WYRZUTEK.</strong> Pod koniec życia pozostał tylko on i jego najwierniejszy przyjaciel &#8211; alkoholizm. Na niedługo przed śmiercią pokazał się światu po raz ostatni. Zdecydowano wystawić go na widok publiczny podczas karnawałowego pochodu w Rio. Nie był to jednak Garrincha, a jego wrak. Ludzie klaskali i wiwatowali tylko do momentu, kiedy mogli przyjrzeć mu się z bliska. Odurzony lekami, ze smutną twarzą, siedział na brzegu plandeki, gdyż nie mógł iść, a nawet stać o własnych siłach. Publiczność nie mogła uwierzyć, że to naprawdę ten wielki Garrincha. Sam nie był świadom mrożącego krew w żyłach widowiska, jakie zafundował swoją obecnością. – Wszystko dobrze… wszystko w dechę – powiedział zaraz po pochodzie. Hospitalizowany, zmarł w absolutnej samotności. Autopsja wykazała, że żadne jego organy wewnętrzne – od mózgu po jelita &#8211; nie przydałyby się nawet studentom medycyny. Były totalnie strawione.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=2it0cia" target="_blank"><img src="http://i43.tinypic.com/2it0cia.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><strong>Z jak ZSRR.</strong> Mistrzostwa Świata w Szwecji, rok 1958. Po gładkiej wygranej z Austrią i bezbramkowym remisie z Anglią, Brazylijczycy, aby być pewnymi awansu, muszą pokonać ZSRR. A była to ekipa więcej niż solidna. Wówczas opowiadano o nich głównie w kontekście osiągnięć technologicznych i podboju kosmosu. Radziecki futbol świat określał mianem naukowego. Reprezentanci w dniu meczowym robili sobie ponoć czterogodzinną poranną rozgrzewkę. Poprzednie spotkania, pomimo nacisków ze strony kibiców, Mane przesiedział na ławce rezerwowych, a ówczesne przepisy nie dopuszczały przeprowadzania zmian.</p>
<p>- Chodzą słuchy, że mam zagrać. Ale uwierzę w to tylko, jak ty mi powiesz. To prawda? – spytał Garrincha swojego kolegi z reprezentacji, Niltona Santosa.<br />
- Wygląda na to, że tak. Jutro dasz Ruskom popalić!<br />
- Ciekawe czy oni umiom grać – odpowiedział w swoim stylu.</p>
<p>Grać to oni może i umieli, ale na pewno nie na tym poziomie. I rzecz jasna nie w tym tempie. Ich nauka i technologie zderzyły się z niepohamowaną, radosną finezją Canarinhos. Garrincha bawił się z Rosjanami zupełnie jakby grał ze znajomymi. Tak, jak jeszcze kilka lat wcześniej robił to w rodzinnym Pau Grande. Brazylia zwyciężyła, rozpoczynając marsz po końcowy triumf. Wówczas na dobre narodziła się gwiazda Garrinchy. Jej blask rozpostarł się także nad Europą. Po tym pamiętnym meczu wypowiedział tylko jedno zdanie: „Byłem stęskniony za piłką.”</p>
<p><em>Wykorzystano fragmenty książki autorstwa Ruya Castro „Garrincha – samotna gwiazda”</em></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/538/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/538/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/538/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/538/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/538/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/538/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/538/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/538/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/538/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/538/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/538/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/538/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/538/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/538/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=538&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/02/05/seks-hektolitry-wodki-fiesta-i-pilka-garrincha-od-a-do-z/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i41.tinypic.com/21eyo1c.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i40.tinypic.com/14e45l3.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i43.tinypic.com/3sdg6.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i43.tinypic.com/ek0x9k.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i44.tinypic.com/30u8d8y.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i43.tinypic.com/2it0cia.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Novara Calcio, czyli mały samochodzik na luksusowym parkingu</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/29/novara-calcio-czyli-maly-samochodzik-na-luksusowym-parkingu/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/29/novara-calcio-czyli-maly-samochodzik-na-luksusowym-parkingu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 08:23:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[Novara Calcio]]></category>
		<category><![CDATA[novara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=534</guid>
		<description><![CDATA[W ubiegłym sezonie, jako beniaminek włoskiej Serie B, snuli śmiałą wizję, zakładającą zagrzanie przyjaznej miejscówki pośrodku tabeli. Dziś mierzą swoje siły z Milanem, Interem czy Romą, chociaż, jak sami przyznają, na salony dostali przez przypadek. Po pierwszej połowie sezonu okupują co prawda miejsce, które w tabeli obwiedzione jest czerwoną linią, ale sama ich obecność w [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=534&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W ubiegłym sezonie, jako beniaminek włoskiej Serie B, snuli śmiałą wizję, zakładającą zagrzanie przyjaznej miejscówki pośrodku tabeli. Dziś mierzą swoje siły z Milanem, Interem czy Romą, chociaż, jak sami przyznają, na salony dostali przez przypadek. Po pierwszej połowie sezonu okupują co prawda miejsce, które w tabeli obwiedzione jest czerwoną linią, ale sama ich obecność w elicie ociera się o futbolowe anomalia. Może wydawać się to paradoksalne, lecz dla właścicieli Novary – klubu z ponad stuletnią tradycją – piłka nożna jest tylko skutecznym sposobem na autopromocję. Wyniki? Jak są, to bardzo fajnie, ale w rzeczywistości odgrywają rolę drugoplanową.</p>
<p>Aby przekonać się o skromności i pochylić nad przepaścią, która dzieli ten klub i całą resztę ligi, wystarczy rzucić okiem na zarobki jego zawodników. Pensje dla piłkarzy pochłaniają z budżetu skromniutkie 10 milionów euro. Najbogatsi inkasują marne 400 tys. euro. Dla porównania, o 100 tys. więcej w Legii zarabia nawet Danijel Ljuboja. Średnia gaża oscyluje w granicach 200 tys. euro.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=rc0z2v" target="_blank"><img src="http://i39.tinypic.com/rc0z2v.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>To znacznie mniej niż najsłabiej zarabiający gracze Interu, Milanu czy Juventusu. W Novarze nikt jednak z tego powodu nie lamentuje. Klub ten był, jest i pewnie nadal będzie tylko pięknie opakowaną i wdzięcznie lśniącą reklamą. Po awansie do Serie A budżet ekipy z Piemontu i tak wzrósł ponad trzykrotnie – z dziewięciu do dwudziestu siedmiu milionów euro – co przekroczyło najśmielsze oczekiwania zarządzających nim ludzi. Za sterami tego skrupulatnie prowadzonego i pozbawionego złotych klamek przedsiębiorstwa stoją panowie De Salvo &#8211; Michangelo i jego syn Massimo. Na co dzień obaj zajmują się obracaniem milionami we własnej sieci prywatnych klinik. Futbol to zabawa po godzinach. W piłkarski biznes wchodzili z jedną myślą – klub musi utrzymywać się sam. Nawet na tak wysokim poziomie, jakim jest jedna z najsilniejszych lig w Europie, Novara generuje przychody niemal równe poniesionym wydatkom. W tym wszystkim nie jednak choćby krzty przypadku.</p>
<p>W 2006 roku, zaraz po przejęciu klubu, zakasano rękawy i podjęto decyzję o budowie supernowoczesnego centrum treningowego, które z założenia miało być produktem flagowym całego projektu. Teraz prowincjonalnej Novarze zazdrości go większość, nawet tych najbardziej mocarnych, włoskich klubów. Teren Novarello, bo taką nadano mu nazwę, rozciąga się na powierzchni stu tysięcy metrów kwadratowych. W skład tego imponującego kompleksu wchodzą siłownie, baseny, sześć boisk do piłki nożnej, hotel oraz przyozdobiona malowniczym oczkiem wodnym luksusowa restauracja. Bazę doceniły już młodzieżowa reprezentacja Włoch, czy narodowa kadra narciarzy, wybierając ją na miejsce swoich zgrupowań. W najbliższych latach planowane jest wdrożenie kolejnej koncepcji, która przewiduje poszerzenie całego centrum o 50%. – Zrobiliśmy tutaj rzecz, która będzie służyć wielu następnym pokoleniom. Obiekt ten już zakorzenił się w historii miasta, podobnie jak drużyna piłkarska. To przedsięwzięcie przynosi bogactwo i miejsca pracy wielu mieszkańcom – chwali Michangelo De Salvo.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=5u24p2" target="_blank"><img src="http://i40.tinypic.com/5u24p2.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=25a677s" target="_blank"><img src="http://i42.tinypic.com/25a677s.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=29x94hu" target="_blank"><img src="http://i42.tinypic.com/29x94hu.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Novara jest klubem o wątpliwym potencjale ekonomicznym. Utrzymywanie jej zgodnie z zasadami ascezy nie przeszkadza jednak w podążaniu za rozwojem techniki. Wraz z jej awansem do Serie A, do kanonu pierwszoligowych stadionów weszło Stadio Silvio Piola. Na pierwszy rzut oka – budowla nieco archaiczna i trącąca starością, ale przynajmniej pozbawiona bieżni. Zdecydowaną innowacją jest jednak najnowszej generacji sztuczna murawa, której obecność na pierwszoligowych włoskich obiektach jest bezprecedensowa. Taką samą nawierzchnią, którą dosyć powszechnie instaluje się w Afryce czy Arabii Saudyjskiej, w całej Europie pochwalić może się jedynie Boavista Porto. Jej sztuczne źdźbła pachną nawet ponoć zupełnie jak te naturalne.</p>
<p>Jest to kolejny powód, którym właściciele Novary mogą chlubić się na wystawnych, branżowych bankietach. Położenie nowej murawy, przykładowo na San Siro, to koszt przekraczający 400 tys. euro. Sztuczna płyta, której trwałość ocenia się na dziesięć lat, kosztowała około dwa razy tyle. U nas, kiedy na syntetycznej murawie swoje spotkania rozgrywała Arka, lament drużyn przyjezdnych słychać było zanim jeszcze ich autobus dotarł na trójmiejskie przedmieścia. We Włoszech dla odmiany nikt nie robi z tego tytułu żadnego problemu. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i za Novarą w najbliższym czasie mają zamiar podążyć stadiony w Genui, Sienie, Brescii czy Cittadelli.</p>
<p>Okazuje się, że bez szalonych posunięć transferowych i debetów na kontach we wszystkich możliwych bankach, również możliwe jest odniesienie, może nie jakoś szczególnie spektakularnego, ale całkiem pokaźnego i zaspokajającego sukcesu sportowego. Awans do Serie A był swoistym wybrykiem natury i powrót do drugiej ligi nie zmartwi szczególnie nikogo, oprócz kibiców. Teraz Novara prezentuje się bowiem tak, jak obok motoryzacyjnych tuz, typu Ferrari czy Rolls-Royce, wyglądałby Nissan Micra. Niewykluczone, że za kilka miesięcy zagubiony kierowca uderzy się w pierś i zawróci na nieco mniej ekskluzywny parking. Cała ta gra była jednak warta świeczki. Choćby dla tego jednego zwycięstwa nad Interem, które kibice Novary, z uśmiechem i chlubą, będą wspominać przez kilkadziesiąt najbliższych lat.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/29/novara-calcio-czyli-maly-samochodzik-na-luksusowym-parkingu/"><img src="http://img.youtube.com/vi/h2c9MA849A0/2.jpg" alt="" /></a></span>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/534/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/534/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/534/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/534/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/534/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/534/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/534/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/534/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/534/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/534/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/534/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/534/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/534/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/534/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=534&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/29/novara-calcio-czyli-maly-samochodzik-na-luksusowym-parkingu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i39.tinypic.com/rc0z2v.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i40.tinypic.com/5u24p2.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i42.tinypic.com/25a677s.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i42.tinypic.com/29x94hu.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Eduardo Vargas &#8211; z łazienki do Ligi Mistrzów</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/05/eduardo-vargas-z-lazienki-do-ligi-mistrzow/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/05/eduardo-vargas-z-lazienki-do-ligi-mistrzow/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Jan 2012 20:53:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eduardo Vargas]]></category>
		<category><![CDATA[chile]]></category>
		<category><![CDATA[napoli]]></category>
		<category><![CDATA[pinilla]]></category>
		<category><![CDATA[vargas]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=530</guid>
		<description><![CDATA[Pisanie o transferach samo w sobie jest raczej nudnym zajęciem. Na ogół tę przyjemność wolelibyśmy zostawić redaktorom innych, bardziej pospolitych portali. Tutaj należy zrobić jednak wyjątek. Do przemierzenia oceanu szykuje się bowiem perełka. Bezsprzeczny talent. O Neymarze mówią wszyscy. Wystarczy, że ubierze się w biały t-shirt, albo założy granatowo-bordowe adidasy. Wszędzie doszukują się podtekstów. Dla [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=530&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pisanie o transferach samo w sobie jest raczej nudnym zajęciem. Na ogół tę przyjemność wolelibyśmy zostawić redaktorom innych, bardziej pospolitych portali. Tutaj należy zrobić jednak wyjątek. Do przemierzenia oceanu szykuje się bowiem perełka. Bezsprzeczny talent. O Neymarze mówią wszyscy. Wystarczy, że ubierze się w biały t-shirt, albo założy granatowo-bordowe adidasy. Wszędzie doszukują się podtekstów. Dla kontrastu, obok transferu Eduardo Vargasa, najlepszego piłkarza Chile w 2011 roku, przeszliśmy jakby trochę obojętnie.</strong></p>
<p>Interesowali się nim najwięksi, jak to zwykle bywa po eksplozji nowego latynoskiego talentu. Inter, Milan, Liverpool, Valencia, Sewilla czy Arsenal. W Chelsea widziano go nawet jako zastępcę Nicolasa Anelki. Jego grą zachwycali się też ponoć szejkowie z Manchesteru City, którzy szczególnie upodobali sobie podobne do niego, olśniewające techniką perełki. Nie tylko drogie i celnie strzelające na bramkę, ale ponadto takie, których gra jest przyjemnością dla szlachetnych oczu. On jednak zagrał gigantom na nosie i przyjął ofertę Napoli. Klubu powoli wychodzącego z zimnego cienia, lecz nadal oglądającego ogony tych najpotężniejszych. Partenopei nie mają tylu pucharów co Milan, tak zasobnego portfela jak Chelsea czy tak licznej gromady sympatyków jak Arsenal. Okazuje się, że kartą przetargową była osoba Diego Armando Maradony. – Wybrał Napoli, bo grał tam boski Diego. Eduardo nie mógł oglądać go na żywo, ale jest zachwycony tym co potrafił zrobić z piłką. Poza tym we Włoszech grał Marcelo Salas, kolejny z jego idoli. Mój syn chciałby powtórzyć jego sukces – mówi ojciec piłkarza.</p>
<p>Sprowadzenie młodego Chilijczyka za punkt honoru postawił sobie prezes klubu, Aurelio De Laurentiis. Sam piłkarz był zdecydowany na wyjazd właśnie do Neapolu, to i właściciel nie przedłużał negocjacji. Raz, dwa i było po wszystkim. Na stole znalazło się 11,5 miliona euro. Oferta, której były klub Vargasa, Universidad de Chile, najzwyczajniej odrzucić nie mógł. – Podpisaliśmy kontrakt, bijąc piekielnie silnych konkurentów. To dowód na to, że nasze drzwi są zawsze otwarte i bezustannie poszukujemy utalentowanych graczy na całym świecie – oznajmił kibicom prezes na oficjalnej stronie internetowej klubu. – Jestem szczęśliwy, że będę grać we Włoszech. Nigdy nie przypuszczałem, że negocjacje domkniemy w tak błyskawicznym tempie – dorzucił sam piłkarz.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/05/eduardo-vargas-z-lazienki-do-ligi-mistrzow/"><img src="http://img.youtube.com/vi/dPUwz7t0gCc/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Kwota z transferu zostanie podzielona na trzy części. Najwięcej rzecz jasna otrzyma jego dotychczasowy klub, Universidad. Niemal jedna trzecia z 11,5 miliona euro trafi na konto poprzedniego, reprezentowanego przez niego zespołu, Cobreloi. Stosunkowo symboliczna kwota, nieco ponad sto tysięcy euro, zostanie przelana natomiast na rachunek malutkiego International de Renca, gdzie mały Edu stawiał pierwsze kroki z piłką przy nodze. – Nie wiemy co zrobić z taką sumą. Jesteśmy szczęśliwi, ale jednocześnie zdezorientowani i zaskoczeni. Przydałoby się nam nowe boisko i rozbudowa siedziby – mówił podekscytowany prezes Internationalu.</p>
<p>Dwadzieścia dziewięć bramek zdobytych we wszystkich oficjalnych meczach rozegranych w 2011 roku. Zdobycie Copa Sudamericana (odpowiednik naszej Ligi Europy) i korona króla strzelców (11 bramek w 12 spotkaniach) oraz tytuł MVP tego turnieju. To sukcesy, które dały mu tytuł najlepszego piłkarza Chile w 2011 roku. Dwanaście miesięcy temu był jedynie dobrze rokującym, młodym zawodnikiem. Takich, jakich w Chile mają na pęczki. Debiut w dorosłej reprezentacji zaliczył już ponad dwa lata temu. Kilka tygodni później, za milion euro, trafił do La U, jak nazywany jest przez kibiców stołeczny Universidad. Początki nie były łatwe i wynikały ponoć z nieumiejętnego wykorzystywania jego walorów. Trener zwyczajnie ustawiał go zbyt daleko od bramki. Dopiero w obrębie pola karnego mógł zaprezentować pełnię swoich umiejętności i strzeleckiego nosa. Instynkt, szybkość i umiejętność wykańczania akcji. Wszystko to pokazał światu podczas wrześniowego spotkania towarzyskiego z Hiszpanią. Najlepszą reprezentacją na świecie w ostatnich latach. Możemy mówić, że był to jego mecz życia. Że jednorazowy wybryk. Zgoda. Przyznacie chyba jednak, że nie można być byle kim, żeby zrobić w konia samego Ikera Casillasa? Wszystkich, ale na pewno nie jego.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/05/eduardo-vargas-z-lazienki-do-ligi-mistrzow/"><img src="http://img.youtube.com/vi/hCivxnwUYqc/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Miłością do piłki pałał od maleńkiego. Jako dziecko brał futbolówkę pod pachę i godzinami przesiadywał z nią w zamkniętej łazience. Zachowanie młodego Eduardo martwiło jego matkę do tego stopnia, że planowała nawet konsultację psychologiczną. Teraz, być może także dzięki strzelaniu goli do wanny, jest jednym z najlepiej zapowiadających się piłkarzy Ameryki Południowej. O miano najlepszego zawodnika kontynentu kończącego się roku powalczy przede wszystkim z bożyszczem Brazylijczyków, Neymarem. Vargas, pomimo tego, że na wyjazd do Europy zdecydował się wcześniej, nie ma jednak szans na zarobki choćby zbliżone do tych, które inkasuje napastnik Santosu. W Napoli Edu otrzyma gażę względnie skromną &#8211; około 1,3 miliona za sezon gry. To i tak prawie dwukrotnie więcej, aniżeli w ojczyźnie.</p>
<p>Vargasem w Neapolu, ale także na całym Półwyspie Apenińskim, ekscytują się wszyscy. Kibice, dziennikarze, a nawet inni piłkarze. Otuchy dodają mu rodacy, którzy w europejskiej piłce osiągnęli jakiś sukces. Głos na temat młodszego kolegi z reprezentacji zabrał na przykład napastnik Palermo, Mauricio Pinilla. Jego słowa mają wydźwięk o tyle donośniejszy, że sam, jako młody chłopak, trafił do Interu. Wówczas swoją życiową szansę utopił w litrach wypitego alkoholu i przebalował w świetle mediolańskich dyskotek. Vargasowi wróży jednak odmienny los. – Świetnie go znam, bo Universidad to klub, który zawsze będę nosić w swoim sercu. Imponuje szybkością, celnością i ma ciąg na bramkę. Napoli to wielki klub. Jeden z najlepszych w Europie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jego talent odpali także we Włoszech – mówi Pinigol.</p>
<p>Dumę z powodu transferu swojego rodaka wyraził również Alexis Sanchez, który przebył wcześniej podobną drogę i niejako przetarł Vargasowi ścieżkę. Teraz zdobywa bramki dla najlepszej drużyny świata – FC Barcelony. 21-letniego Chilijczyka, na antenie telewizji Rai, wychwalił też Zbigniew Boniek. – Widziałem jak gra, bo oglądałem go przy okazji Copa Sudamericana i występów reprezentacji. Zrobił na mnie świetne wrażenie. Mogę potwierdzić, że jest naprawdę mocny – zareklamował Zibi.</p>
<p>Czy La Joya, czyli klejnot, jak nazywają go w ojczyźnie, zawojuje Europę? Ba, czy chociaż przebije się do podstawowego składu Napoli? W świetle plotek o odejściu Lavezziego czy Hamsika, może spaść na niego odpowiedzialność, do której jeszcze nie dorósł. Piłkarsko, ale też zwyczajnie, po ludzku. Może zostać gwiazdą, ale może też nie podołać presji. Kluby z Ameryki Południowej i te Europejskie dzielą bowiem nie tylko puste kilometry. Teraz zamiast La Sereny czy Colo Colo w jego terminarzu znajdą się Inter, Milan i przede wszystkim Chelsea.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/530/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/530/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/530/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/530/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/530/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/530/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/530/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/530/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/530/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/530/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/530/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/530/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/530/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/530/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=530&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2012/01/05/eduardo-vargas-z-lazienki-do-ligi-mistrzow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Simone Farina – mały piłkarz, wielki człowiek</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/27/simone-farina-maly-pilkarz-wielki-czlowiek/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/27/simone-farina-maly-pilkarz-wielki-czlowiek/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Dec 2011 22:43:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[Simone Farina]]></category>
		<category><![CDATA[Farina]]></category>
		<category><![CDATA[Gubbio]]></category>
		<category><![CDATA[Scomessopoli]]></category>
		<category><![CDATA[serie a]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=524</guid>
		<description><![CDATA[Wydawało się, że Calciopoli to apogeum procederu korupcyjnego we włoskiej piłce. Że teraz będzie już tylko lepiej. Aż tu nagle bum: Scomessopoli. Panowie piłkarze najpierw obstawiali mecze u bukmacherów, a potem manipulowali wynikami spotkań, trzepiąc na tym konkretne pieniądze. Oprócz nazwisk podejrzanych w ostatnich dniach na łamach mediów pojawiło się jeszcze jedno. Szczególne. Niewielu interesuje [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=524&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wydawało się, że Calciopoli to apogeum procederu korupcyjnego we włoskiej piłce. Że teraz będzie już tylko lepiej. Aż tu nagle bum: Scomessopoli. Panowie piłkarze najpierw obstawiali mecze u bukmacherów, a potem manipulowali wynikami spotkań, trzepiąc na tym konkretne pieniądze. Oprócz nazwisk podejrzanych w ostatnich dniach na łamach mediów pojawiło się jeszcze jedno. Szczególne. Niewielu interesuje dziś co pod choinkę dostanie Francesco Totti, albo czym w wigilijny wieczór opychał będzie się Zlatan Ibrahimović. Swoje pięć minut ma 29-letni obrońca skromnego, drugoligowego Gubbio, Simone Farina.</strong></p>
<p>Na stronach gazet, paginach serwisów internetowych czy w spotach telewizyjnych. Wszędzie nazywają go bohaterem. Wywody na jego temat wysnuwają najznakomitsi włoscy dziennikarze. Głos w jego sprawie zabierają najlepsi włoscy piłkarze. Pojawił się nawet temat powołania do reprezentacji Azzurrich. Na splendor, który spływa teraz na niego całymi strumieniami, nie zapracował sobie jednak na boisku. Co właściwie zrobił? Cóż. Po prostu postąpił zwyczajnie. Słusznie. Zgodnie z wyznawanymi wartościami i własnym sumieniem.</p>
<p>Niespełna miesiąc temu Farina odebrał wiadomość. Napisał do niego stary znajomy, były piłkarz, Alessandro Zamperini. Przed laty razem zdzierali kolana w drużynach młodzieżowych AS Romy. Nie widzieli się od przeszło dziesięciu lat. Padła propozycja spotkania w centrum Gubbio. Po kilku słowach sztampowego „come va?”, „tutto bene”, przyszedł czas na konkrety. Zamperini, za poddanie meczu w pucharze Włoch przeciwko Cesenie, zaproponował mu 200 tys. euro. Przed spotkaniem Farina miał jeszcze przekonać swoich kolegów – bramkarza i dwóch obrońców – aby zagrali z nieco mniejszym zaangażowaniem niż zwykle. Wypadało po 50 tys. euro na głowę. Kwota może nie niebotyczna, ale stanowiąca więcej niż połowę jego rocznych zarobków. Oferta kusząca tym bardziej, że zdecydowanym faworytem tego spotkania była Cesena. Przecież nikt nie musiał się zorientować. Farina kategorycznie jednak odmówił i błyskawicznie wykonał kilka telefonów. O całym zajściu poinformował wiceprezesa Włoskiego Związku Piłkarzy, a także prokuraturę.</p>
<p>Swoją heroiczną postawą wzruszył cały kraj. Wzbudził podziw nawet tych u samej góry. Specjalny list na łamach dzisiejszej „La Gazzetta dello Sport” wystosował nawet sam prezydent FIFA, Sepp Blatter. Z ciekawą inicjatywą wyszli też włoscy kibice. W nagrodę, stawiając go jako przykład, zaproponowano symboliczne powołanie go do reprezentacji Włoch. Jak dotychczas na facebooku zebrało się prawie 2,5 tys. zwolenników tego niecodziennego uhonorowania. Pośród nich jest też kapitan Squadra Azzurra, Gianluigi Buffon. – Powołanie do reprezentacji? Bardzo dobry pomysł. Byłoby to ważnym gestem w świetle tego, co zrobił – mówi.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=3wtjb" target="_blank"><img src="http://i42.tinypic.com/3wtjb.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Do całego zamieszania wokół swojej osoby podchodzi ze skromnością i spokojem. – Zdziwił mnie fakt, że w klubie chcą dać mi jakąś premię. Nie zrobiłem przecież nic nadzwyczajnego. Postąpiłem normalnie. Nie szukałem, ani nie szukam żadnej autoreklamy – mówi.</p>
<p>Dziś, w wigilijny wieczór, Farina odbierze telefon od selekcjonera reprezentacji Włoch, Cesare Prandellego. Obrońca drugoligowca otrzyma specjalne zaproszenie na zgrupowanie kadry w Coverciano, która za kilka tygodni będzie przygotowywać się do spotkania towarzyskiego ze Stanami Zjednoczonymi. Na ostentacyjny debiut w narodowych barwach nie ma jednak co liczyć. – Nigdy nie mówiłem, że otrzyma ode mnie powołanie. To zaproszenie, mające na celu demonstrację naszej solidarności. Simone zrobił to, co było trzeba, podejmując jednak przy tym niemałe ryzyko. Teraz jest na ustach wszystkich, lecz za miesiąc może pozostać sam. Przyjmiemy go u siebie z miłą chęcią. Jeśli będzie chciał ubrać buty piłkarskie i odbyć trening z reprezentacją, nikt mu tego nie zabroni. Najważniejsze, żeby po prostu z nami był – powiedział szkoleniowiec Włochów.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=ab333r" target="_blank"><img src="http://i42.tinypic.com/ab333r.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Jakby na to nie patrzeć, Farina zrobił jednak to, co należało. Tak po prostu. Czy morze pochwał i dobitna heroizacja jego osoby jest właściwym zabiegiem? – Simone to nie bohater, tylko zwykły, spokojny chłopak. W Gubbio bardzo go szanujemy i cenimy, bo jest świetnym pracownikiem. Myślę, że takich jak on jest wielu. Mam nadzieję – powiedział trener jego drużyny, Gigi Simoni.</p>
<p>Sam Farina z dziennikarzami rozmawia bardzo niechętnie. Zapowiedział zwołanie konferencji prasowej, ale dopiero po świętach. Teraz pragnie tylko spokoju. Rodzinnego ciepła, które podczas Bożego Narodzenia odczuwa się przecież podwójnie. Po tym co zrobił, ma prawo obawiać się o bezpieczeństwo swoje i bliskich. Wrzucił bowiem kamyczek w tryby skrupulatnie przygotowanego, zbudowanego przez mafię mechanizmu.</p>
<p>Co ciekawe, w spotkaniu przeciwko Cesenie nie zagrał z powodu kontuzji, a Gubbio przegrało 0:3. I potrzeba było tyle szumu, panie Zamperini?</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/524/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/524/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/524/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/524/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/524/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/524/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/524/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/524/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/524/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/524/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/524/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/524/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/524/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/524/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=524&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/27/simone-farina-maly-pilkarz-wielki-czlowiek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i42.tinypic.com/3wtjb.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i42.tinypic.com/ab333r.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Udinese Calcio – cicha rewelacja z północy</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/19/udinese-calcio-cicha-rewelacja-z-polnocy/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/19/udinese-calcio-cicha-rewelacja-z-polnocy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Dec 2011 14:04:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[Udinese]]></category>
		<category><![CDATA[Di Natale]]></category>
		<category><![CDATA[Guidolin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=519</guid>
		<description><![CDATA[Udine. Kameralne, stutysięczne miasto dostatku. Malownicza kraina mlekiem i miodem płynąca, pełna biur i rozlicznych domów handlowych. Pod względem jakości życia mieszkańców plasuje się na piątej pozycji w Italii. Piłka nożna? Owszem, ale w stopniu znacznie mniejszym niż w metropoliach typu Mediolan czy Neapol. Stadio Friuli i występujące na nim Udinese, to bardziej pocieszna, nieszkodliwa [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=519&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Udine. Kameralne, stutysięczne miasto dostatku. Malownicza kraina mlekiem i miodem płynąca, pełna biur i rozlicznych domów handlowych. Pod względem jakości życia mieszkańców plasuje się na piątej pozycji w Italii. Piłka nożna? Owszem, ale w stopniu znacznie mniejszym niż w metropoliach typu Mediolan czy Neapol. Stadio Friuli i występujące na nim Udinese, to bardziej pocieszna, nieszkodliwa atrakcja turystyczna, aniżeli punkt centralny. Piłkarze tego klubu postanowili jednak zrobić wszystkim psikusa. W chwili obecnej, chociaż w piłkarskim atlasie Europy są tylko nędzną plamką, na boisku mogą równać się z największymi włoskimi firmami.</strong></p>
<p><strong></strong><br />
Od kilku dobrych miesięcy potwierdzają tę tezę w Serie A. Ostatnio wyraźnie przypomnieli o swoim istnieniu całemu kontynentowi, wyrzucając za burtę rozgrywek Europa League nie byle kogo, bo Celtic Glasgow. Klub z ogromnymi tradycjami i ponad studwudziestoletnią historią. Grupa, do której trafili podopieczni Francesco Guidolina, nie była grupą śmierci. Szkopuł tkwił jednak w tym, że oprócz Atletico Madryt, wskazanie kolejnego kandydata do awansu było jak wróżenie z fusów. Tak Celtic, Rennes jak i Udinese miały mniej więcej równe szanse na odniesienie sukcesu. Teraz wiemy już, że górą są piłkarze z północy Włoch. Pamiętajmy, że nieco wcześniej zabrakło bardzo niewiele, a z rozgrywek Champions League wyeliminowaliby sam Arsenal. Zadanie Friulanim utrudnił jednak Wojciech Szczęsny.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/19/udinese-calcio-cicha-rewelacja-z-polnocy/"><img src="http://img.youtube.com/vi/jteaYNvyNVM/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>We Włoszech wszyscy są pod wrażeniem ich poczynań. Podniecają się romantyzmem, który przez lata był tłamszony przez tych największych. Małe miasto, skromny budżet i druga pozycja w tabeli Serie A. Kontrast w dzisiejszych czasach na ogół niespotykany. W Udine panuje jednak cisza i spokój. Tam nikt nie wytwarza niepotrzebnego ciśnienia. Piłkarze zwyczajnie robią to, za co im płacą, ciesząc się pięcioma minutami na szczycie. Temat mistrzostwa nie istnieje. – W naszej szatni wisi kartka, która przypomina, że celem jest bezpieczne utrzymanie i osiągnięcie czterdziestu punktów w tabeli. Scudetto? Panowie, żarty na bok. Nawet o tym nie myślimy. Nasz sekret? Na postawę mojego zespołu składa się wiele maleńkich czynników. Spokojne środowisko pozwala nam pracować w ciszy, bez presji. Receptą są także młodzi piłkarze, którzy pracują na to, aby w przyszłości prezentować klasę światową. Jak Antonio Di Natale – wyjaśnia trener Friulanich.</p>
<p>Świetna postawa biało-czarnych może dziwić tym bardziej, że latem klub opuściły przecież czołowe postacie. Na transfer do Napoli zdecydował się szwajcarski rozgrywający Gokhan Inler. Niedługo później, w pogoni za chwałą i splendorem wyemigrował rewelacyjny Alexis Sanchez, ubierający teraz koszulkę Barcelony. Hiszpanię wybrał też ważny element defensywy Zebrette, Cristian Zapata. Na sprowadzenie wszystkich tych piłkarzy Udinese wydało niecałe pięć milionów euro. Talenty wyłapano, starannie oszlifowano i przekazano koneserom. Za sprawą wymienionego wyżej tria klubowa kasa przytyła o kwotę przekraczającą 50 milionów euro. Klawe, prawda?</p>
<p>Nie ma Inlera? Są Isla i Asamoah. Nie ma Sancheza? Trudno. Chilijczyk piłkarzem jest ponadprzeciętnym, lecz dla drużyny Guidolina stanowił po prostu ciekawe, bramkostrzelne urozmaicenie. Sam trener wielokrotnie podkreślał, że znacznie bardziej ubolewa nad stratą Inlera, na którym to ciążyło utrzymanie w ryzach całego środka pola. El Niño Maravilla zdobywał mnóstwo bramek, ale w siłowej lidze włoskiej patrzono na niego trochę jak na wybryk natury.</p>
<p>Przyglądając się składowi Udinese, oprócz Di Natale, nie doszukamy się wielkich nazwisk. Brak tutaj znanych twarzy, na których widok piszczą nastoletnie fanki. Mają tam za to solidny, skrupulatnie wypracowany kolektyw. Jego architektem jest nie pierwszej już młodości szkoleniowiec, którego największy sukces – zdobycie Pucharu Włoch – na kolana nie powala. Francesco Guidolin, mając do dyspozycji zestaw szarych i na pierwszy rzut oka mało efektownych barw, namalował piękny i naprawdę imponujący obraz, obok którego nie da się przejść obojętnie. Nikt już nie wyobraża sobie drużyny bez tego cichego i stonowanego dżentelmena.</p>
<p>Z cienia bardziej uznanych kolegów, Buffona czy Freya, wygramolił się w końcu golkiper Samir Handanović. Słoweniec puścił w lidze tylko siedem bramek w czternastu spotkaniach. To bezapelacyjnie najlepszy wynik w całej Serie A. W minionym sezonie wsławił się obronieniem sześciu na osiem rzutów karnych. Teraz znajduje się w absolutnym centrum zainteresowania i nie bez powodu wzbudza zainteresowanie tych największych. Jego talent zauważono siedem lat temu w słoweńskim NK Domzale i…sprowadzono za darmo. Teraz działacze Udinese chcą zarobić na nim 17 milionów euro, a kwotę tę ponoć bez większych rozterek są w stanie wyłożyć sternicy Milanu.</p>
<p>Handanović, nawet gdyby był najlepszym łapaczem na świecie, nie mógłby pokazać się bez tercetu swoich obrońców. Koktajl perfekcyjny, jak określa swoich defensorów sam szkoleniowiec. Maurizio Domizzi, Danilo i Mehdi Benatia. Zdecydowanie największe poruszenie wzbudza ten ostatni. Wyłowiono go we francuskim drugoligowcu. Rok temu trafił do Udine za marne pół miliona. Dziś wyceniany jest na kwotę dwudziestokrotnie wyższą. Nie ma się czemu dziwić. Praktycznie z miejsca stał się czołowym stoperem swojego klubu, a ostatnio nawet i całej ligi. Przez miniony rok zrobił nieprawdopodobny postęp, zapisując się w notesach prezesów wielu futbolowych gigantów. W swoich koszulkach widziałyby go Milan, Juventus, a także kilka drużyn Premier League. Cechy rozpoznawcze? Siła fizyczna, spokój, wyrachowanie. Jego odejście latem jest niemal przesądzone. Do zakupu 24-latka żarliwie namawia owiany sławą były sternik transferowych poczynań Juventusu, Luciano Moggi. – On ma papiery na to, aby stać się wielkim mistrzem. Nadal jest młodym piłkarzem i może być jeszcze lepszy. Ja brałbym go bez zastanowienia – radzi czynnym kolegom po fachu.</p>
<p>Jedną z jego zalet jest ponoć gorliwość. I rzeczywiście. Kilka dni temu tak bardzo spieszył się na poranny trening, że aż wylądował na słupie. Jemu co prawda nic poważnego się nie stało, ale wypasionego, sportowego audi trochę jednak szkoda.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=20ro3km" target="_blank"><img src="http://i44.tinypic.com/20ro3km.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Obrona spisuje się na medal, a kto dziurawi siatki przeciwników? Antonio Di Natale. Gwarancja przynajmniej kilkunastu goli każdego roku, capocannoniere dwóch ostatnich sezonów Serie A. Pomimo tego, że niedawno skończył 34 lata i wszedł w piłkarski wiek starczy, pruje do przodu i wygląda na to, że po drodze urwał mu się pedał hamulca. W bieżącym sezonie zdobył już dziesięć bramek i znów znajduje się w czołówce klasyfikacji strzelców ligi. Jako jedyny przedstawiciel Włochów znalazł się nawet na liście 50. piłkarzy nominowanych do prestiżowej Złotej Piłki. Szans na nagrodę rzecz jasna nie ma żadnych, ale to symbol, na który zdecydowanie sobie zasłużył. Całkoształem. Drugą, piłkarską młodością, bo pierwszą – tą właściwą – wyraźnie przegapił. Ciekawostka? Do bianconerich trafił jako 27-latek. Za sto tysięcy euro.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/19/udinese-calcio-cicha-rewelacja-z-polnocy/"><img src="http://img.youtube.com/vi/Kz3Hue4F_gg/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Cisza jest bardzo korzystna. Pozwala się skupić, zajrzeć w głąb umysłu… Jednak co za dużo, to nie zdrowo. Ciche miasto, cichy trener, ciche nazwiska no i… cisi kibice. Największym problemem Udinese jest brak charakterystycznej dla klubu piłkarskiego otoczki. Piłkarze wychodząc na obiad do centrum miasta nie ryzykują oblężenia przez fanów, rozdawania wielu autografów czy wspólnych fotek. Kibice nie mają w zwyczaju oglądania też treningów, co w innych włoskich miastach jest codziennością. Miasto i klub nie tworzą jednolitej masy. To jakby dwa różne światy. Przyzwyczajonym do luksusu ludziom nie chce się chodzić na stadion, bo mówią, że jest za stary. Preferują znienawidzone przez ultrasów „calcio moderno”, czyli bezstresowe oglądanie meczów w domku, przed telewizorkiem. Ligowa średnia zasiadających na stadionie oscyluje w granicach 16 tysięcy. Trybuny zapełniają od wielkiego święta, na przykład podczas pojedynku w Lidze Mistrzów. Aby wyjść naprzeciw rozpieszczonym kibicom i wpasować się w krajobraz miasta, latem ruszy budowa nowego, nowoczesnego obiektu, który będzie stylizowany na typowo piłkarski. Bez bieżni, fos i innych elementów oddalających publikę od boiska. Koniec prac planowany jest na rok 2013.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=2v2w0b5" target="_blank"><img src="http://i42.tinypic.com/2v2w0b5.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Przed obecnym sezonem do Udine dotarł kolejny sort utalentowanych obcokrajowców. Trzech Brazylijczyków, Argentyńczyk, Rumun i Francuz. Większość nie przekracza 21 roku życia. Jak na razie powoli, sukcesywnie wprowadzani są do pierwszego zespołu. Tak jak wielu przed nimi, zostaną odpowiednio urobieni i wyprawieni w dalszą drogę. Są się też i tacy, którzy latem zapewne opuszczą szeregi Zebrette. Oprócz wcześniej wymienionych Handanovicia i Benatii u wyjściowych bram Stadio Friuli stoją Mauricio Isla czy Kwadwo Asamoah. Osiągnęli już poziom europejski i doklejono im subtelną adnotację „na sprzedaż”. Co dalej? Na ich miejsce zapewne wskoczą ci sprowadzeni lata poprzedniego &#8211; Gabriel Torje, Roberto Pereyra czy Joel Ekstrand. Potem zostaną starannie odchowani, a następnie sprzedani. Zapewne kilkukrotnym zyskiem, bo scouci z Udine są praktycznie nieomylni. I karuzela się kręci.</p>
<p>Fazę pucharową Ligi Europy Udinese rozpocznie od dwumeczu z greckim PAOK-iem Saloniki. Piłkarze jak i sam trener woleli wylosować któryś z Manchesterów, ale trzeba przyznać, że los potraktował ich wyjątkowo szczodrze. – Jesteśmy pogodni i nie możemy lamentować. Przyjdzie nam mierzyć się z kolejnym wielkim europejskim klubem – mówi z charakterystycznym dla siebie spokojem trener Friulianich. Wcześniej, w sobotni wieczór, czeka ich jednak pojedynek z niemniej rewelacyjnym, mającym w swoich szeregach znacznie bardziej doświadczonych piłkarzy Lazio. Jeśli zwyciężą, przy jednoczesnym potknięciu się Juventusu, po raz kolejny zasiądą na fotelu lidera Serie A.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/519/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/519/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/519/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=519&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/19/udinese-calcio-cicha-rewelacja-z-polnocy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i44.tinypic.com/20ro3km.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i42.tinypic.com/2v2w0b5.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Juventus mistrzem? Perche?</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/juventus-mistrzem-perche/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/juventus-mistrzem-perche/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 22:25:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[Juventus]]></category>
		<category><![CDATA[juventus]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=455</guid>
		<description><![CDATA[Po kilku bardziej czarnych, niż białych latach, Bianconeri wracają na należne im miejsce. Od początku sezonu utrzymują się w ścisłej czołówce Serie A. I, co w tym wszystkim najlepsze, nie ma mowy o jakimś przypadku, czy szczególnej hojności losu. Oni po prostu na to zasługują. W gronie najpoważniejszych kandydatów do mistrzostwa wymienia się jeszcze naszpikowany [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=455&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Po kilku bardziej czarnych, niż białych latach, Bianconeri wracają na należne im miejsce. Od początku sezonu utrzymują się w ścisłej czołówce Serie A. I, co w tym wszystkim najlepsze, nie ma mowy o jakimś przypadku, czy szczególnej hojności losu. Oni po prostu na to zasługują. W gronie najpoważniejszych kandydatów do mistrzostwa wymienia się jeszcze naszpikowany gwiazdami Milan oraz głodne zwycięstw Napoli. Dlaczego więc to właśnie Juventus może zagarnąć tegoroczne Scudetto?</strong></p>
<p><strong>Antonio Conte</strong></p>
<p>- Możecie czepiać się dosłownie wszystkiego, łącznie ze mną. Apeluję jednak o pozostawienie w spokoju moich zawodników. Oni wszyscy są dla mnie jak bracia krwi – mówił z wyczuwalnym patosem na jednej z ostatniej konferencji prasowych szkoleniowiec Bianconerich.</p>
<p>Tą wypowiedzią trafił w samo sedno. O powodzeniach Juventusu w mniejszym stopniu decydują jego umiejętności. Ma w sobie jednak coś, co podnosi zawodników na duchu i, nawet w najtrudniejszych momentach, potrafi włożyć w ich ręce broń i pchnąć do walki. Oni natomiast, za jego waleczność w szatni i przy linii bocznej, odwdzięczają się niebywałym poświęceniem i głodem zwycięstw. – Główny atrybut Conte? Charakter. Coś, co sprawnie zabrał z boiska i przeniósł teraz do szatni. Jego niesamowita chęć wygrywania odbija się także i na nas – podsumowuje swojego przełożonego jego as, Claudio Marchisio.</p>
<p>Poprzedni trenerzy nierzadko przewyższali go doświadczeniem, które pośrednio przekłada się także na umiejętności i wypracowane metody. Tak Ranieri, Zaccheroni, Del Neri czy w końcu Ferrara, odeszli w niesławie. Nie podołali zadaniu. Zabrakło im nie tyle pomysłu, czy maestrii, co właśnie charakteru i poklasku w szatni. Osobowości i autorytetu.</p>
<p>Czy któryś z tamtych usadziłby na ławce Del Piero? Definitywnie wymazał ze swojej koncepcji Amauriego i Iaquinte? Nie widział miejsca dla Eljero Elii czy Milosa Krasicia, za których zapłacono w sumie prawie 25 milionów euro? Chyba nie. Jego decyzje można negować i sprzeczać się z ich słusznością, ale trzeba przyznać, że ma jaja. Nie jest skulonym w kącie, bojącym się poruszyć palcem parobkiem na folwarku o nazwie Juventus. Prędzej spakuje się i wyjedzie, niż wejdzie pod pantofel zarządowi, tak jak to mieli w zwyczaju jego poprzednicy.</p>
<p><strong>Rozkwit talentu Claudio Marchisio</strong></p>
<p>Vivente imperatore. Świadome przekazanie korony kolejnemu władcy, jeszcze za życia aktualnego. Podobny proces obserwuje całe włoskie środowisko piłkarskie. Marchisio, turyńczyk z krwi i kości, przejmuje pałeczkę po wielkim Alessandro Del Piero. W poprzednich sezonach jakby trochę się ociągał. Teraz, pod dowodzeniem surowego Antonio Conte, jego talent uwidocznił się bezsprzecznie. Włoch wspiął się na wyżyny swoich umiejętności. Futbolówka klei mu się do nogi, a on skrzętnie to wykorzystuje. Przed bieżącym sezonem założył się z ojcem, który przepowiedział mu przynajmniej dziesięć bramek w lidze. – Tato. Dziesięć goli w Serie A? Proszę cię… &#8211; skomentował z kpiną w głosie. W trwającym sezonie trafił już sześciokrotnie, dorzucając jedną asystę. Marchisio wyrósł na absolutnego lidera ciągle jeszcze krystalizującej się drużyny Starej Damy. Dorósł do tytułu turyńskiego imperatora.</p>
<p>Włoskie media porównują jego styl do tego, który prezentują legendarni wyspiarze – Steven Gerrard oraz Frank Lampard. Bardziej zagorzali patrioci dopatrują się w nim podobieństwa do świetnego przed laty pomocnika Bianconerich, Marco Tardellego. Ten kilka dni temu posłał w jego stronę przyjazny pokłon. – Fizycznie jesteśmy do siebie podobni no i nawet koszulka ta sama. Marchisio to jednak Marchisio, a nie nowy Tardelli. Rozmawiamy o wielkim piłkarzu i świetnym facecie. Być może ja byłem bardziej uniwersalny, ale w ogólnym rozrachunku to on jest lepszy – pochwalił pełniący rolę pomocnika Giovanniego Trapattoniego w sztabie reprezentacji Irlandii Tardelli.</p>
<p>Przyklaskują mu kibice, trenerzy, a nawet boiskowi rywale. Eksplozją jego talentu zachwycony jest cały piłkarski światek. – Staje się coraz lepszy. Nawet w chwilach, kiedy wydaje się, że osiągnął już szczyt formy. Jeśli już nim nie jest, to na pewno stanie się jednym z najlepszych rozgrywających na świecie – mówił ostatnio Daniele De Rossi. – Już możemy mówić, że osiągnął poziom europejski – wtóruje Marcello Lippi. Nic dodać, nic ująć. Gdzie źródło swojego rozkwitu dostrzega sam zainteresowany? – Przez lata gry zbiera się cenne doświadczenie i zaczyna wierzyć we własne możliwości. Zmieniliśmy sposób gry i przyniosło to oczekiwany skutek. Pochwały, które spadają na mnie w ostatnim czasie są bardzo przyjemne, ale należy pamiętać, że przede wszystkim jesteśmy drużyną. Dobre wyniki wynoszą nas wszystkich na wyżyny – skomentował. Trzeba przyznać, że oglądanie go w akcji to sama przyjemność.</p>
<p><strong>Nowy stadion</strong></p>
<p>Na zgliszczach znienawidzonego przez kibiców Juventusu, Stadio Delle Alpi, powstał przepiękny Juventus Stadium. Obiekt, w którym tifosi zadurzyli się od pierwszego wejrzenia. Z oczywistą wzajemnością. Na stadionowej mapie Włoch prezentuje się jak śnieżnobiała perła odbijająca światło na dnie ciemnego morza.</p>
<p>Bianconeri ligową frekwencją ustępują niby Interowi, Milanowi, Napoli czy Lazio, ale na nowym stadionie panuje atmosfera, która od wielu lat była we Włoszech jedynie zamglonym wspomnieniem. Obiekt ten po prostu tętni życiem. Zdaje się, jakby jego mury chciały krzyczeć razem z rozentuzjazmowanymi kibicami. Inne stadiony, chociaż zapełnione większą ilością widzów, wyglądają wyjątkowo ponuro. Są na wpół puste, a zasiadający na „curvach” ultrasi siedzą tak daleko, że niemal w ogóle nie słychać ich dopingu. W Turynie zbudowano obiekt stosunkowo niewielki, lecz zaprojektowany według angielskich standardów. Sympatycy mogą oglądać swoich ulubieńców z bliska. Nie potrzebne są im lornetki, które na mamucich obiektach w Rzymie czy Neapolu niejednemu znacznie ułatwiłyby śledzenie boiskowych wydarzeń. W Turynie podobne przyrządy optyczne przydadzą się co najwyżej do wypatrywania wolnych miejsc na trybunach.</p>
<p>Niespotykaną dotąd bliskość swoich pupilków czują też kibice. Za drobną opłatą każdy może zwiedzić szatnie, czy pokój przedmeczowych odpraw. Przestrzeń za zamkniętymi dotąd drzwiami penetrują też kamery telewizyjne, które towarzyszom piłkarzom na chwilę przed wyjściem na plac gry. Te i wiele innych niuansów przyczyniają się do tworzenia niebywałego feelingu pomiędzy drużyną, a jej sympatykami. Skoro klub otwiera się na kibiców, to oni odwdzięczają się mu zdartymi gardłami i pieniędzmi, które z kolei napędzają biznesowy kołowrotek. Piłkarze na własnym terenie wypracowali sobie bilans 5-2-0, a tifosi nie schodzą z frekwencją poniżej 35 tys. I wilk syty i owca cała.</p>
<p><strong>Nowa-stara rola Giorgio Chielliniego</strong></p>
<p>Weźmy go pod lupę. Wysoki, trudny do przepchnięcia i świetnie grający głową. Doskonały materiał na stopera. Grając właśnie na tej pozycji Chiellini, przez trzy lata z rzędu zdobywał nagrodę dla najlepszego broniącego ligi włoskiej. Strasząc na środku defensywy na lata ugruntował także swoją pozycję w Squadra Azzurra. Wszyscy już praktycznie zdążyli zapomnieć, że na początku kariery grywał na lewej stronie defensywy, a nawet na pozycji bocznego pomocnika.</p>
<p>W minionym sezonie, pod wodzą Luigiego Delneriego, zdarzało mu się tam pojawiać, lecz tylko chwilowo, z nagłej konieczności. Teraz piłkarz, uznawany za najlepszego włoskiego stopera, siłą został przesunięty na lewą stronę. Ofiarą przetasowań padł Paolo De Ceglie, który wygodnie zasiadł na ławce rezerwowych.</p>
<p>Na flance Chiellini może w pełni wykorzystywać swoją nieprzeciętną szybkość, która z całą pewnością wyróżnia go z tłumu nominalnych środkowych obrońców. Uchodzi za względnie surowego technicznie, ale nie potyka się o własne nogi. Pewne braki tuszuje walecznością oraz ambicją. W bieżącym sezonie przeprowadził już wiele ciekawych rajdów i ma na swoim koncie dwie asysty. Chociaż w nowej roli radzi sobie całkiem nieźle, to sam czuje się niekomfortowo i po cichu manifestuje swoje niezadowolenie. – Jestem zawsze do dyspozycji trenera i nie mam problemów z grą na boku. Nie sądzę jednak, żeby było to rozwiązanie definitywne. Jak trzeba, to trzeba – wzdycha.</p>
<p><strong>Wypracowany styl gry</strong></p>
<p>Tego, że poprzednie lata były dla Juventusu niegodne dostojnej nazwy i słynnych barw, specjalnie sygnalizować chyba nie trzeba. Brakowało odpowiednich piłkarzy, trenera i przede wszystkim stylu gry. Za kadencji Del Neriego Juventus zagrał kilka dobrych spotkań, lecz nawet wtedy koncepcja poruszania się po boisku była niejasna. Albo została tak skrzętnie zaszyfrowana, albo – co bardziej prawdopodobne – nie było jej wcale.</p>
<p>Dziś oglądanie Juventusu dostarcza kibicowi wiele wrażeń estetycznych. Nazywanie drużyny Conte włoską Barceloną przyprawia o mdłości, ale… w sumie coś w tym jest. Dużo podań w obrębie środka boiska, błyskotliwe wejścia bocznych obrońców i skuteczni napastnicy. To znaki charakterystyczne nowego Juve. Oprócz tego, że grają efektywnie, to na dodatek przyjemnie się ich ogląda. Bianconeri nie wałkują już włoskiej rąbanki. Preferują śmiałą wymianę ciosów. Zero catenaccio, maksimum zabawy i przyjemności. Jawny prztyczek w nos zafundowany krytykom calcio.</p>
<p><strong>Druga młodość starych mistrzów</strong></p>
<p>Gianluigi Buffon, Andrea Pirlo, Andrea Barzagli. Cała trójka zalicza się do kadry mistrzów świata z 2006 roku. Pierwszy z nich przez ostatnie sezony utrzymywał równą, przyzwoitą formę, ale jakby zapomniał o swoim nadprzyrodzonym kunszcie, którym zachwycał przed laty. Barzagliego rok temu działacze Wolfsburga oddali za śmieszne 300 tys. euro. Pirlo, chociaż nie trzeba było za niego płacić, swoim transferem nie doprowadził kibiców do ekstazy. Teraz, wszyscy jakby się zmówili. – Hej, zagrajmy tak jak za dawnych lat!</p>
<p>Gigi znów broni jak natchniony. W trzynastu rozegranych spotkaniach dał się pokonać tylko siedmiokrotnie. Lepszym bilansem może pochwalić się jedynie Samir Handanović z rewelacyjnego Udinese. Bacząc jednak na błędy, jakie zwykł popełniać Leonardo Bonucci, pomiędzy reprezentantami Włoch i Słowenii odpowiednie byłoby postawienie znaku równości. Podobnie Pirlo. Niby podstarzały, a jednak ciągle taki sam. Poruszający się po boisku jak wprawiona baletnica, dysponujący świetnym przeglądem pola i posyłający piłki z milimetrową dokładnością. Stary, dobry Pirlo. &#8211; Czułem potrzebę zwyciężania grając w innej koszulce. Juve chce powrócić na piedestał we Włoszech i w Europie. Podoba mi się to wyzwanie. Na razie nie możemy mówić o mistrzostwie. Należy pracować, twardo stąpając po ziemi – powiedział.</p>
<p>Największą niespodzianką jest jednak Barzagli, którego postawa w pewnym sensie wywarła na trenerze presję przesunięcia na lewo murowanego stopera, Giorgio Chielliniego. Mało tego. Dzięki świetnej i – co najważniejsze – równej grze, po trzech latach przerwy, doczekał się powrotu do reprezentacji Włoch.</p>
<p><strong>Środek pola</strong></p>
<p>Defensywa solidna, ale niewątpliwie mająca słabe punkty. Atak bardzo przyzwoity, aczkolwiek nie powalający na kolana. Pomoc? Wykwintna. Claudio Marchisio, Andrea Pirlo oraz Arturo Vidal są nieprzeciętnymi zawodnikami, ale swoją realną siłę prezentują dopiero zestawieni w tercecie. Ich umiejętności i predyspozycje zazębiają się jak w mechanizmie najwyższej klasy zegarka.</p>
<p>O Marchisio pisałem już wcześniej, więc nie ma co się powtarzać. Zawodnik niezbędny w konstruowaniu akcji ofensywnych. Posiada umiejętności, którymi nie może poszczycić się żaden inny zawodnik z aktualnej kadry Juve. Pirlo natomiast to już nie profesor, a piłkarski doktor. Ich dwóch wszyscy we Włoszech znają już jednak od dawna. Miłym zaskoczeniem jest natomiast postawa sprowadzonego z Bayeru Leverkusen Vidala. Przyszedł i z miejsca przebił się do pierwszej jedenastki. Na boisku haruje za trzech. Bez przerwy kursuje od bramki do bramki. Nie bez powodu dziennikarze nazwali go „il guerriero”, czyli żołnierzem. – Podoba mi się ta drużyna. Biega i pragnie zwycięstw, zupełnie jak ja. Nie mogłem trafić lepiej – mówi z uśmiechem.</p>
<p><strong>Pożegnalny sezon Alessandro Del Piero</strong></p>
<p>Jedni zgadzają się z tym bardziej, inni tę tezę negują. Upływającego czasu wykiwać się jednak nie da. Del Piero jest jak przybysz z innego wymiaru. Człowiek-pomnik ostatnich kilkunastu lat wielkiego klubu. Zawodnik, który nigdy nie odpuszcza. Tak poza boiskiem, kiedy niejednokrotnie odrzucał możliwość wyjazdu gdziekolwiek poza Turyn, a także na nim. Teraz jego piłkarska gwiazda gaśnie na oczach wszystkich. Jest to proces na który patrzy się ze szczególną przykrością. Antonio Conte, z którym niegdyś grał w jednej drużynie, traktuje go jak wchodzącego do drużyny młodziaka. Del Piero – wielki piłkarz, wielki człowiek, przykład piłkarskiego profesorstwa – wchodzi na końcówki spotkań. Wygląda to tak, jakby jego legenda robiła teraz za nowego mopa klubowej sprzątaczki. On sam, chociaż nie może pogodzić się z rolą rezerwowego, do końca jednak pozostaje przykładem romantycznego, oddanego swojej pasji i klubowi piłkarza.</p>
<p>- Jestem szczęśliwy z tego, co prezentujemy w lidze. Cieszy mnie również to, że w środku, pomimo wieku, nadal pali się we mnie ogień ambicji. Siedzenie na ławce rezerwowych sprawia mi wiele bólu. Scudetto? Przed nami jeszcze wiele do zrobienia. Musimy wykorzystać cenne doświadczenie, które zebraliśmy w minionych sezonach. Bez względu na to, czy gram mało, czy w ogóle, cały czas czuje się jednak kapitanem tego zespołu i to jest dla mnie najważniejsze – powiedział „Il Capitano” w jednym z ostatnio udzielonych wywiadów.</p>
<p>Conte nie ma wyjścia. Do zdobycia mistrzostwa potrzebni są młodsi, żywotniejsi i sprytniejsi. Umiejętności i futbolowej klasy nikt Del Piero nigdy nie odmówi, ale ma on już trzydzieści siedem lat. Wiek, jak na napastnika, skrajnie starczy. To, że nadal utrzymuje formę i jest w stanie w ogóle wybiec na boisko, zawdzięcza nienagannemu prowadzeniu się przez całą swoją karierę. Teraz jego obecność w drużynie ma inny wymiar. Następuje przekazanie pałeczki młodszemu pokoleniu. Wielki Alex odchodzi w cień i z całą pewnością chciałby zwieńczyć koniec swojej przygody z Juventusem czymś przełomowym. Pierwsze, po karach, degradacjach i upokorzeniach Scudetto, byłoby idealnym zakończeniem pięknej sagi. Chociaż Del Piero zdobyłby je już bardziej jako mentor, to z pewnością smakowałoby mu ono lepiej, aniżeli najbardziej wykwintne włoskie wino.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/455/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/455/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/455/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/455/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/455/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/455/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/455/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/455/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/455/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/455/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/455/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/455/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/455/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/455/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=455&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/juventus-mistrzem-perche/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Ranking dwudziestu największych talentów we Włoszech</title>
		<link>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/</link>
		<comments>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 22:23:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[1. Weszło!]]></category>
		<category><![CDATA[SerieA]]></category>
		<category><![CDATA[caldirola]]></category>
		<category><![CDATA[castaignos]]></category>
		<category><![CDATA[coutinho]]></category>
		<category><![CDATA[destro]]></category>
		<category><![CDATA[lamela]]></category>
		<category><![CDATA[leali]]></category>
		<category><![CDATA[ljajić]]></category>
		<category><![CDATA[merkel]]></category>
		<category><![CDATA[serie a]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrborkowski.wordpress.com/?p=453</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnich latach utarło się, że Serie A stała ligą emerytalną, bez przyszłości. Jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy, młodym jest znacznie trudniej niż na przykład w hiszpańskiej La Liga. Włoskie boiska nie są może typową szlifiernią talentów, lecz pośród zgliszczy i litych skał kilka roślinek, siłą rzeczy, zdołało wykiełkować. Niektórzy samoistnie, innych zaszczepiono z [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=453&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W ostatnich latach utarło się, że Serie A stała ligą emerytalną, bez przyszłości. Jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy, młodym jest znacznie trudniej niż na przykład w hiszpańskiej La Liga. Włoskie boiska nie są może typową szlifiernią talentów, lecz pośród zgliszczy i litych skał kilka roślinek, siłą rzeczy, zdołało wykiełkować. Niektórzy samoistnie, innych zaszczepiono z dalekich stron. Są młodzi, piękni i niczego im nie brak. Mają wypchane portfele, odjazdowe fury, piękne dziewczyny… no i ten niesamowity talent do kopania piłki. W lidze tak taktycznej jak włoska, ich zadanie jest znacznie utrudnione.</strong></p>
<p><strong>10. Fabio Borini (AS Roma, Parma, 20 lat)</strong></p>
<p>Kilka lat temu, także za sprawą jego osoby, wybuchł skandal. Na ostrzu widelca znalazły się kluby brytyjskie, które najpierw cichcem podglądały, a następnie, po przekroczeniu odpowiedniego wieku, wyłapywały obiecujące talenty z włoskich boisk. Oprócz napastnika Romy, „ofiarami” procederu padli chociażby Federico Macheda czy Vito Mannone. Wyspiarskie kluby, mając znacznie grubsze możliwości finansowe, wodziły na pokuszenie sowitym wynagrodzeniem, wieloletnim kontraktem. Ba, proponowały nawet wygodne lokum i spokojny byt dla całej rodziny. Boriniemu, 16-latkowi z Bologny, zaoferowano czteroletnią umowę i pół miliona euro.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=2eq9ht1" target="_blank"><img src="http://i43.tinypic.com/2eq9ht1.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Jednak im bliżej było do jej końca, tym bardziej chciał wypróbować się w ojczyźnie. Do pierwszego składu Chelsea próbował wkręcić go rodak, Carlo Ancelotti. Bez skutku, bo kariery na Wyspach nie zrobił, choć zdołał się przynajmniej sporo nauczyć. Na przykład jak strzelać wolne, a wszystko pod okiem Didiera Drogby.</p>
<p>Minionego lata dla klubów Serie A Borini łakomym kąskiem. Młody, ciągle perspektywiczny, utalentowany. I co istotne, do wzięcia za darmo. Ostatnim angielskim portem do którego zawitał jego okręt, było Swansea. Klub awansował do Premier League i za wszelką cenę chciał go zatrzymać. Stał się ulubieńcem kibiców, którzy na kolanach błagali aby został. On jednak wybrał Parmę, chociaż dopytywali się o niego w Juventusie czy Interze. Syn marnotrawny powrócił w wielkim stylu. Swoją postawą w przedsezonowych sparingach olśnił działaczy Romy i ci zdecydowali się na jego wypożyczenie. Po sezonie prawdopodobnie dołączy do Giallorossich na stałe. Warto wspomnieć, że jest jednym z tych, od których Ciro Ferrara rozpoczyna ustalanie składu we włoskiej młodzieżówce.</p>
<p><strong>9. Luca Caldirola (FC Internazionale, 20 lat)</strong></p>
<p>Dobry znajomy Matii Destro, z którym przez lata występował w młodzieżowych drużynach Interu. Jedyny obrońca w zestawieniu. Ubiegły sezon spędził na wypożyczeniu w holenderskim Vitesse Arnhem, które, jak sam przyznaje, nauczyło go bardzo wiele. Ten obecny może jednak spisać na straty. Miał oferty wypożyczeń, przykładowo z Ceseny, lecz po gorących namowach byłego trenera, Gian Piero Gasperiniego, zdecydował się pozostać w Interze. Popełnił błąd. Gasperini szybko pożegnał się z posadą, a jego następca Ranieri nie widzi dla niego miejsca w pierwszym składzie. Caldirola, chociaż uznawany jest za najbardziej obiecującego włoskiego stopera, często nie ma miejsca nawet na ławce rezerwowych. W hierarchii środkowych obrońców jest dopiero na szóstej (!) pozycji.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=27zdvns" target="_blank"><img src="http://i44.tinypic.com/27zdvns.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>- Słyszałem, że jest zainteresowanie moją osobą. Wiadomo, że wolałbym grać niż siedzieć na ławce. Nam obrońcom trudniej przebić się do podstawowej jedenastki. Chciałbym kontynuować to, czego dokonałem w Vittesse – mówił jeszcze kilka miesięcy temu.</p>
<p>Niestety. Jedno powiedział, a drugie zrobił. Żałuje on, żałuje trener młodzieżówki Ciro Ferrara i całe włoskie piłkarskie środowisko. Ma papiery na wysokiej klasy środkowego obrońcę, ale na swoje pięć minut w piłce seniorskiej będzie musiał trochę poczekać. Z własnej, niewymuszonej winy.</p>
<p><strong>8. Adem Ljajić (ACF Fiorentina, 20 lat)</strong></p>
<p>W styczniu 2009 roku mogło wydawać mu się, że złapał Pana Boga za nogi. Stwórcy najwyraźniej się to nie spodobało, bo niedługo później zrzucił młodego Serba kilka pięter niżej. Ljajić, uważany za cudowne dziecko serbskiej piłki, nazywany „Kaką wschodu”, prawie trzy lata temu zainteresował samego Alexa Fergusona. Wpadł w oko legendzie. Podpisano z nim wstępny kontrakt, obiecano wykupienie za rok i pozostawiono w Partizanie Belgrad. Kiedy nadszedł czas wyłożenia pieniędzy, a była to dosyć pokaźna kwota, działacze United zakomunikowali: &#8211; Sorry, ale już cię nie chcemy. Zatrzymałeś się w rozwoju. Poza tym jesteś za drogi i tak nie otrzymasz pozwolenia na pracę.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=5np6aq" target="_blank"><img src="http://i42.tinypic.com/5np6aq.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Chłopak z wiadomych przyczyn był kompletnie rozbity. Trenował już z Czerwonymi Diabłami i pozował do wspólnych zdjęć z Nemanją Vidiciem, aż wreszcie perspektywa spełnienia marzeń została rozwiana. Po tym jak przełknął gorzką pigułkę, na horyzoncie pojawiła się zaskakująca oferta Fiorentiny. Włosi zaoferowali 7,5 miliona euro, a Ljajić, także za namową Stevana Joveticia, zdecydował się na przenosiny do Florencji. Chociaż wszystkim wmawiał, że się cieszy, to pod nosem pewnie przeklinał los, który odebrał mu życiową szansę i grę w Premier League.</p>
<p>W pierwszym sezonie poważnej kontuzji, która wykluczyła go z rywalizacji na długie miesiące, doznał wspomniany Jovetić – jeden z głównych rywali Ljajicia do gry w podstawowej jedenastce. To otworzyło młodemu Serbowi furtkę do regularnych występów. Obecnie „Jojo” wrócił już do pełni formy i sytuacja wychowanka Partizana nie jest już tak kolorowa. Gra ogony i najczęściej przesiaduje na ławce rezerwowych. Mówi się o tym, że może odejść do Interu, lecz sam zainteresowany nowości te kategorycznie dementuje. Tłumaczy, że właśnie zakupił nowy dom i jego miejsce jest we Florencji.</p>
<p><strong>7. Aleksander Merkel (Genoa CFC, 19 lat)</strong></p>
<p>Ten chłopak to z kolei przyszłość piłki ukochanych przez nas zachodnich sąsiadów. Kilka lat temu Rossoneri wyhaczyli go w Stuttgarcie i sprowadzili do siebie, chociaż o jego podpis żarliwie zabiegali szefowie Bayernu. W ubiegłym sezonie, jako jednego z najbardziej obiecujących piłkarzy Primavery, do pierwszego składu Milanu włączył go trener Massimiliano Allegri. Rozegrał kilka spotkań w Serie A, dorzucając parę partii w ramach Ligi Mistrzów oraz Coppa Italia. W Pucharze Włoch zdobył też swoją pierwszą i jak na razie jedyną bramkę w profesjonalnej piłce.</p>
<p>W ubiegłym sezonie, obok Pajtima Kasamiego z Palermo, oraz Philippe Coutinho, był najbardziej eksploatowanym osiemnastolatkiem w Serie A. W profesjonalnej piłce zadebiutował w spotkaniu przeciwko Ajaxowi Amsterdam, w ramach Champions League. Chwilę później kategorycznie zażądał profesjonalnego kontraktu i sowitej podwyżki. Do tego momentu juniorska umowa gwarantowała mu bowiem „tylko” pięć tysięcy euro miesięcznie.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/"><img src="http://img.youtube.com/vi/aVzpC07v0ck/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Chociaż posiada także paszport kazachski, a jego rodzice są Rosjanami, od początku jest wierny Republice Federalnej Niemiec. Koszulki reprezentacji z czarnym orzełkiem na piersi dumnie nosi już od kilku lat, będąc regularnie powoływanym do kolejnych młodzieżowych reprezentacji tego kraju.</p>
<p>Obecnie w Genoi może rzecz jasna liczyć na częstsze występy, niż na San Siro. Zarzeka się jednak, że niebawem, znacznie silniejszy i bogatszy w ligowe doświadczenie, powróci do Milanu i wywalczy sobie miejsce w podstawowej jedenastce.</p>
<p><strong>6. Mattia Destro (AC Siena, Genoa CFC, 20 lat)</strong></p>
<p>Jedno z największych objawień włoskiej piłki ostatnich lat. Grzeczny chłopak, wywodzący się z piłkarskiej rodziny, to i kariera jak z podręcznika. W młodzieżowej piłce osiągnął praktycznie wszystko. Zaliczył wszystkie możliwe kategorie wiekowe reprezentacji, w międzyczasie dorzucając zwycięstwo w Torneo di Viareggio, nazywanego małą ligą mistrzów. W Primaverze Interu tworzył wystrzałowy duet napastników z Mario Balotellim.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/"><img src="http://img.youtube.com/vi/AzovKrYTrQk/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Rok temu uznano, że czas najwyższy wypróbować go w piłce seniorskiej. I próby tej nie spalił. W barwach Genoi, do której był wypożyczony z Interu, spisywał się poprawnie. Jego konto strzeleckie zamknęło się na trzech trafieniach, ale jest to wynik wprost proporcjonalny do ilości szans, które otrzymywał. Gialloblu, dostrzegając potencjał, zdecydowali się na jego wykupienie. Na stół wyłożyli pokaźną kwotę 6,5 miliona euro i oddali na wypożyczenie do Sieny, gdzie jak na razie radzi sobie nad podziw dobrze. Media od lat chcą go zagłaskać, ale symptomów sodówki jak na razie brak. Prasa określa go jako idealne połączenie Ibrahimovicia i Van Bastena. Jak odpali sprint, to być może zobaczymy go na przyszłorocznym Euro. Opinia publiczna uważa, że Destro jest pierwszym, który powinien otrzymać szansę wypróbowania się w dorosłej reprezentacji. Jak na razie musi cieszyć się statusem gwiazdy w kadrze U-21.</p>
<p>Nad odzyskaniem swojego wychowanka poważnie zastanawiają się mądre głowy w Interze. Przekabacić na swoją stronę próbuje też Milan. Pierwsze rozstrzygnięcia mogą zaskoczyć już w styczniu, ale łatwo o podpis nie będzie. Siena w umowie z Genoą wpisane ma bowiem prawo do jego pierwokupu.</p>
<p><strong>5. Nicola Leali (Brescia Calcio, 18 lat)</strong></p>
<p>Jest to ten młody bramkarz, którego w pakiecie z Bartoszem Salamonem włoscy dziennikarze spakowali i wysłali do Sportingu Lizbona. Ostatecznie 18-latek, podobnie jak nasz rodzimy talent, zostali w drugoligowej Brescii. Znacznie szersze perspektywy rozpościerają się jednak przed młodym golkiperem włoskiej reprezentacji do lat 19.</p>
<p>Jeśli ktoś tak młodym wieku jest podstawowym bramkarzem na tak wysokim szczeblu, to musi wzbudzać podziw i mieć w sobie to coś. W Serie A zadebiutował już w ubiegłym sezonie, w spotkaniu Brescii z Ceseną. Co ciekawe, jego vis-a-vis był wówczas 41-letni Francesco Antonioli, do którego spokojnie mógłby mówić „tato”. Media widzą w Lealim tego, który odbuduje wizerunek nieco zbrukanej w ostatnich latach włoskiej szkoły bramkarskiej. Byli Dino Zoff, Walter Zenga, Gianluca Pagliuca, Francesco Toldo, Gigi Buffon… i potem długo nic. Obiecujący niegdyś Marco Amelia czy Gianluca Curci, namaszczeni na kontynuatorów tradycji, w pewnym momencie się zatrzymali. Nie podołali zadaniu.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=rsd8ig" target="_blank"><img src="http://i44.tinypic.com/rsd8ig.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p>Przed młodziutkim Lealim świat stoi otworem. Brescia, mająca doskonałe układy z byłym zawodnikiem, Pepem Guardiolą, może powierzyć jego wychowanie słynnej La Masii. Chrapkę na niego mają również w Juventusie, Napoli, Romie i Schalke.</p>
<p>- W styczniu ubiegłego roku byłem o krok od odejścia do Napoli. Zdecydowałem się jednak pozostać i to była znakomita decyzja. W Brescii jestem podstawowym bramkarzem, chociaż wcale się tego nie spodziewałem. Wielkie firmy mogą poczekać – powiedział w jednym z udzielonych ostatnio wywiadów. Wzór młodego profesjonalisty.</p>
<p><strong>4. Stephan El Shaarawy (AC Milan, 19 lat)</strong></p>
<p>Jeden z najsłodszych i najbardziej reprezentatywnych wychowanków szkółki Genoi. Egzotyczne nazwisko zawdzięcza ojcu, który pochodzi z Egiptu. Dzięki temu przylgnęła do niego patetyczna ksywka „Il Faraone”. Do Gialloblu trafił czternastu lat i już dwa sezony później debiutował w Serie A. Stał się tym samym najmłodszym piłkarzem w historii ligi włoskiej.</p>
<p>W minionym sezonie odesłano go na drugoligowe boiska. Miał tam przejść test piłkarskiej dojrzałości i trzeba przyznać &#8211; zaliczył go na pięć z plusem. W Padovie, której barw bronił, okrzyknięto go najwykwintniejszym piłkarzem od czasów Alessandro Del Piero. Został wybrany też najlepszym zawodnikiem Serie B. Do doskonałości zabrakło tylko jednego. Sukces był na wyciągnięcie ręki, jednak na drodze do historycznego awansu do Serie A stanęli piłkarze Novary, pokonując Padovę finale drabinki play-off.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/"><img src="http://img.youtube.com/vi/18uXAhy2v1U/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Przez ostatnie miesiące jego kariera nabrała zawrotnego tempa. Najpierw powrót w chwale do Genoi, a następnie szybka akcja AC Milanu i błyskawiczny transfer. Kwota? Niebagatelna. Za połowę jego karty zawodniczej zapłacili siedem milionów euro, dorzucając w pakiecie inny wielki talent, Alexandra Merkela. Na razie, w obliczu gigantycznej konkurencji, najczęściej na boisku oglądamy go przez kilkanaście ostatnich minut. Jest jednak bardzo pewny siebie, szalenie ambitny i nie ma zamiaru odchodzić na żadne wypożyczenie. Pragnie zostać i walczyć. Zapowiedział, że nawet kiedy do mediolańczyków dołączyłby zapowiadany przez media Carlos Tevez, on mimo wszystko pozostanie na San Siro.</p>
<p>W sposób niemalże doskonały potrafi panować nad piłką i ma niebywałą łatwość dryblingu. Porównywanie jego futbolowego profilu do Brazylijczyka Kaki wydaje się być jak najbardziej uzasadnione.</p>
<p><strong>3. Luc Castaignos (FC Internazionale, 19 lat)</strong></p>
<p>Z ręką na sercu można stwierdzić, że jest on jednym z największych talentów, który w ostatnich latach trafił na włoskie boiska. W wakacje przymierzano go do wszystkich najbogatszych klubów świata. Wywołując u swoich zwolenników przeraźliwy jęk rozpaczy, zupełnie nieoczekiwanie odrzucił ofertę Manchesteru United i zdecydował się na Inter.</p>
<p>Liczby nie grają, chociaż… w wieku dziewiętnastu lat ma on na swoim koncie 41 występów i 16 bramek w ligach holenderskiej i włoskiej. Robi wrażenie. Kilka trafień może przytrafić się byle komu i nie jest oszałamiającym wyczynem. Kilkunastu nie zdobywa się już przez przypadek. Debiutancką bramkę na boiskach Serie A zaliczył w miniony weekend. Wystarczył jeden udany mecz i nieliczni krytycy zatrzasnęli się w swoich pokojach. Dotychczas tylko rezerwowy, lecz właśnie teraz może otrzymać swoje pięć minut. Klub jest w kryzysie, napastnicy zawodzą i przynajmniej na kilka chwil w pierwszym składzie otwiera się furtka przed młodymi i utalentowanymi. Castaignos może skorzystać na tym szczególnie, bo po swojej stronie ma tego najważniejszego. Trener Claudio Ranieri od początku pracy dla Nerazzurrich nie ukrywa zafascynowania jego grą oraz zaangażowaniem.</p>
<p>- To bardzo inteligentny facet. Wspieram go od samego początku. Jest młody, ale jednocześnie sprawdzony. Na treningach strzela praktycznie w każdej sytuacji – komplementuje swojego podopiecznego.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/"><img src="http://img.youtube.com/vi/5KApZPMQzWM/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Niebawem były zawodnik Feyenoordu otrzyma zapewne szansę debiutu w seniorskiej kadrze Oranje, dla której jest pewnym kapitałem na przyszłość. Ostatnio pojawiły się głosy, jakoby jego wypożyczeniem zainteresowane były PSV Eindhoven czy HSV Hamburg. Castaingos osobiście odrzucił te oferty, wyznając, że woli zostać i szlifować swoje umiejętności u boku bardziej doświadczonych mediolańczyków.</p>
<p><strong>2. Erik Lamela (AS Roma, 19 lat)</strong></p>
<p>Człowiek, którego byt w Serie A zdaje się dobitnie obalać mit o słabości i stagnacji włoskiej piłki. Lamela, obok Philippe Coutinho, uważany jest za jeden z największych talentów światowego futbolu. Nową nadzieję argentyńskiej piłki. Nowego Messiego. W wieku dwunastu lat miał z resztą możliwość podzielenia losu sławnego kolegi i odejścia do Barcelony, która miała go na radarze jako pierwsza. Weto postawili rodzice, mówiąc, że jest za młody na wojaże. Europa musiała zaczekać.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/"><img src="http://img.youtube.com/vi/b2aG63zcDXA/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Lamela ma dosyć luzackie podejście do życia. Lubi ładnie wyglądać, wydawać pieniądze i nie wstydzi się z tym afiszować. Niespecjalnie przejmuje się też presją, chociaż do Romy trafił za dwanaście milionów euro. Sam rocznie inkasuje prawie dwie bańki i jest zdecydowanie najlepiej zarabiającym spośród przedstawionych tutaj piłkarzy. W przyszłości ma być znakiem rozpoznawczym nowej Romy.</p>
<p>– Totti, De Rossi, Pizzarro. To są gracze światowej klasy, bardzo znani w Argentynie. O wielu nigdy wcześniej nie słyszałem. Pjanić? Jego też nie znałem, ale swoją grą zaskoczył mnie na plus – powiedział w jednym z pierwszych udzielonych włoskiej prasie wywiadów.</p>
<p>Po rozegranym ostatnio, przegranym spotkaniu z Udinese, brutalną lekcję pokory zafundował mu, znany z wybuchowego charakteru, Pablo Osvaldo. W szatni doszło nawet do rękoczynów. – Zagrałeś trzy mecze w Serie A i już uważasz się za fenomena? – krzyczał w kierunku młodego wychowanka River Plate. Reprezentant Włoch został za ten wybryk ukarany grzywną w wysokości 30 tys. euro i dziesięciodniowym zawieszeniem. Na treningu dzień później panowie wszystko sobie wyjaśnili. Przeprosiny ponoć zostały przyjęte.</p>
<p>Co ciekawe, na pytanie za czym tęskni, mieszkając we Włoszech, Lamela bez namysłu odpowiedział: &#8211; Najbardziej brakuje mi moich przyjaciół, z którymi zawsze mogłem pograć na Playstation. Teraz robię to tylko ze swoim bratem.</p>
<p>A tak w ogóle, to wygląda całkiem znajomo.</p>
<p><a href="http://tinypic.com/?ref=eqdrr" target="_blank"><img src="http://i40.tinypic.com/eqdrr.jpg" alt="Image and video hosting by TinyPic" border="0" /></a></p>
<p><strong>1. Philippe Coutinho (FC Internazionale, 19 lat)</strong></p>
<p>- Widziałem, że ten chłopak potrafi niesamowite rzeczy – reklamował szesnastoletniego Coutinho jego rodak Robinho. Odpowiednio poinstruowani działacze Realu Madryt żwawo o niego zabiegali. Dopytywała się też Barcelona, ale konkretniejszy był Massimo Moratti, który wyraźnie pozazdrościł Milanowi brazylijskich diamentów – Kaki i Pato. Na swojego kamyczka wydał stosunkowo skromne 4 miliony euro. Coutinho został zaklepany już w 2008 roku, jednak na rzeczywiste przenosiny do Mediolanu musiał poczekać kilkanaście miesięcy. W międzyczasie pilnie studiował język włoski i przygotowywał do zmiany otoczenia, ogrywając się w rodzimym Vasco da Gama.</p>
<p>Podczas swojego premierowego sezonu na boiskach Serie A pojawiał się czternastokrotnie. W pamięci kibiców szczególnie utkwił jego występ przeciwko Fiorentinie, który okrasił przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego. Artur Boruc był bez szans.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/"><img src="http://img.youtube.com/vi/BmeOoV1Ye1I/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>Piłkę nożną trenuje od piątego roku życia. Dokładając do tego niesamowity talent, mamy przed oczami materiał na gracza bliskiego ideałowi. Szybkość, niebywała technika i spryt. Dziwi fakt, że jego piłkarskim idolem jest Zlatan Ibrahimović.</p>
<p>W odróżnieniu od Lameli jest spokojny, skromny i ułożony, a co za tym idzie, ma większe szanse na odniesienie sukcesu. Mówimy o laurach zbieranych na boisku, a nie z okładek brukowców. To dlatego zasłużył na pierwsze miejsce. Na jeden z wywiadów przyszedł w zwykłej, czerwonej koszulce „z targu”. Bez żadnego firmowego znaczka. Na ręce nie miał też markowego zegarka. – Nie jestem stałym bywalcem dyskotek. Nie piję alkoholu, nawet piwa. Nie mam też żadnego tatuażu. Chcecie porozmawiać o tym jakie to cudowne uczucie mieć Boga w swoim wnętrzu? – zaskoczył dziennikarza.</p>
<p>Jego największym marzeniem jest gra na mundialu w Brazylii, naturalnie u boku Pato i Neymara. Pierwszy krok w kierunku jego spełnienia już zrobił. Debiut w pierwszej reprezentacji ma już bowiem dawno za sobą.</p>
<p>PS Nie, nie jest spokrewniony z Bruno. Trochę szkoda.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/piotrborkowski.wordpress.com/453/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/piotrborkowski.wordpress.com/453/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/piotrborkowski.wordpress.com/453/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/piotrborkowski.wordpress.com/453/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/piotrborkowski.wordpress.com/453/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/piotrborkowski.wordpress.com/453/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/piotrborkowski.wordpress.com/453/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/piotrborkowski.wordpress.com/453/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/piotrborkowski.wordpress.com/453/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/piotrborkowski.wordpress.com/453/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/piotrborkowski.wordpress.com/453/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/piotrborkowski.wordpress.com/453/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/piotrborkowski.wordpress.com/453/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/piotrborkowski.wordpress.com/453/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=piotrborkowski.wordpress.com&amp;blog=14924766&amp;post=453&amp;subd=piotrborkowski&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrborkowski.wordpress.com/2011/12/13/ranking-dwudziestu-najwiekszych-talentow-we-wloszech/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/8ca7652f429589afc9f3dca3ad26415b?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">trickmaneq</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i43.tinypic.com/2eq9ht1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i44.tinypic.com/27zdvns.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i42.tinypic.com/5np6aq.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i44.tinypic.com/rsd8ig.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i40.tinypic.com/eqdrr.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Image and video hosting by TinyPic</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
