Marzenia się spełniają…

Przedsezonowe spotkania towarzyskie wielu kibiców traktuje z przymrużeniem oka. A bo nie chcą się poobijać przed sezonem, a bo nie chcą się przemęczać, a bo trener wystawił rezerwowych… Dla niektórych jednak takie mecze to życiowa szansa. Szansa na spełnienie marzeń.

Cristiano przyszedł na świat niespełna osiemnaście lat temu w kameralnej miejscowości Cernusco sul Naviglio, niespełna 20 km od Mediolanu. Od dziecka marzył o byciu piłkarzem. Będąc małym brzdącem zapisał się na treningi do Atalanty, jednak niedługo potem przeniósł się do większego czarno-niebieskiego klubu – Interu Mediolan.

Przeszedł przez wszystkie etapy szkolenia, a sezon 2009/10 był jego debiutanckim w drugim zespole Beneamata – Primaverze. Jego wielki talent i zaangażowanie docenił nawet sam Jose Mourinho, niejednokrotnie umożliwiając mu treningi wraz z pierwszym zespołem. Otrzymał nawet szansę gry w towarzyskich spotkaniach przeciwko Vaduz i Piacenzy. Miał dopiero 17 lat, a trenował jak równy z równym ze swoimi idolami. Marzenia zaczęły się iścić, ale to – jak się okazało później – był dopiero początek.

Wraz z inauguracją przygotowań do nowego sezonu w szeregach Interu pojawił się nowy szkoleniowiec – Rafa Benitez. W połowie lipca ogłosił listę młodych zawodników, którzy zostaną na stałe włączeni do pierwszego zespołu. Wśród nich znalazł się też Cristiano. Niespełna dwa tygodnie później leciał już na zgrupowanie do USA, gdzie Nerazzurrich czekało spotkanie z Manchesterem City.

Cristiano pojawia się na placu gry w 62 minucie, zastępując na lewej stronie obrony Rumuna, Cristiana Chivu. Dwanaście minut później, po rzucie rożnym, piłka spada pod jego nogi, tuż przed polem karnym przeciwnika. Bez chwili wahania z całej siły uderza futbolówkę  – prawą nogą, choć jest lewonożny – i zdobywa cudowną bramkę. Chwilę później zalewa go fala euforycznej radości, pomieszana pół na pół z totalnym niedowierzaniem. Potem podbiega do niego Interista z krwi i kości, Marco Materazzi i w symboliczny sposób obejmuje go za szyję. Piękny obrazek.

Potem medialny szum, błyski fleszy, udzielanie wywiadów… Jego bramka zajęła też piątą lokatę w plebiscycie na najpiękniejsze trafienie weekendu. Chłopak krok po kroku staje się taki jak jego idole.

Emocje które czuję są nie do opisania. Bramka zdobyta przeze mnie poprzedniej nocy to cud, którego do teraz nie mogę zrozumieć, nie wiem co robić… To jednak nie zmienia mojej postawy, głowa w dół i ciężka praca.

Z całego serca apeluję. Oglądając mecze starajcie się na chwilę zapomnieć o ich stawce i wczuć w to, co czują zawodnicy. Dreszczyk tremy podczas debiutu, smutek po porażce i wreszcie nieopisaną, piękną radość, której przykład dał nam wczorajszej nocy Cristiano Biraghi.

Reklamy

Posted on 02/08/2010, in 2. Stare and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: