Starcie podupadłych gigantów

Tak Wisła jak i Legia od początku rozgrywek nie spełniają oczekiwań ani kibiców, ani tym bardziej prezesów. Spotkanie między tymi klubami ma jednak znaczenie szczególne, jakby wyjęte z rzeczywistości i bardzo daleko odbiegające od samego sportu. Na czas tak szlagierowych pojedynków w głowach kibiców zapala się czerwona lampka rywalizacji i dotychczasowe wyniki zostają tymczasowo wycięte z pamięci.

To prawda, tegoroczne derby będą miały nieco inny wymiar niż w ostatnich latach. Wisła i Legia przeważnie znajdowały się przynajmniej w pierwszej piątce i utrzymywały bliski kontakt ze ścisłą czołówką. Ten sezon jest w ogóle jakiś dziwny, ale nietypowość bez wątpienia dodaje pewnego kolorytu naszym nieco poszarzałym i wyrzuconym poza margines przez wielu sympatyków piłki nożnej rozgrywkom.

Wydaje się, że Wisła najgorsze ma już za sobą. Bardzo podoba mi się postawa Roberta Maaskanta. Nie ukrywam, że od samego początku jestem zagorzałym zwolennikiem jego osoby. Dlaczego? Bo powoli, ale stanowczo i konsekwentnie wprowadza do Wisły swoją (notabene zachodnią) myśl szkoleniową. W jednym z wywiadów na wstępie przygody z „Białą Gwiazdą” powiedział, że do przejęcia klubu Bogusława Cupiała wystarczyła mu jego nazwa. Na pewno nie spodziewał się, że czeka go tutaj taki ogrom pracy. O ile w ofensywie potencjał ma zadowalający, o tyle obrona to zlepek jeszcze niedoświadczonych, ponoć utalentowanych piłkarzy. Do tego dochodzi kontuzja Klebera, jedynego obok Osmana Chaveza stopera prezentującego międzynarodowy poziom. Jak pokazują wyniki, czas grał na korzyść Maaskanta. Wisła gra znacznie lepiej niż na początku sezonu i kibice w końcu mają powody do uśmiechu.

Z kolei Legia to bardzo specyficzny zespół. W mojej opinii jest to zbieranina piłkarzy o całkiem przyzwoitych umiejętnościach. Na to żeby warszawski przekładaniec zaczął tworzyć kolektyw potrzeba było czasu. Wypalili na moich oczach, w meczu z Koroną Kielce. Następnie z trudem, ale zwyciężyli Górnika Zabrze, a przed tygodniem stłamsili świetną Jagiellonię Białystok. Wydaje się, że kryzys został daleko w tyle i potwierdza to ligowa pozycja „Wojskowych” – trzecie miejsce i minimalna strata do lidera. A jeszcze miesiąc temu tułali się w środkowej części tabeli, męcząc punkty jakby do sezonu przystępowali jako beniaminek.

Reasumując, obie drużyny przed sezonem, jak zwykle, były stawiane w gronie faworytów o mistrzostwo. Boisko nieco zweryfikowało przypuszczenia, jednak sukcesywnie wszystko zaczyna powracać do normy. Wisła gra lepiej, Legia również prezentuje się ostatnio na prawdę imponująco. Trudno typować zwycięzcę, bo jak wiemy, takie mecze to przeprowadzka w inny wymiar. Dotychczasowa forma, a tym bardziej pozycja w tabeli zostają odstawione na bok. Wygra ten, kto włoży w grę więcej serca. I Zapominając o premiach, sprawach totalnie przyziemnych zagra po to, aby zwyciężyć.

Reklamy

Posted on 12/11/2010, in 2. Stare and tagged , . Bookmark the permalink. 2 Komentarze.

  1. Legia się odbiła wreszcie. Widziałam na żywo jej mecz z Jagą. Naprawdę wszystko zaczyna się kleić w grze warszawian. A Wisła? Maaskant jest trochę jak Leo Beenhakker… Poczaruje, poczaruje i… ucieknie 🙂

  2. z całym szacunkiem, ale zachodniej myśli szkoleniowej w pracy Maaskanta za grosz na razie nie ma. Wiem dobrze jak to wygląda w tej drużynie od środka i muszę Cię niestety rozczarować i zgasić Twój entuzjazm. PD wyżej dobrze to wszystko spuentował 🙂

    Forza calcio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: