Powrót syna marnotrawnego?

Teksty wypisywane na łamach tabloidów pokroju „Faktu” należy traktować z przymrużeniem oka. Jednak jak powszechnie wiadomo, w każdą plotkę zazwyczaj wpleciona jest pewna doza prawdy. W dzisiejszym wydaniu dane nam było przeczytać o tym, że Krzysztof Klicki zanosi się z zamiarem powrotu do Korony Kielce. Klubu, który bez jego udziału z pewnością nie byłby tu gdzie się znajduje. Klubu, który nie miałby tak okazałego stadionu. I wreszcie klubu, którego dwa lata temu się wyzbył.

Wszystko to, co wyżej napisałem to fakty. Korona zawdzięcza temu człowiekowi bardzo wiele. Jak sam podkreślał w wielu wywiadach, mógł pójść na łatwiznę i wpompować swoje pieniądze w klub pierwszoligowy. Nie zrobił tego. Jako człowiek niezwykle ambitny postanowił podnieść z kolan trzecioligową wówczas Koronę i samodzielnie wprowadzić ją na futbolowe salony. I udało się Klickiemu, jednak jak się później okazało, w nie do końca czysty sposób.

Jego rezygnację z funkcji właściciela klubu można interpretować na dwa sposoby. Klicki oprócz tego, że jest kibicem ma w posiadaniu bardzo poważne, świetnie prosperujące przedsiębiorstwo. Swoją drogą samo to, że nie zorientował się w całym korupcyjnym procederze, który odbywał się tuż za jego plecami, budzi podziw i nie świadczy o nim najlepiej. Jemu samemu wprawdzie nigdy nic nie udowodniono, ale sam fakt, że podlegający mu pracownicy popadli w poważny konflikt z prawem mogło odbić się bezpośrednio na jego biznesowej reputacji.  Na jego korzyść działa też fakt, że nie pozostawił klubu na pastwę losu, oddając go w ręce miasta za symboliczna złotówkę. Patrząc na to z ekonomicznego punktu widzenia, pieniądze zainwestowane w Koronę są chyba jego największą porażką, bowiem w skarbcu kieleckiego klubu zostawił wiele milionów.

Patrząc na to z drugiej, mniej przyjaznej dla pana Klickiego strony, zwyczajnie zawiódł on wszystkich sympatyków żółto-czerwonych. Niczym nie zasłużyli sobie na podobne potraktowanie. Przecież sprawa korupcji w ogóle ich nie dotyczyła, sami nie byli niczemu winni. Klicki sam uważa się za wielkiego kibica klubu ale zostawiając Koronę w najtrudniejszym dla niej okresie absolutnie temu zaprzeczył. Podobnie jak św. Piotr wyparł się, wydawać by się mogło, najważniejszej dla siebie wartości. Dla kontrastu Sylwester Cacek, właściciel Widzewa, pomimo podobnych przejść pozostał ze swoim klubem na dobre i na złe. Też nie jest on biznesowym żółtodziobem, bowiem prezesuje Dominet Bankowi, lecz nie wystraszył się i wyciągnięcie klubu z korupcyjnego obornika wziął na własne barki.

Informacja o rzekomym wielkim powrocie Klickiego wydaje mi się nieco naciągana, ale posłużyła mi głównie jako punkt zaczepienia do napisania tego tekstu. Co by się stało, jakby jednak zdecydował się na wielki comeback? Z pewnością podzieliłby kibiców – na swoich zwolenników i przeciwników. Bardzo trudno byłoby mu zjednać sobie wszystkich sympatyków Korony, chyba że posypałby głowę popiołem i przyznał się do błędu. Zagwarantowałby stabilność finansową, której miasto nie zapewni nigdy.  Jeśli jednak wlazłby z buciorami, zmieniając klubowy herb i wtrącając do nazwy swojego „Kolportera”, Korona nie byłaby już tak swobodna, jaka jest dziś.

Reklamy

Posted on 26/11/2010, in 2. Stare and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: