Niepoprawny sen o Lidze Mistrzów

Nowy rok to czas inicjacji. Składamy sobie samym wiele obietnic, chociaż w głębi serca doskonale wiemy, że większość z nich ukradkiem prześmignie obok rzeczywistości. Nowy rok to również czas życzeń, na których spełnienie damy losowi dwanaście najbliższych miesięcy. Jest takie jedno pragnienie, dotykające większości z nas, kibiców, cyklicznie o tej samej porze. Jest to sukcesywnie zamieniająca się w mdłą obsesję chęć oglądania polskiego klubu w fazie grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów. Teraz niech każdy z Was zada sobie proste pytanie. Czy aby na pewno chcielibyście tego?

Spójrzmy prawdzie w oczy. Żaden polski klub na chwilę obecną nijak do elity nie pasuje. Daję głowę, że każdy ekstraklasowy dream team zostałby tam bezlitośnie przeżuty, połknięty, strawiony i… sami doskonale wiecie. Wszystko zaczyna się w głowach prezesów. Zacznijmy od najbogatszego, który ma naturalne pierwszeństwo. Pan Józef Wojciechowski pieniędzy ma jak lodu. Który z jego nabytków okazałby się przydatny w Lidze Mistrzów? Jedynym piłkarzem, który jako-tako może postraszyć swoimi umiejętnościami i przede wszystkim potencjałem jest Artur Sobiech. Cała reszta to grajkowie znaczący niewiele, albo najzwyczajniej nic. Spójrzmy na takiego Smolarka. Od lat wypalony, przereklamowany piłkarz, który w całej swojej karierze rozegrał ledwie jeden sezon na solidnym poziomie. W słabej greckiej Kavali potykał się o własne nogi, by w Polsce inkasować najwięcej spośród wszystkich. Wojciechowski najzwyczajniej w świecie nie umie odpowiednio wydawać swoich pieniędzy. Niby mocarz, niby rozrzutny, a tak naprawdę zwyczajny cykor. Boi się podjąć ryzyka i sfinalizować grubszy transfer, nie licząc wspomnianego Sobiecha. Niech bierze przykład z Lecha i inwestuje w piłkarzy pokroju Rudnevsa, a wtedy być może nie będzie zwalniał trenerów jak jakiś popapraniec. A i polska piłka na tym zyska. Ostatnie doniesienia prasowe sugerują, że poszedł po rozum do głowy i zanosi się z zamiarem kupna Witalija Rodionowa.

Kolejny klub, który od lat próbuje wepchać się na piłkarskie salony, Wisła Kraków. Wystarczy rzucić okiem na ich autorską letnią kampanię transferową, w której bezmyślność właścicieli sięgnęła zenitu. Pan Cupiał chyba pomylił prowadzony przez siebie klub z telezakupami, skoro w ciągu pół roku hurtowo rozprzedał ponad połowę jego podstawowej jedenastki. Za Głowackiego, Diaza i Marcelo księgowy z Reymonta 22 przyjął 6,5 miliona euro przychodu. Jaka część z tego została przeznaczona na wypełnienie dziur w składzie? Za pięciu graczy Wisła zapłaciła łącznie niecałe 1,5 miliona euro, reszta przyszła za darmo. Tak naprawdę jedynym letnim wzmocnieniem Białej Gwiazdy jest jej trener. Jeśli na nowych piłkarzach chce się zaoszczędzić i wybiera się wyłącznie rozwiązania vide low cost, „a nuż będzie dobry”, to jedynym realnym celem pozostaje mistrzostwo Polski, które – spójrzmy prawdzie w oczy – przychodzi wszystkim z coraz większą łatwością.

Na deser zostawiłem sobie poznańskiego Lecha, którego właściciele w mojej opinii jako jedyni myślą o najwyższych celach w sposób poważny. Odejście Lewandowskiego było nieuniknione, ale piłkarz sprowadzony w jego miejsce jak dotychczas wypada lepiej niż przyzwoicie. Rudnevs był obserwowany od wielu miesięcy, jego transfer był ruchem skrupulatnie przemyślanym i perfekcyjnym. W głównej mierze łut szczęścia sprawił, że Łotysz swoim efektownym hat-trickiem zawstydził sam Juventus i już na samym wstępie zrobiło się o nim naprawdę głośno w całej Europie. I co? To oni grają w Lidze Europejskiej, są silni, wyszli z arcytrudnej grupy i nadal walczą. Spośród polskich klubów na dzień dzisiejszy tylko Lech mógłby godnie reprezentować nas w Champions League, ale najpierw musi zdobyć mistrzostwo, a do tego bardzo daleka droga.

Zmierzam do tego, że o Lidze Mistrzów dużo się w Polsce mówi, ale nic nie robi się w kierunku jej osiągnięcia. Po prostu pozorny zapał, który nijak ma się do czynów. Czasy w których piłkarz kosztujący dwieście tysięcy euro był czegoś wart minęły bezpowrotnie. Fakt, zdarzają się wyjątki, ale trzeba mieć dobrego nosa albo cholerne szczęście. Polskie kluby zamiast kupować dziesięciu szeregowych powinny zaryzykować i upolować dwóch lub trzech graczy z pewną renomą. Inaczej do końca świata, rok w rok będziemy o tej Lidze Mistrzów marzyć i marzyć, ale wszystko pozostanie w naszej wyobraźni. Bo niby kto mógłby postraszyć Europę? Czy warto dostać się tam tylko po to, żeby odpaść po rywalizacji w grupie i zebrać łomot? Ma to jakiś głębszy sens, pomijając pieniądze? Teraz zadajcie sobie pytanie z końca pierwszego akapitu powtórnie.

Advertisements

Posted on 01/01/2011, in 2. Stare and tagged . Bookmark the permalink. 2 komentarze.

  1. Tylko Sobiech?! A Mierzejewski?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: