Plusik dla Ojrzyńskiego

Miała być masakra, jest nieźle. A nawet dobrze. Korona, bez – wydawać by się mogło – fundamentalnych postaci zostawiła z Cracovią serce na boisku. Drużyna Leszka Ojrzyńskiego zaprezentowała się tak, jak powinna była grać za Marcina Sasala. Z charakterem i determinacją. Długo nam tego brakowało w Kielcach…

Przyjmując propozycję z Korony, Ojrzyński zwolenników miał nielicznych. Każdy zachłysnął się buńczucznymi zapowiedziami włodarzy. Oczekiwano wielkich nazwisk, tak w sztabie szkoleniowym jak i na placu gry. Tymczasem pojawił się ktoś o twarzy raczej nieznanej, żeby nie powiedzieć anonimowej. Po inauguracji powinno jednak przybyć ludzi, którzy po chwili zastanowienia zdejmą z niego czerwony krzyżyk.

Pamiętam, że pod koniec kadencji Sasala w jednej z pomeczowych wypowiedzi Zbigniew Małkowski zażartował, że Koronie może pomóc już chyba tylko egzorcysta. Ale Ojrzyńskiego to przestraszyłaby się niejedna zjawa. Zrobił coś, co wydawało się niemożliwe. Zarząd powierzył mu piłkarską rozsypankę. Piłkarzy młodszych i starszych. Lepszych i trochę słabszych. Niektórzy nawet nie marzyli o powrocie do Kielc i regularnej grze. Absolutna łamigłówka. On jednak przysiadł i zbudował z niej coś sensownego. Jeszcze za wcześnie, by mówić o kolektywie, ale rokowania są na tę chwilę pozytywne.

Przygotowanie fizyczne. Na to należy zwrócić uwagę w pierwszej kolejności. W Krakowie żółto-czerwoni byli wybiegani i gra w piłkę sprawiała im przyjemność. Zagrali w sposób świeży. Nietuzinkowo i z fantazją. Pojedyncze decyzje były podejmowane w sposób bardzo szybki i zarazem błyskotliwy. Za trenera Sasala, Koronę grającą w podobny sposób, oglądaliśmy raptem kilkakrotnie. Na jedną z wiodących postaci w zespole wyrasta Grzegorz Lech. Piłkarz mający za sobą gorsze i lepsze spotkania, ale ogólnie bardzo niedoceniany. W organizmie stworzonym przez Ojrzyńskiego robi za płuca.

Nie wszystko jest jednak takie kolorowe. Szarymi strefami w ustawieniu Korony były prawa pomoc i atak. Wystawiony na skrzydle Kamil Kuzera nie radził sobie z zadaniami w ofensywie. Walczył, starał się, biegał – to wszystko prawda. Brakuje mu jednak niezbędnej do bycia skrzydłowym dynamiki i umiejętności czysto piłkarskich. Umieszczanie go na tej pozycji jest równoznaczne z wyrządzaniem mu krzywdy. Nie sposób odmówić mu pary w płucach, ale Kuzera to typowy obrońca. I niech tak pozostanie.

Podobnie przedstawia się sytuacja Macieja Korzyma. Większe predyspozycje ma do tego, by grać w pomocy lub być podwieszonym za plecami napastnika. Ale… tu jest mały problem. Klasycznego snajpera, jakim był Andrzej Niedzielan, w drużynie brak. Michał Zieliński zrobił swoje i zdobył arcyważną bramkę, wykorzystując swoją szybkość. Złośliwi wypominają, że to jego jedyna zaleta. Brak napastnika pełną gębą to najważniejszy problem Korony.

Wyniku z Cracovią nie należy zanadto przeceniać. To dopiero pierwsza kolejka długiego sezonu. Ale idąc tą drogą, Korona o ligowy byt może być spokojna. Gdyby w ten sposób zagrała poprzednią rundę, to dziś prawdopodobnie nie obawialibyśmy się takich potęg jak Ruch czy Widzew.

WESZŁO.COM

Reklamy

Posted on 03/08/2011, in 2. Stare and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: