Category Archives: Alessandro Del Piero

Buty na kołku, bisu nie będzie – Alessandro Del Piero odchodzi z Juventusu

Podczas gdy angielski kibic emocjonował się patrząc na boisko, jego włoski odpowiednik przeżywał inne emocje. Jakby wyższe, daleko wybiegające poza sam futbol, a być może tak naprawdę w ogóle z nim nie związane. W Turynie żegnali swojego mistrza. Z najwyższymi, królewskimi honorami. Zanim zatrzasnął swoją zapisaną złotymi zgłoskami księgę, zdążył jeszcze pośpiesznie przypieczętować ją srebrną klamrą, zdobywając pożegnalną bramkę. Alessandro Del Piero. Żywa legenda w biało-czarne pasy.

Kim był dla Juventusu? Piłkarzem? Napastnikiem? Łowcą bramek? To tylko jedne z jego funkcji. Nie był najemnikiem, który strzelanymi golami odpłacał się za górę pieniędzy, rokrocznie trafiającą na jego konto. Alex to człowiek-instytucja. Biegający po boisku biało-czarny pomnik. Zawodnik, z którym kibice Starej Damy utożsamiali się jak żadna inna drużyna z żadnym innym piłkarzem. Atmosfera na Juventus Stadium przypominała stypę po pogrzebie najbliższego członka rodziny. Del Piero to Juventus, Juventus to Del Piero. Jedność i monolit. Il Fenomeno Vero.

Wiele lat temu kibice nie mogli zdzierżyć transferu ówczesnej gwiazdy Starej Damy, Roberto Baggio. – Del Piero moim następcą? Mam taką nadzieję – rzucił na odchodne. – Porównywanie go do mnie jest dla niego obraźliwe – skontrował wówczas 19-letni Alex.

Od tamtego momentu minęło prawie dziewiętnaście lat. Zaczęło się na Foggii, skończyło Atalantą. Prawie pięćdziesiąt tysięcy minut spędzonych na boisku i tylko dwie czerwone kartki – personifikacja klasy i profesjonalizmu. Dwieście osiemdziesiąt dziewięć bramek, zdobywanych dosłownie na wszystkich możliwych frontach. Najcenniejsze? Paradoksalnie chyba te strzelane słabeuszom w drugiej lidze. Był jedną z nielicznych gwiazd, które pozostały wierne Juventusowi w najtrudniejszych chwilach jego historii.

Niezapomniane pozostaną podnoszone przez niego puchary i inkasowane tytuły. W pamięci tkwi też obrazek Del Piero schodzącego z madryckiego Estadio Santiago Bernabeu. Wówczas ustrzelił tam dwie bramki, a jego postawę kibice Królewskich skwitowali w jedyny odpowiedni, ale też nietypowy dla tej chwili sposób – owacją na stojąco.

W ostatnią niedzielę było podobnie. Tylko twarze ludzi zasiadających na trybunach z tych wyrażających uznanie i podziw zmieniły się w skrajnie zatroskane i smutne. Przez zapłakane oczy z trudem dostrzegali jego następcę – Claudio Marchisio, który pomimo tego, że wychował się w Juventusie, co powinno być oczywistym handicapem, jest jak nieekskluzywna nagroda pocieszenia. Zamiana Bentleya na nowej generacji bezprzewodowy czajnik.

***

Przy piłce Emanuele Giaccherini. Podanie przed pole karne. Tam na piłkę czeka niepilnowany Ale. Przyjmuje, rzuca okiem w kierunku bramki i z największą klasą mieści piłkę przy słupku. Trybuny eksplodują, jeszcze ekspresywniej niż zwykle. Zdają sobie sprawę, że to już ostatni raz… Że to już ostatnia ligowa niedziela upiększona bramką ich idola. „Jeszcze jeden rok, Del Piero, jeszcze jeden rok” – krzyczą kibice na Juventus Stadium.

Juventus 2-0 Atalanta przez Amr_AboulAzm

Kiedy w 57. minucie zastępował go Simone Pepe, stadion klaskał przez łzy. Jakby starał się zachować fason i nie rozkleić przed swoim Il Capitano, który zawsze pozostawał twardy do samego końca. Wymiana uścisków z wszystkimi piłkarzami na boisku i bezustanne podziękowania wiwatującym kibicom. Siadł na ławce rezerwowych, lecz po chwili przywołano go z powrotem. Podniósł się i zrobił rundę wokół placu gry, chcąc wszystkim podziękować. Za przepiękne pożegnanie i za dziewiętnaście wcześniejszych lat. Z trybun, niczym kwiaty po występie najznakomitszego artysty, latały biało-czarne szaliki. W swoich sercach tifosi prosili pewnie o bis. Nawet zdając sobie sprawę, że jest to przecież niemożliwe.

– Żeby ukryć łzy udawałem, że wiążę sobie buty. Nigdy nie przestanę dziękować kibicom za to, co widziałem w ich oczach. Jestem szczęśliwy i dumny. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem. To był piękny i jednocześnie bardzo smutny dzień. Przyszłość? Nikt nie prosił mnie o to, abym został. Chcę grać dopóki będę czuł się na siłach. Dla mnie żadne kolory nie są i nigdy nie będą bardziej intensywne od czarnego i białego – powiedział po ceremonii wręczenia Scudetto.

Teraz mówi się, że odejdzie do Anglii. Albo do Stanów Zjednoczonych. Nieważne. Pod żołtą, niebieską czy granatową koszulką swojego nowego klubu Alex i tak będzie miał tę zebrzastą, biało-czarną, która przylgnęła do jego skóry już na zawsze. Kariera właściwie dobiegła końca. Została zwieńczona w sposób wymarzony. Stanięciem na środku cudownego stadionu, pośród czterdziestu tysięcy kibiców i wzniesieniem wyśnionego przez nich Scudetto.

%d blogerów lubi to: