Category Archives: Udinese

Udinese Calcio – cicha rewelacja z północy

Udine. Kameralne, stutysięczne miasto dostatku. Malownicza kraina mlekiem i miodem płynąca, pełna biur i rozlicznych domów handlowych. Pod względem jakości życia mieszkańców plasuje się na piątej pozycji w Italii. Piłka nożna? Owszem, ale w stopniu znacznie mniejszym niż w metropoliach typu Mediolan czy Neapol. Stadio Friuli i występujące na nim Udinese, to bardziej pocieszna, nieszkodliwa atrakcja turystyczna, aniżeli punkt centralny. Piłkarze tego klubu postanowili jednak zrobić wszystkim psikusa. W chwili obecnej, chociaż w piłkarskim atlasie Europy są tylko nędzną plamką, na boisku mogą równać się z największymi włoskimi firmami.


Od kilku dobrych miesięcy potwierdzają tę tezę w Serie A. Ostatnio wyraźnie przypomnieli o swoim istnieniu całemu kontynentowi, wyrzucając za burtę rozgrywek Europa League nie byle kogo, bo Celtic Glasgow. Klub z ogromnymi tradycjami i ponad studwudziestoletnią historią. Grupa, do której trafili podopieczni Francesco Guidolina, nie była grupą śmierci. Szkopuł tkwił jednak w tym, że oprócz Atletico Madryt, wskazanie kolejnego kandydata do awansu było jak wróżenie z fusów. Tak Celtic, Rennes jak i Udinese miały mniej więcej równe szanse na odniesienie sukcesu. Teraz wiemy już, że górą są piłkarze z północy Włoch. Pamiętajmy, że nieco wcześniej zabrakło bardzo niewiele, a z rozgrywek Champions League wyeliminowaliby sam Arsenal. Zadanie Friulanim utrudnił jednak Wojciech Szczęsny.

We Włoszech wszyscy są pod wrażeniem ich poczynań. Podniecają się romantyzmem, który przez lata był tłamszony przez tych największych. Małe miasto, skromny budżet i druga pozycja w tabeli Serie A. Kontrast w dzisiejszych czasach na ogół niespotykany. W Udine panuje jednak cisza i spokój. Tam nikt nie wytwarza niepotrzebnego ciśnienia. Piłkarze zwyczajnie robią to, za co im płacą, ciesząc się pięcioma minutami na szczycie. Temat mistrzostwa nie istnieje. – W naszej szatni wisi kartka, która przypomina, że celem jest bezpieczne utrzymanie i osiągnięcie czterdziestu punktów w tabeli. Scudetto? Panowie, żarty na bok. Nawet o tym nie myślimy. Nasz sekret? Na postawę mojego zespołu składa się wiele maleńkich czynników. Spokojne środowisko pozwala nam pracować w ciszy, bez presji. Receptą są także młodzi piłkarze, którzy pracują na to, aby w przyszłości prezentować klasę światową. Jak Antonio Di Natale – wyjaśnia trener Friulanich.

Świetna postawa biało-czarnych może dziwić tym bardziej, że latem klub opuściły przecież czołowe postacie. Na transfer do Napoli zdecydował się szwajcarski rozgrywający Gokhan Inler. Niedługo później, w pogoni za chwałą i splendorem wyemigrował rewelacyjny Alexis Sanchez, ubierający teraz koszulkę Barcelony. Hiszpanię wybrał też ważny element defensywy Zebrette, Cristian Zapata. Na sprowadzenie wszystkich tych piłkarzy Udinese wydało niecałe pięć milionów euro. Talenty wyłapano, starannie oszlifowano i przekazano koneserom. Za sprawą wymienionego wyżej tria klubowa kasa przytyła o kwotę przekraczającą 50 milionów euro. Klawe, prawda?

Nie ma Inlera? Są Isla i Asamoah. Nie ma Sancheza? Trudno. Chilijczyk piłkarzem jest ponadprzeciętnym, lecz dla drużyny Guidolina stanowił po prostu ciekawe, bramkostrzelne urozmaicenie. Sam trener wielokrotnie podkreślał, że znacznie bardziej ubolewa nad stratą Inlera, na którym to ciążyło utrzymanie w ryzach całego środka pola. El Niño Maravilla zdobywał mnóstwo bramek, ale w siłowej lidze włoskiej patrzono na niego trochę jak na wybryk natury.

Przyglądając się składowi Udinese, oprócz Di Natale, nie doszukamy się wielkich nazwisk. Brak tutaj znanych twarzy, na których widok piszczą nastoletnie fanki. Mają tam za to solidny, skrupulatnie wypracowany kolektyw. Jego architektem jest nie pierwszej już młodości szkoleniowiec, którego największy sukces – zdobycie Pucharu Włoch – na kolana nie powala. Francesco Guidolin, mając do dyspozycji zestaw szarych i na pierwszy rzut oka mało efektownych barw, namalował piękny i naprawdę imponujący obraz, obok którego nie da się przejść obojętnie. Nikt już nie wyobraża sobie drużyny bez tego cichego i stonowanego dżentelmena.

Z cienia bardziej uznanych kolegów, Buffona czy Freya, wygramolił się w końcu golkiper Samir Handanović. Słoweniec puścił w lidze tylko siedem bramek w czternastu spotkaniach. To bezapelacyjnie najlepszy wynik w całej Serie A. W minionym sezonie wsławił się obronieniem sześciu na osiem rzutów karnych. Teraz znajduje się w absolutnym centrum zainteresowania i nie bez powodu wzbudza zainteresowanie tych największych. Jego talent zauważono siedem lat temu w słoweńskim NK Domzale i…sprowadzono za darmo. Teraz działacze Udinese chcą zarobić na nim 17 milionów euro, a kwotę tę ponoć bez większych rozterek są w stanie wyłożyć sternicy Milanu.

Handanović, nawet gdyby był najlepszym łapaczem na świecie, nie mógłby pokazać się bez tercetu swoich obrońców. Koktajl perfekcyjny, jak określa swoich defensorów sam szkoleniowiec. Maurizio Domizzi, Danilo i Mehdi Benatia. Zdecydowanie największe poruszenie wzbudza ten ostatni. Wyłowiono go we francuskim drugoligowcu. Rok temu trafił do Udine za marne pół miliona. Dziś wyceniany jest na kwotę dwudziestokrotnie wyższą. Nie ma się czemu dziwić. Praktycznie z miejsca stał się czołowym stoperem swojego klubu, a ostatnio nawet i całej ligi. Przez miniony rok zrobił nieprawdopodobny postęp, zapisując się w notesach prezesów wielu futbolowych gigantów. W swoich koszulkach widziałyby go Milan, Juventus, a także kilka drużyn Premier League. Cechy rozpoznawcze? Siła fizyczna, spokój, wyrachowanie. Jego odejście latem jest niemal przesądzone. Do zakupu 24-latka żarliwie namawia owiany sławą były sternik transferowych poczynań Juventusu, Luciano Moggi. – On ma papiery na to, aby stać się wielkim mistrzem. Nadal jest młodym piłkarzem i może być jeszcze lepszy. Ja brałbym go bez zastanowienia – radzi czynnym kolegom po fachu.

Jedną z jego zalet jest ponoć gorliwość. I rzeczywiście. Kilka dni temu tak bardzo spieszył się na poranny trening, że aż wylądował na słupie. Jemu co prawda nic poważnego się nie stało, ale wypasionego, sportowego audi trochę jednak szkoda.

Image and video hosting by TinyPic

Obrona spisuje się na medal, a kto dziurawi siatki przeciwników? Antonio Di Natale. Gwarancja przynajmniej kilkunastu goli każdego roku, capocannoniere dwóch ostatnich sezonów Serie A. Pomimo tego, że niedawno skończył 34 lata i wszedł w piłkarski wiek starczy, pruje do przodu i wygląda na to, że po drodze urwał mu się pedał hamulca. W bieżącym sezonie zdobył już dziesięć bramek i znów znajduje się w czołówce klasyfikacji strzelców ligi. Jako jedyny przedstawiciel Włochów znalazł się nawet na liście 50. piłkarzy nominowanych do prestiżowej Złotej Piłki. Szans na nagrodę rzecz jasna nie ma żadnych, ale to symbol, na który zdecydowanie sobie zasłużył. Całkoształem. Drugą, piłkarską młodością, bo pierwszą – tą właściwą – wyraźnie przegapił. Ciekawostka? Do bianconerich trafił jako 27-latek. Za sto tysięcy euro.

Cisza jest bardzo korzystna. Pozwala się skupić, zajrzeć w głąb umysłu… Jednak co za dużo, to nie zdrowo. Ciche miasto, cichy trener, ciche nazwiska no i… cisi kibice. Największym problemem Udinese jest brak charakterystycznej dla klubu piłkarskiego otoczki. Piłkarze wychodząc na obiad do centrum miasta nie ryzykują oblężenia przez fanów, rozdawania wielu autografów czy wspólnych fotek. Kibice nie mają w zwyczaju oglądania też treningów, co w innych włoskich miastach jest codziennością. Miasto i klub nie tworzą jednolitej masy. To jakby dwa różne światy. Przyzwyczajonym do luksusu ludziom nie chce się chodzić na stadion, bo mówią, że jest za stary. Preferują znienawidzone przez ultrasów „calcio moderno”, czyli bezstresowe oglądanie meczów w domku, przed telewizorkiem. Ligowa średnia zasiadających na stadionie oscyluje w granicach 16 tysięcy. Trybuny zapełniają od wielkiego święta, na przykład podczas pojedynku w Lidze Mistrzów. Aby wyjść naprzeciw rozpieszczonym kibicom i wpasować się w krajobraz miasta, latem ruszy budowa nowego, nowoczesnego obiektu, który będzie stylizowany na typowo piłkarski. Bez bieżni, fos i innych elementów oddalających publikę od boiska. Koniec prac planowany jest na rok 2013.

Image and video hosting by TinyPic

Przed obecnym sezonem do Udine dotarł kolejny sort utalentowanych obcokrajowców. Trzech Brazylijczyków, Argentyńczyk, Rumun i Francuz. Większość nie przekracza 21 roku życia. Jak na razie powoli, sukcesywnie wprowadzani są do pierwszego zespołu. Tak jak wielu przed nimi, zostaną odpowiednio urobieni i wyprawieni w dalszą drogę. Są się też i tacy, którzy latem zapewne opuszczą szeregi Zebrette. Oprócz wcześniej wymienionych Handanovicia i Benatii u wyjściowych bram Stadio Friuli stoją Mauricio Isla czy Kwadwo Asamoah. Osiągnęli już poziom europejski i doklejono im subtelną adnotację „na sprzedaż”. Co dalej? Na ich miejsce zapewne wskoczą ci sprowadzeni lata poprzedniego – Gabriel Torje, Roberto Pereyra czy Joel Ekstrand. Potem zostaną starannie odchowani, a następnie sprzedani. Zapewne kilkukrotnym zyskiem, bo scouci z Udine są praktycznie nieomylni. I karuzela się kręci.

Fazę pucharową Ligi Europy Udinese rozpocznie od dwumeczu z greckim PAOK-iem Saloniki. Piłkarze jak i sam trener woleli wylosować któryś z Manchesterów, ale trzeba przyznać, że los potraktował ich wyjątkowo szczodrze. – Jesteśmy pogodni i nie możemy lamentować. Przyjdzie nam mierzyć się z kolejnym wielkim europejskim klubem – mówi z charakterystycznym dla siebie spokojem trener Friulianich. Wcześniej, w sobotni wieczór, czeka ich jednak pojedynek z niemniej rewelacyjnym, mającym w swoich szeregach znacznie bardziej doświadczonych piłkarzy Lazio. Jeśli zwyciężą, przy jednoczesnym potknięciu się Juventusu, po raz kolejny zasiądą na fotelu lidera Serie A.

%d blogerów lubi to: