Archiwa blogu

Mah, Polacchi, dove siete?

Przed sezonem wszyscy cieszyliśmy się, że włoskie kluby zadziwiająco chętnie sięgają po polskich piłkarzy. Entuzjazmu kibiców i dziennikarzy nie było granic. Boruc miał wykopać Freya z bramki Fiorentiny, Glik godnie zastępować Kjaera w Palermo, a Augustyn szybko wrócić do zdrowia i wzmocnić grę defensywną Catanii. W rzeczywistości jest jednak zupełnie odwrotnie.

Nawet sam przez chwilę naiwnie wierzyłem w to, że Artur Boruc stanie się we Florencji numerem jeden. Byłem jednak święcie przekonany, że Frey zostanie sprzedany na Wyspy. Innej możliwości po prostu nie brałem pod uwagę. Bo niby po co signor Della Valle miałby sprowadzać drugiego, równorzędnego bramkarza? Wydał na niego śmieszne bo śmieszne, ale jednak milion dwieście euro i zaoferował kolejne kilkaset tysięcy pensji. Trochę za dużo wydatków jak na rezerwowego. Fakt, pełniący dotychczas funkcję zastępcy Freya, Vlada Avramov, kiedy tylko wchodził na boisko, to totalnie partaczył. Mimo wszystko, na litość Boską, nie kupuje się takich piłkarzy jak Boruc, w kwiecie bramkarskiego wieku, żeby następnie sadzać ich na ławce! Nie dziwie się, że Artur się buntuje i zapowiada rychłe odejście, bo każdy na jego miejscu zrobiłby podobnie. Fiorentina przegrywa i znajduje się obecnie prawie na samym dnie ligowej tabeli, a Boruc i tak przynajmniej na razie pozostanie na ławce. To nie ulega wątpliwości.

Jeszcze gorzej od Boruca ma się Kamil Glik. Jego transfer do Palermo dla mnie do samego końca pozostawał czystą fantazją. Zamparini się uparł i ni stąd ni zowąd zaoferował za ówczesnego piłkarza Piasta Gliwice o 50 tys więcej niż Palermo wyłożyło na Boruca – 1,350 000 euro. Pieniądze niebagatelne i oczekiwania również. Nawet surowa włoska prasa zaczęła w Gliku dostrzegać następcę Kjaera, co dla mnie było kolejną parodią. No i wykrakałem. W lidze miejsce Polaka zajął jeszcze młodszy, sprowadzony z Boca Juniors, Ezequiel Munoz. Jego postawa w kolejnych meczach była jednak daleka od zadowalającej i byłem pewien, że na Ligę Europy przeciwko Sparcie trener Rossi postawi na Glika. Niestety tak też się stało. Munoz usiadł na ławce, a Polak zagrał fatalnie i miał udział praktycznie przy wszystkich straconych bramkach. Został wybrany najgorszym piłkarzem tego widowiska i adekwatnie go wynagrodzono. W szerokiej kadrze na dzisiejsze spotkanie z Interem (1-2) już nie było dla niego miejsca. Teraz bardzo długo będzie musiał pracować, aby odbudować zaufanie Delio.

Najbardziej doświadczony z polaków w Serie A, Błażej Augustyn, zamiast na boisku czas spędza w gabinetach lekarskich, nadal lecząc zerwane więzadła. Jego powrót na boisko prognozowany jest dopiero na początek listopada.

Na włoskim marginesie mamy jeszcze Bartosza Salamona. Młodzieżowy reprezentant Polski szlifuje swój talent w kuźni słynnego Zdenka Zemana. Na wypożyczeniu w trzecioligowej Foggii ma ograć się na ligowych boiskach. Jak dotychczas wystąpił we wszystkich spotkaniach. Oby tak dalej!

Na zakończenie pragnę wspomnieć o jeszcze jednym polskim akcencie na włoskich boiskach. Pamiętacie jeszcze Michała Miśkiewicza? Człowiek, który przed dwoma laty trafił do szkółki Milanu dziś reprezentuje barwy czwartoligowego klubiku o obco brzmiącej nazwie Crociati Noceto. Co ciekawe nawet tam nie jest piłkarzem podstawowej jedenastki i zwyczajnie grzeje ławę. Chyba nie tak wyobrażał sobie wyjazd do Włoch.

– To dobry bramkarz, który z uwagi na młody wiek ma szanse stać się jeszcze lepszym. To dobry chłopak, wszyscy go tu bardzo lubimy i mamy o nim jak najlepsze zdanie. Poza tym bardzo dobrze mówi po Włosku Dlaczego nie gra w pierwszym składzie? O to powinieneś spytać trenera. Prawdopodobnie szkoleniowiec po prostu stawia na doświadczenie Babiniego (pierwszy bramkarz), który jest już ograny na tym poziomie rozgrywek. – powiedział mi Francesco, jeden z piłkarzy ekipy z Noceto.

Prognozy na przyszłość? Boruc na ławce. Glik na ławce, tudzież w ekipie Primavery, być może w styczniu wyląduje gdzieś na wypożyczeniu. Augustyn to jedna wielka niewiadoma. Salamon ratuje honor Polonii we Włoszech. Miśkiewicz pewnie nadal będzie siedział na ławce w czwartej lidze, ale w sumie kogo to obchodzi.

%d blogerów lubi to: