Archiwa blogu

Synu, jesteś Neymar. Jesteś inny niż wszyscy. Idź.

Neymar, Neymar… Co my o nim wiemy? Paradoksalnie, większość z nas tylko tyle, że to ponoć najbardziej obiecujący piłkarz świata. W Europie jest jak Potwór z Loch Ness – wszyscy o nim słyszeli, ale mało kto go widział. Właściwie to trudno powiedzieć, czy opowieści o jego znakomitości to prawda, czy może fatamorgana cierpiących na syndrom braku piłkarskiego bożyszcza Brazylijczyków? W wieku 20 lat nazywany jest legendą. A mówi się przecież, że w każdej legendzie jest choćby namiastka prawdy.

Swoim rodakom Neymar nie kojarzy się już tylko z dynamicznymi zwodami, boiskową wirtuozerią i pięknymi bramkami. Absolutnie. Jego postać urosła tam do nieprawdopodobnych rozmiarów. To już nie tylko niezwykle utalentowany piłkarz, ale przede wszystkim gwiazda popkultury. Showman i celebryta. Koszulki z chwalebnym napisem „Neymar Jr.” na plecach sprzedają się jak świeże bułeczki. Pamiętacie, kiedy po mundialu w 2002 roku brazylijskie dzieci ogarnęła mania na fikuśną fryzurę Ronaldo? Teraz panuje szał na neymarowskiego tlenionego irokeza.

Jego oddanych, fanatycznych fanów stać na znacznie więcej. Wytatuować sobie jego imię na ustach, to jest coś.

Image and video hosting by TinyPic

O ile koleżanka powyżej, ku rozpaczy swoich rodziców, prawdopodobnie osiągnęła zamierzony cel, o tyle zdarzały się też próby nie do końca udane. Właścicielce poniższego dzieła szczerze współczujemy. Na następny raz zamiast u Pedro pod monopolowym, radzimy robić tatuaże w profesjonalnym studiu.

Image and video hosting by TinyPic

Młody piłkarz dyktuje też trendy w muzyce. Kilka miesięcy temu pląsami na boisku i w szatni wylansował znaną dzisiaj wszystkim piosenkę Michela Telo – „Ai se eu te pego”. W nie tak dawno zakończony karnawał zabawił się w promotora po raz kolejny. Tym razem sprawił, że hitem stał się utwór „Tchu Tcha Tcha”. – Kiedy Neymar świętował bramkę zdobytą Palmeiras, z moją muzyką zapoznał się cały kraj. Chciałbym spotkać się z nim osobiście i podziękować za tak ogromne wsparcie – powiedział autor piosenki, Shylton Fernandes.

Neymar od początku swojej kariery był przygotowany do roli produktu medialnego. Przechodził szkolenia public relations, miał prywatnego logopedę, dbał o olśniewający uśmiech. Wszystkie te czynniki, plus talent do grania w piłkę, czynią z niego jednego z najlepiej zarabiających piłkarzy na świecie. Red Bull, Nextel, Foot Tenys, Panasonic – to tylko niektóre firmy, z którymi podpisał lukratywne kontrakty reklamowe. Nike, za milion dolarów rocznie, zaklepała sobie jego wizerunek do trzydziestki. Liczba sponsorów młodego Latynosa rośnie z prędkością światła. Jubileuszowym, dziesiątym, niedawno został niemiecki koncern Volkswagen. Oprócz corocznych wypłat, cała rodzina otrzymała nowiutkie modele aut. Do wyboru, do koloru. On wziął wartego 250 tys. dolarów Touarega. Matka wolała… opancerzony autobus, którym to ponoć ma wozić przyjaciół do kościoła. Ekstrawagancko.

Chociaż brazylijscy ekonomiści grzmią, że na głowie młodego piłkarza jest już zdecydowanie za dużo zobowiązań, jego prawnik nadal czeka na interesujące oferty. Jesteś przedsiębiorcą? Neymar może zostać twarzą i twojej firmy! Warunek? Ha, gwarancji nie daje nawet półtora miliona euro rocznie. – Mamy kolejkę zainteresowanych. Większość propozycji jednak odrzucamy, ponieważ nie dodają niczego nowego do jego wizerunku – mówi odpowiedzialny za finanse pełnomocnik piłkarza, Florencio Lissandro Silva.

Cytowany wyżej jegomość jest tylko małym trybikiem w wizerunkowej machinie 20-latka. Na jej czele stoi jego ojciec, czyli Neymar senior. Niegdyś przeciętny piłkarz-wędrowniczek i skromny człowiek, który jeszcze kilka lat temu murował domy i naprawiał samochody sąsiadom. Dziś jest agentem, prawą ręką i szyją jednego z najbardziej medialnych piłkarzy świata. Pilotował jego karierę od samego początku, nierzadko wyjątkowo twardą ręką.

Przed pierwszą poważną decyzją stanął w 2005 roku, kiedy swój transfer z Santosu do Realu Madryt dopinał Robinho – nawiasem mówiąc, obok Pelego i Garrinchy, jeden z największych idoli Neymara. Mający wówczas 13 lat młody piłkarz pragnął za wszelką podążyć za swoim mentorem. Wszystko było już dopinane na ostatni guzik, jednak transfer zablokowała biurokracja. Swoje zrobiła też szalona oferta ówczesnego prezesa Santosu – milion dolarów w zamian za pozostawienie Neymara w drużynie juniorów. Za zainkasowane pieniądze rodzina mogła przeprowadzić się do nowego domu. Wcześniej on, ojciec, matka i jego siostra, mieli do dyspozycji skromny pokoik w mieszkaniu babci na peryferiach São Vicente.

– Jestem synalkiem swojego tatusia, bo wychowałem się w slumsach. Mam z nim bardzo bliski stosunek i uważam, że właśnie tak powinno być – mówi cudowne dziecko brazylijskiej piłki. W domu może i jest potulny jak baranek i na prośbę mamy bez zająknienia myje naczynia, czy ściera kurze w swoim pokoju. Poza murami rodzinnego apartamentu jest jednak gwiazdą. Taką z okładek kolorowych pism. Przebąkuje coś o dorastaniu w niedostatku, jednak w przeciwieństwie do wielu swoich rodaków nie zdążył zaznać cierpkiego smaku prawdziwej nędzy. W wieku piętnastu lat przynosił do domu 10 tys. euro miesięcznej pensji. Rok później suma ta urosła do 25 tys., a w sierpniu 2010 wyciągał około 160 tys. od klubu plus 330 tys. z kontraktów reklamowych.

W jego przypadku powiedzonko „Kto bogatemu zabroni?” nie funkcjonuje tak, jak może się nam wydawać. Od samego początku, kiedy tylko zaczął zarabiać duże pieniądze, rodzice zrobili mu na nie szlaban. Do dyspozycji ma „tylko” piętnaście baniek miesięcznie, pochodzących ze sprzedaży koszulek. Lwia część z tej kwoty przeznaczana jest na wszelakie zabiegi kosmetyczne. Neymar ma swojego osobistego fryzjera, który odwiedza go przynajmniej raz w tygodniu. Poza tym może pochwalić się bogatym asortymentem wszelakich nawilżaczy i kremów. Rutynowe działania to, rzecz jasna, ułożenie irokeza (co wcale nie jest takie proste) oraz golenie nóg. Resztę kasy zostawia w japońskich restauracjach, McDonaldach, na dyskotekach i w galeriach handlowych, gdzie zaopatruje się w markowe ciuchy oraz zegarki i perfumy, których z resztą jest zagorzałym kolekcjonerem. Trzeba jednak przyznać, że ma gest. Jako gorliwy ewangelik, 40 tys. euro rocznie przelewa na konto swojej parafii.

Jeśli Neymara najdzie nieodparta ochota na jakiś większy zakup, musi skonsultować całą sprawę z rodzicami. Potrzebne jest specjalne pozwolenie. Kiedy poprosił o nowy samochód, ojciec miał pewne opory. Nieświadomy tego co robi, założył się z synem, że da mu potrzebne pieniądze, jeśli ten zdobędzie mistrzostwo Ameryki Południowej do lat dwudziestu i koronę króla strzelców tego turnieju. Górą rzecz jasna był Neymar Jr. i kilka miesięcy później dostał kluczyki do wymarzonego Porsche Panamera. Potwierdzenie całej historii możecie zobaczyć poniżej, gdzie jeździł swoim nowym samochodem już na boisku.

Jego ostatnia rozmowa z rodzicami musiała być bardzo długa i męcząca, ale jak widać poniżej opłaciło się. Neymar wyszedł z domu i wrócił z luksusowym, włoskim jachtem, za który zapłacił… ponad sześć milionów euro. Łódź należała do bogatego biznesmena. Ma na pokładzie bar, jacuzzi czy pełne przepychu, dwuosobowe apartamenty. Ot, takie małe szaleństwo.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

To wielkie, białe cacko może sprawić, że kobiety zwariują na jego punkcie jeszcze bardziej. Do tej pory, rzecz jasna, też nie miał na co narzekać. Panienki zmienia ponoć jak rękawiczki. Miejska legenda głosi, że potrafi mieć ich nawet kilka dziennie. Pewnego dnia jednak najpierw płakał on, później matka, a ojciec chciał roznieść dom ze złości. Neymarowi, podczas igraszek z siedemnastolatką, pękła gumka. W ten sposób powstał mały Davi Lucca – jego syn.

Image and video hosting by TinyPic

Chociaż Neymar interesuje się synkiem, uczucie pomiędzy nim, a matką dziecka w ogóle nie zaistniało, albo było z rodzaju tych wakacyjnych. W brazylijskich mediach ostatnio głośno było o jego rzekomym romansie z gwiazdą tamtejszego Playboya, o dziesięć lat starszą Rafaelą Ribeiro. Po jednej z imprez, o piątej nad ranem, pojechali wspólnie do jej domu. Dwie godziny później brazylijski gwiazdor chciał bezszelestnie się stamtąd ulotnić, jednak na swoje nieszczęście utknął w windzie i o jego niezapowiedzianej wizycie dowiedzieli się wszyscy. Obydwoje jednak zgodnie twierdzą, że są tylko przyjaciółmi. Najwyraźniej zebrało im się na nocne pogaduszki. Normalka.

Image and video hosting by TinyPic

Na koniec pytania, które zadają sobie ludzie na całym świecie. Czy Neymar na prawdę ma szansę stać się największą spośród legend piłki? Nowym królem futbolu? Czy przerośnie Pelego? Najmniejszych wątpliwości nie ma pani psycholog Sonia Román, która do niedawna pracowała z piłkarzami Santosu.

– Zaangażowanie Neymara do pracy i wysiłku jest ciągle takie same. Właśnie dlatego będzie najlepszym piłkarzem na świecie. Wcześniej pracowałam też z Robinho. Miał podobne predyspozycje fizyczne, ale problem tkwił w jego głowie. On też mógł być najlepszy. To, że Neymar jeździ drogimi samochodami jest problemem? Ma mnóstwo pieniędzy, a auta są dostępne na rynku, więc o co chodzi? Kiedyś poszedł na wielką imprezę Rock in Rio, ale następnego dnia gotowy do pracy pojawił się na treningu. Właśnie to odróżnia go od reszty –tłumaczy.

Nad jego przypadkiem pochylają się też specjaliści z dziedziny medycyny sportowej. Starają się w sposób naukowy wytłumaczyć przyczyny fenomenu. Niedawno doszli do wniosku, że na jego sekret składają się cztery czynniki: genetyka, intuicja, dyscyplina i szczęście. Jego ciało jest bardzo proporcjonalne, mięśnie łatwo się regenerują. Bierze piłkę na poważnie. Przestrzega ścisłej diety, dba o odpowiednio długi sen. Na boisku jest bystry i inteligentny. Umie upadać na trawę tak, aby nie zrobić sobie krzywdy. To tak w telegraficznym skrócie.

Kiedy miał osiem lat, a na dworze padało, powiedział do ojca, że nie idzie grać w piłkę, bo jest zimno, deszczowo i wszyscy na pewno siedzą w domach. On mu odpowiedział: „Synu, jesteś Neymar. Jesteś inny niż wszyscy. Idź.”.

I poszedł. Chodził codziennie. Najpierw na podwórko, potem do klubu. Ma przeogromny talent, poparty tytaniczną pracą. Z boku, podobnie z resztą jak Cristiano Ronaldo, wygląda na próżnego gwiazdora, który zaraz utopi się w żelu do włosów. Wszystkie głosy krytyki, zupełnie jak Portugalczyk, ucisza jednak na boisku.

Pan swojego podwórka

Nie mam w swoim zwyczaju wałkowania tematu Barcelony. Dosyć często mdli mnie nawet na widok kolejnej, nic nie wnoszącej dywagacji na jej temat. Ciągle tylko Barca i Barca… Dziś zrobię jednak mały wyjątek.

Josep Guardiola. Stolica Katalonii zrobiła z niego piłkarza i wykreowała na trenera – to nie powinno wzbudzać wątpliwości. Kiedy go zatrudniano, większość patrzyła w stronę Barcelony z delikatnym politowaniem. Posadzili go za sterami machiny, którą nigdy wcześniej nie kierował. Instrukcję obsługi miał jednak przestudiowaną od deski do deski. Nie chcę mi się rozwijać długiej listy z sukcesami i rekordami jakich już dokonał. Wszyscy, mniej czy bardziej, zdajemy sobie sprawę z tego, że trenerem jest bez wątpienia wyjątkowym.

Niektórzy są zdania, że tą, naszpikowaną gwiazdami i mocarną Barcelonę mógłby z powodzeniem poprowadzić każdy trener choć trochę znający się na swoim fachu. Otóż niekoniecznie. Guardiola stworzył pod tych zawodników taktykę, którą możemy, może trochę na wyrost, określić futbolowym perpetuum mobile. Za wyjątkiem kilku bolesnych wpadek margines błędu katalońskiej maszynki jest porównywalny do zegara atomowego.

Sporo mówiło się o tym, że Guardiola i Barcelona mają problemy z osiągnięciem porozumienia w sprawie nowego kontraktu. Dla Katalończyków byłaby to strata trudna do opisania. Dla Pepa niekoniecznie, bo ustawiłaby się po niego kolejka klubów ze wszystkich długości i szerokości geograficznych. Chociaż ostatnio umowa została prolongowana przypuścimy, że Guardiola opuszcza Barcelonę i obejmuje, dajmy na to, Inter. Zupełnie inni piłkarze, odmienny styl gry. Zamiast zwinnych mróweczek miałby do dyspozycji stado przerośniętych bawołów. Jego doskonała myśl trenerska polegająca na wymianie setek krótkich podań w obrębie środka nadawałaby się do kosza. Musiałby Pep wymyśleć coś nowego, zupełnie odmiennego. Wyrzucić wszystkie swoje notesiki i ruszyć trenerską głową.

Guardiola to trener ponadprzeciętny, ale czy genialny? Zdobywanie trofeów jedną drużyną przez wiele lat nie jest takim sukcesem, jak inkasowanie medali we wszystkich możliwych rozgrywkach (vide Mourinho). Żeby zweryfikować swoje faktyczne umiejętności trenerskie prędzej czy później będzie musiał wyjść ze swojej katalońskiej norki. Ma coś do udowodnienia całemu piłkarskiemu światu, a przede wszystkim samemu sobie.

%d bloggers like this: