Archiwa blogu

Nie dla psa kiełbasa

Miało być pięknie, a wyszło to co zwykle – gówno. Polacy wyruszyli na podbój Italii, od początku będąc na straconej pozycji. Sprzymierzeńcami Glika nie były jego mierne umiejętności. Boruca z kolei niszczą czepiający się dziennikarze.  

Transfer Glika to w ogóle była jakaś farsa. Dzięki błyskotliwym zabiegom pijarowym pana Jarosława Kołakowskiego Włosi naprawdę uwierzyli w to, że ledwo wystający ponad polską ligową miernotę piłkarz może zostać następcą Simona Kjaera. Kibicom na tacy podano jego metrykę, która istotnie mogła zrobić wrażenie. Młody, obiecujący reprezentant swojego kraju. Ba, mało tego! Mający za sobą epizod w Realu Madryt. Okazało się, że wbrew panującym stereotypom, aby grać w Serie A na stoperze nie wystarczy wyglądać jak drwal, faulować jak głupi i straszyć groźnym wyrazem twarzy. Mimo wszystko przydałoby się jeszcze ciut zwrotności i kilka innych niuansów, o których wcześniej Glik mógł co najwyżej usłyszeć na Canal Plus Sport.

Na Sycylii wpadł w bagno po kolana Gdyby nie polskie media to pewnie w ogóle wszyscy by o nim zapomnieli. Być może podejrzewaliby, że trafił do któregoś z obozów pracy albo, że zwerbowała go słynna palermiańska Mafia. Kto wie, być może minął się z powołaniem. W każdym razie w kadrze sycylijczyków trudno było o gorszego stopera. Prawdopodobnie jedynym zwolennikiem Glika był diesse Walter Sabatini. Ten sam pan, który odkrył choćby Javiera Pastore, Fernando Muslerę czy Josipa Ilicicia. Być może Kołakowski poddał go jakiejś tajskiej hipnozie? Przyczyn nieuzasadnionej fascynacji Polakiem nie uświadczymy chyba nigdy. Wiemy natomiast, że patrząc na swój najnowszy zakup Maurizio Zamparini rwał resztki swoich siwych włosów, a trener Delio Rossi patrzył nań z lekkim niedowierzaniem.

Trzeba go jednak pochwalić za jedno. Nie udało mu się u góry, to poszedł tam, gdzie wydawało się być jego miejsce – do najsłabszej drużyny w lidze. W Bari, z drobnymi przerwami na siusiu i spanko, rąbał to drewno tak samo jak w Palermo. Trudno podejrzewać o to, żeby po tym co pokazał, a raczej czego nie pokazał, mieli chęć go wykupić. Tym bardziej, że tani nie jest.

O Borucu będzie krócej, bo i nie ma co się rozpisywać. Samo sprowadzenie go do Fiorentiny było szaleństwem. W którym innym europejskim klubie obsada bramkarska jest tak dobra? Tak kontrastująca z marnością w polu? Kontuzji doznał Frey i między słupkami stanął Polak, którego dziennikarze od samego początku podświadomie uważali za największego winowajcę urazu Francuza. Kiedy bronił źle i popełniał błędy – jechali jak psa. Kiedy bronił fenomenalnie i wygrywał mecze – byli raczej obojętni. Cały czas czekali. Czekali na powrót króla, jakby ten miał wybiec z bramki i strzelać gole. Mam wrażenie, że florenccy dziennikarze robili łaskę Borucowi za to, że stoi w świętej bramce Freya. Polak z kolei chyba ma gdzieś ich domniemane honory i najchętniej by stamtąd czmychnął. I dobrze. Jest za dobry na środek tabeli. Niech pokaże fiołkom fucka i zmieni klub na lepszy.

Glikowi radzimy wracać do ojczyzny. Z wypożyczeniem nie powinno być większego problemu. U nas każdy, kto choć chwilę pokopał piłkę w lepszej lidze, z miejsca dostaje status gwiazdy. Boruc niech szuka szczęścia w lepszym klubie, innej lidze. Przebąkuje się coś o zainteresowaniu Schalke. Czasami trzeba zrobić krok w tył, nabrać rozpędu i dać susa do przodu.

Reklamy

Zstąpił do piekieł

Informacja jeszcze nie została oficjalnie potwierdzona, lecz to już pewnik. Kamil Glik niebawem zamieni Sycylię na stały ląd i przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy z dumnego palermskiego orła zmieni maść na nieco mniej dostojną. Przenosząc się do Bari przejmie bowiem tytuł koguta.

Wielokrotnie pisałem, że sam pomysł sprowadzenia słabego Glika do Bari był poroniony. Pokłon w stronę jego agenta, Jarosława Kołakowskiego, który z całą pewnością miał w tym przedsięwzięciu niemały udział. Po tym jak zbłaźnił się na arenie międzynarodowej w rozgrywkach Ligi Europy byłem pewien, że jego maksimum to przesiedzenie całego ligowego spotkania na ławce rezerwowych. Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, kiedy z klubu zwolniony został dyrektor sportowy Walter Sabatini, który chyba jako jedyny w Italii Glika wychwalał.

O zainteresowaniu ze strony Bari mówiło się jeszcze przed sezonem i z perspektywy czasu sądzę, że byłoby to lepsze rozwiązanie. Jeśli nie wywalczyłby sobie miejsca w podstawowej jedenastce, to chociaż wchodziłby na te kilka minut z ławki rezerwowych, o czym w Palermo może tylko śnić. Gdyby był tego wart, z pewnością ostatecznie zagościłby w jedenastce Gallettich na dobre, bo – umówmy się – nie byłaby to przesadnie trudna misja. Ze słynącej w poprzednim sezonie środkowej defensywy zostały tylko gruzy. Duet Leonardo Bonucci – Andrea Ranocchia potrafił wzbudzać szacunek nawet najbardziej wykwintnych snajperskich artystów. Na pozycji stoperów najczęściej grywa poniekąd anonimowa dla przeciętnego kibica para Andrea Masiello – Marco Rossi. W konsekwencji obrona Bari jest dziurawa jak gęste sito. Na domiar złego wypożyczony z Parmy Rossi w ostatnim czasie upodobał sobie czerwone kartki. Ba, potrafi łapać je nawet jeszcze w pierwszej połowie!

Wypożyczenie Polaka do Bari będzie swoistą zawodową degradacją, chociaż nie jestem do końca przekonany czy i tam wygra walkę o miejsce w pierwszej jedenastce. Z drugiej strony należy postawić sobie pytanie. Jeśli nie w ostatnim, grającym beznadziejnie zespole to gdzie? W bliźniaczych warunkach przecież się wypromował, grając w słabiutkim Piaście Gliwice. Być może półroczny pobyt w apulijskim infernie wyjdzie mu na dobre. W końcu sam Jezus najpierw zstąpił do piekieł, a trzeciego dnia zmartwychwstał.

%d blogerów lubi to: