Archiwa blogu

A Mourinho się śmieje…

Kilka miesięcy temu F.C. Internazionale zawojowało cały stary kontynent. Od słonecznej Barcelony, przez rozpalone nadziejami Monachium, aż po rosyjski, mróźny Kazań. Serie A została zdobyta nie bez kłopotów, ale w przekroju całego sezonu jak najbardziej zasłużenie. Bezlitosny cyborg, do którego pilota w swoich rękach dzierżył Jose Mourinho musiał zwyciężać – czy to się komuś podobało, czy nie. Zrządzenie losu chciało, że dziś mija dokładnie pół roku od madryckiego triumfu Interu nad Bayernem. Może to i lepiej. Przez ten fakt moje podsumowanie być może nabierze więcej mocy.

Mourinho zostawił czarno-niebieską część Mediolanu w chwale i podążył w świat za nowymi wyzwaniami. Schedę po Portugalczyku jak wszyscy wiemy objął wypalony w Liverpoolu Rafael Benitez. Minęło bite pół roku i Inter to wypisz, wymaluj – obraz nędzy i rozpaczy. Nerazzurri zajmują katastrofalną, najgorszą od kilku lat pozycję w lidze. Gwoździem do trumny była ubiegłotygodniowa przegrana z przecietno-słabym Chievo. Ostatnim razem mediolańczycy zafundowali swoim sympatykom podobną atrakcje w sezonie 2002/03. Wówczas również ulegli Latającym Osłom, a spotkanie zakończyło się takim samym rezultatem. Spośród wszystkich piłkarzy Gialloblu mecz ten z perspektywy boiska pamiętają Sergio Pellisier z Chievo i Javier Zanetti oraz Ivan Cordoba z Interu, którzy wówczas także mieli okazje zmierzyć swoje siły. Było to jednak tak dawno, że po murawie biegali już lata świetlne temu emerytowani Gabriel Batistuta czy Oliver Bierhoff.

Nie wierzę, aby kibice Interu spodziewali się powtórzenia spektakularnych sukcesów sprzed roku ale przegrana z Chievo nie śniła się tifosim Nerrazzurrich chyba nawet w najgorszych koszmarach. Jedną z przyczyn kryzysu z pewnością jest jednak osoba Beniteza. Nikt Hiszpanowi nie ujmie trenerskiego kunsztu i profesjonalizmu, jednak jeśli przychodzi się w miejsce Jose Mourinho… no cóż. Rafa nie ma w drużynie tak bezdyskusyjnego autorytetu, jakim cieszył się Portugalczyk. Po niezłym początku sezonu piłkarze Interu przestali funkcjonować jako drużyna. Ostatnie spotkania ukazywały rażący brak spójności pomiędzy formacjami i grupę piłkarzy bardziej przypominających puzzle dopiero co wyrzucone z pudełka niż uporządkowaną układankę. Niedyspozycję swoich podopiecznych Benitez może tłumaczyć niekontrolowaną plagą kontuzji, która w ostatnim czasie zdziesiątkowała jego zespół. I po części będzie miał racje. Ale taki klub jak Inter nie ma prawa mieć wąskiej kadry. Letnie mercato zostało totalnie przespane. Pan Moratti zachłysnął się wiktoriami i chciał trochę zaoszczędzić, mając nadzieję, że dysponując tymi piłkarzy których ma, jako-tako przebrnie przez ten sezon. Prezydent odłożył trochę grosza latem, ale już na zimę może zabraknąć mu nawet pieniędzy na opał. Styczniowe wydatki są absolutnie nieuniknione.

Splot nieszczęśliwych okoliczności i masa popełnionych błędów z pewniaka do scudetto zrobiła Inter tylko jednym z pretendentów do tytułu. Ważą się losy trenera, któremu już zostało postawione ultimatum. A Mourinho na dobre rozhulał galaktyczny Real i w swoim stylu rzuca w kierunku Mediolanu, a w szczególności Rafy Beniteza, ironiczny uśmiech, mówiący tyle co – „A nie mówiłem?”.

%d bloggers like this: