Archiwa blogu

Win or die

Wszystko było jasne niczym najjaśniejsza gwiazda tuż po końcowym gwizdku arbitra spotkania Polonia-Korona. Do tej pory mam przed oczami zasmuconą twarz hiszpańskiego szkoleniowca w trakcie zejścia do klubowej szatni. Zwolnienie Bakero podzieliło kibiców. Jedni twierdzą, że Polonia straciła młodego i perspektywistycznego fachowca, inni, że pozbyła się trenerskiego ciecia o wyglądzie menela. Wszystkich tych łączy jednak jedna myśl – chórem recytują, że pan Wojciechowski to roztrzepany człowiek i futbolowy laik.

I prawda jest taka, że z powyższym stwierdzeniem raczej nie da się nie zgodzić, co bez zastanowienia potwierdzi też większość kibiców stołecznego klubu. Robi wokół siebie dużo szumu, kupuje, zwalnia, cuda świata. Żeby jeszcze tylko wszystko na spokojnie analizował i regularnie używał mózgu, nie podejmując pochopnych decyzji. Zatrudnił człowieka, który trenerem nie był w rzeczywistości żadnym i oczekiwał od niego cudów. Jedyne co miał i ma nadal, to słynne ponoć nazwisko – Bakero i przeszłość piłkarską w Barcelonie. Ktoś powie, że bardzo podobnie wygląda sylwetka Guardioli, barcelońskiego maestro. Owszem, boiskowa na pewno, ale nie zapominajmy, że prowadził on wcześniej Barcelonę B i zarząd Blaugrany na pewno nie postawiłby na niego w ciemno. Bask przyszedł zatem do Polonii jako trenerski kopciuszek. Żeby było śmieszniej, otrzymał największą pensję w naszym kraju (120 tys zł tygodniowo). Śmieszą mnie jednak głosy, że Bakero przyjechał do Polski na zarobek. Po udanej karierze piłkarskiej z pewnością nie klepie biedy i marne 30 tys euro tygodniówki nie mogło zawrócić mu w głowie. Podobne pieniądze z pewnością dostałby w trzeciej lidze hiszpańskiej, nie mówiąc już o Arabii czy innym Katarze, gdzie uwielbiają znane mordki.

Przyznajmy jednak szczerze – Bakero wybitnym trenerem nie jest. Fakt – Wojciechowski nakupował mu bardzo dobrych, polskich piłkarzy, ale hurtem i bezmyślnie. Nikt nie zastanawiał się nad tym czy ci gracze do siebie pasują. Ważne było to, że są obiecujący (Sobiech) bądź już sławni (Smolarek). Właściciel Polonii powierzył początkującemu trenerowi budowanie zespołu niemal od podstaw. I co najlepsze, całkiem nieźle mu to wychodziło. Wystarczył jednak jeden bezbarwny remis i brzydka porażka, żeby Józek stracił cierpliwość i wywalił Hiszpana na zbity pysk, nawet nie chcąc z nim porozmawiać.

Kolejny temat – Paweł Janas. To było pewne, że prędzej czy później siądzie na ławce trenerskiej „Czarnych Koszul”. Według mnie „Janosik” też długo miejsca w Polonii nie zagrzeje i nie tylko dla tego, że nie jestem jego zwolennikiem. Pamiętajmy, że Bakero i Wojciechowski na początku swojej znajomości też darzyli się ogromną sympatią. Teraz przed Janasem mission prawie impassible. Cel jest jeden – mistrzostwo Polski. Wygraj lub zgiń panie super-były selekcjonerze.

Patrząc z drugiej strony, Bakero nie ma prawa być niezadowolony z pobytu w naszej ojczyźnie. Przyjechał do Polski, trochę sobie dorobił, skołował fuchę bratu i jeszcze otrzymał sowitą odprawę za przedwczesne rozwiązanie kontraktu – żyć nie umierać! Teraz głośno mówi się o tym, że ma szansę objąć reprezentację Bułgarii, przy pomocy swojego kumpla Christo Stoiczkowa. Właśnie tak się robi interesy panie prezesie Wojciechowski!

%d blogerów lubi to: