Archiwa blogu

Powrót greckiego boga

Pierwsza myśl przedstawicieli naszego pokolenia po nagłym rzuceniu hasła Jacek Gmoch? Większość postrzega go w głównej mierze jako nieudolnego eksperta telewizji publicznej, znanego zwłaszcza z groteskowych ekscesów, ściśle powiązanych z dotykowym ekranem i elektronicznymi flamastrami. A oto ten niepozorny, poważny pan po siedemdziesiątce robi całemu piłkarskiemu świata kawał i obejmuje znany chyba wszystkim klub Panathinaikos AO.

Polacy są tym zszokowani, Grecy chyba jeszcze bardziej. Gmoch oczywiście trenerem był nieprzeciętnym, ale było to tak dawno, że Polska w rankingu FIFA wyprzedzała nawet reprezentację Ugandy. Pan Jacek z trenerką skończył siedem lat temu, kiedy porzucił posadę w Ionikosie Pireus. Wyśmiewany przez rodaków Gmoch w Grecji zasiada na trenerskim Olimpie ludzi szczególnie zasłużonych dla tamtejszej ligi. Został wybrany nawet jednym z pięciu najlepszych trenerów w historii Alpha Ethniki, zgarniając tytuł szkoleniowca lat osiemdziesiątych. Prowadził tam w przeszłości wiele uznanych klubów w tym te dwa najważniejsze, Olympiakos i Panathinaikos, czyniąc to z wielkim powodzeniem. Do jego najbardziej spektakularnych sukcesów możemy zaliczyć kilka mistrzostw Grecji i dotarcie do półfinału Ligi Mistrzów. Czy którykolwiek polski szkoleniowiec może równać się z dorobkiem Gmocha? Żadne nazwisko nie przychodzi mi na myśl. No może poza Ś.P. Kazimierzem Górskim, którego dokonania będą dla nas – Polaków – zawsze najważniejsze i bezdyskusyjne.

Pan Jacek długo miejsca na ławce trenerskiej PAO z pewnością nie zagrzeje, w końcu to tylko tymczasowe rozwiązanie zarządu. W sobotę Koniczynki grają z Iraklisem, a w następną środę w ramach kolejnej kolejki Ligi Mistrzów zmierzą się z wielką Barceloną i niewykluczone, że wówczas jeszcze to Polak będzie pełnił swoją funkcję. Swoją drogą konfrontacja Pepa Guardioli z naszym Jackiem Gmochem z całą pewnością mogłaby być czymś niezapomnianym. Mam tu na myśli szczególnie pomeczową konferencję prasowa z udziałem obu coachów.

A właśnie, odnośnie elokwencji pana Jacka, której brak zdążyłem już subtelnie wytknąć. Być może nie został on obdarzony darem przekazywania swoich myśli przy pomocy mowy, ale pisanie idzie mu już dużo lepiej. A szanowny selekcjoner reprezentacji Polski, Franciszek Smuda? Też nie należy do wielkich mówców, co na bieżąco udowadnia swoimi olśniewającymi wypowiedziami. Słyszałem też głosy, że niby Gmoch nie zna się na piłce. Totalna bzdura. Wie o futbolu więcej niż przeciętny trener klubu polskiej ekstraklasy. Może i jest starej daty, ale futbol to cały czas ta sama gra co 20, 30 czy 50 lat temu.

Podsumowując, życzymy panu Jackowi jak najlepiej. Oby począwszy od dzisiejszego dnia młodsze pokolenie zastanowiło się dwa razy i dla pewności jeszcze ugryzło w język zanim rzuci pod jego adresem kolejny, nieelegancki epitet. A gdyby tak wygrał z Barceloną…

%d bloggers like this: