Archiwa blogu

Świat według Cesare Prandellego

Dziś miała miejsce pierwsza, po powołaniu kadry na mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej, konferencja prasowa Cesare Prandellego. Po przeczytaniu jego słów jestem jakoś dziwnie spokojny o przyszłość kadry Azzurrich.

Prandelli to człowiek którego włoska kadra potrzebowała. Lippi – owszem, świetny trener, persona obdarzona ogromną wiedzą i autorytetem, ale zarazem rutyniarz do szpiku kości. Cesare to szkoleniowiec niezwykle utalentowany i, co najważniejsze, ze swoją pionierską, świeżą wizją prowadzenia reprezentacji. Facet ma pełną czapkę pomysłów i nie ma prawa bać się ich realizować, bo gorszej kadry niż ta Lippiego na mundialu nie uda mu się sklecić, nawet jakby nie wiem jak spartaczył.

Na początek odstrzelił kadrowych dziadków – Gattuso, Pirlo, Zambrottę. Z nimi jest podobnie jak z Lippim – piłka nożna jest dla nich rutyną, są coraz starci i coraz mniej przydatni. Niestety, Paolo Maldini był tylko jeden.

Zamiast starych wyjadaczy w kadrze Włoskiej w końcu rześki powiew młodości – czyli to, czego Lippi nie chciał, bądź też bał się uskutecznić. Prandelli to facet z jajami i z miejsca dał szansę debiutantom – Astoriemu z Cagliari, Viviano z Bologny, Lucchiniemu z Sampdorii, Lazzariemu z Cagliari i Antoniniemu z Milanu. Do towarzystwa nowych kadrowiczów nie pasuje mi tylko Amauri, którego styl gry „a nuż coś strzelę” nigdy nie przypadał mi do gustu. Poza tym jest on Brazylijczykiem, a ja nie jestem zwolennikiem naturalizowanych piłkarzy w reprezentacjach obcych krajów.

To, że do kadry zostali włączeni buntownicy – Cassano i Balotelli – nie jest żadnym zaskoczeniem. Skoro nie powoływał ich Lippi, to aby zyskać przychylność kibiców, mediów i otrzymać miano wybawiciela, powołał ich Prandelli. Żeby nie było, to absolutnie nie ubliża umiejętnościom i klasie tych zawodników. Nowy selekcjoner uznał, że Cassano dojrzał i będzie ostoją jego Azzurrich. Do reprezentacji wrócił też Giuseppe Rossi, z którego usług Lippi zrezygnował na niedługo przed wyjazdem na afrykański mundial.

Powołania nie otrzymali natomiast Pazzini i Gilardino, ale Prandelli zrobił to celowo. Wyjawił, że ich walory zna bardzo dobrze i chciałby bliżej przyjrzeć się innym napastnikom.

Jedyne co mnie boli, to powołanie Cristiana Molinaro. Mam do niego szacunek ale to nie jest właściwy człowiek na lewą flankę defensywy reprezentacji Włoch. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że to będzie pierwsze i ostatnie powołanie przez Prandellego piłkarza Vfb Stuttgart.

Na chwilę obecną wszystko co dzieje się wokół włoskiej kadry wygląda bardzo optymistycznie. Nie oczekiwałbym natychmiastowych spektakularnych zwycięstw, ale z biegiem czasu działania Prandellego i federacji mogą przynieść zamierzony skutek. Kto wie, może katastrofa na mundialu jeszcze wyjdzie Włochom na dobre?

Reklamy
%d blogerów lubi to: