Archiwa blogu

Muhamad Hamed al-Preziosi

Enrico Preziosi jest szalenie bogatym włoskim przedsiębiorcą. Ponad trzydzieści lat temu założył produkującą zabawki firmę Giochi Preziosi. Dziś jej produkty jakością ustępują tylko słynnym klockom LEGO, a roczne obroty sięgają prawie miliarda euro. Co popchnęło go do zainwestowania w swój klub ogromnych pieniędzy na polu transferowym? Może Genoa CFC sukcesywnie wciela do szeregu produkowanych przez siebie zabawek?

Okno transferowe rozpoczęło się dla Grifone bardzo pomyślnie. Na definitywną przeprowadzkę do ojczyzny zdecydował się rutyniarz Luca Toni. Na oficjalnej prezentacji zapewniał, że nie trafił tu z powodu zarobków i co poniektórzy mogą mu wierzyć na słowo. Mistrz świata z 2006 roku trafił do Genoi za darmo, ale tylko teoretycznie. Premia dla zawodnika i jego menedżera za podpisanie kontraktu oraz sama niewyobrażalnie duża jak na klub tej klasy gaża dla zawodnika z pewnością mocno połechtała portfel Preziosiego.

Zespół ze Stadio Luigi Ferraris wzmocnił też bardzo dobrze spisujący się na mundialu portugalski golkiper Eduardo. Między słupkami ma zastąpić niestabilnego Amelię, który powędrował na wypożyczenie do Milanu. Na przenosiny do Genoi zdecydował się też Chico, pewny punkt defensywy Almerii w poprzednim sezonie. Pierwszą linię wzmocnił też jeden z najbardziej utalentowanych włoskich obrońców – Andrea Ranocchia. Niedawno przyszli następni – niezwykle utalentowany Zuculini, oraz doskonały rozgrywający Miguel Veloso. Koniec? Ależ skąd! Gryfem stał się też Rafinha, o którego jeszcze dwa lata temu biły się największe włoskie i niemieckie zespoły.

Nie, to nadal nie jest koniec! Bardzo głośno mówi się o sprowadzeniu Giovaniego dos Santosa z Tottenhamu. Wychowanek Barcelony na afrykańskim mundialu obnażył swoje największe atuty i najwidoczniej w oko wpadł także Preziosiemu, który obserwował go od samych mistrzostw.

Lista tych, którzy opuścili szeregi Genoi jest znacznie, ale to znacznie szczuplejsza. Z zespołem pożegnali się Alberto Zapater (odszedł do Sportingu w ramach rozliczenia za Veloso), utalentowany Grek Papastathopoulos (AC Milan) i kilku młodszych zawodników, którzy będą ogrywać się w niższych ligach.

Bilans przychodów i rozchodów piłkarzy wychodzi na zdecydowany plus. Ekipa została wzmocniona tak młodymi talentami, jak i doświadczonymi reprezentantami swoich krajów. Polityka transferowa Genoi może nieco przypominać tą stosowaną przez mocarnych włodarzy angielskiego Manchesteru City, którym przyświeca motto „im więcej tym lepiej”. Oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji. Trochę dużo wzmocnień, jak na tak krótki okres czasu. Tego we włoskiej lidze nie było chyba jeszcze nigdy.

Zakupy Preziosiego wyglądają dobrze, ale jak na chwilę obecną tylko na papierze. Nie wiemy do końca czym kieruje się przy swoich wyborach. Może każdy kolejny transfer jest skrupulatnie przemyślany i wszyscy sprowadzeni piłkarze zostaną wkomponowani w nowy zespół jak brakujące puzzle? Istnieje też inna opcja. Facet ma pieniądze i nie boi się ich wydawać, szastając na prawo i lewo, patrzy tylko na znane nazwisko bądź wysokie PA w Football Managerze.

W przypadku Preziosiego pierwszy wariant wydaje się być bardziej prawdopodony. Z jednej strony trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie przeprowadził aż tyle dogłębnie przemyślanych transferów. Za profesjonalizmem właściciela Genoi, którego być może nie posiadają szejkowie City, przemawia przede wszystkim wieloletnie doświadczenie w futbolowej branży i znajomość rynku. Przeważająca większość transferowych manewrów Włocha była trafiona. Przykłady? Przede wszystkim Diego Milito i Thiago Motta, ale nie tylko oni. Preziosi nie zaniedbał też absolutnie żadnej formacji, skrupulatnie obstawiając nabytkami niemal każdą pozycję.

Genoa będzie królową tego mercato – to nie ulega żadnej wątpliwości. Takie nagrody powinno się jednak przyznawać po zakończeniu sezonu. W teorii wszystko prezentuje się pięknie, w praktyce nie zawsze. Tym razem wszystko powinno jednak zakończyć się Happy-endem. Być może nie od pierwszej kolejki, ale zespół Genoi powinien liczyć się w walce o najwyższe cele. Może nawet uda się wślizgnąć do Ligi Mistrzów?

%d blogerów lubi to: