Archiwa blogu

Sander Puri – jeździec bez głowy

Być może wyłącznie optymiści i prawdziwi entuzjaści upatrywali w nim materiał na gwiazdę. Większość była jednak zgodna co do tego, że ten skromny chłopak jest, jak na polską rzeczywistość, materiałem ponadprzeciętnym. Miał zrobić różnicę i uleczyć prawe skrzydło Korony, a ostatecznie wylądował w ekipie Młodej Ekstraklasy. I nawet tam dostał w tyłek od młodzieży Górnika Zabrze.

Sander Puri, bo o nim rzecz jasna mowa, był i poniekąd nadal jest nadzieją estońskiej piłki. W na ogół słabiutkiej lidze estońskiej, gdzie Maciej Bykowski pewnie włączyłby się do walki o koronę króla strzelców, wiódł prym. Następnie trafił do greckiej Larisy i tam zaczęły się schodki. Progi okazały się chyba trochę za wysokie. Polska miała być odskocznią, czymś pośrednim. Miejscem, gdzie z dala od chorobliwie fanatycznych i niebezpiecznych kibiców w spokoju zaprezentuje swoje umiejętności. Niestety. Rzeczywistość okazała się brutalna. I na nasze mierne podwórko jest – powiedzmy to wprost – zdecydowanie za słaby.

Piłkarza należy oceniać za to jak gra w piłkę. Irytuje mnie ciągłe biadolenie o aklimatyzacji, barierach językowych, uciążliwym mieszkaniu w kilkugwiazdkowym hotelu, czy też nostalgii za babcinymi obiadami. Czy polskiego robotnika – emigranta na zachodzie Europy traktuje się jakoś specjalnie, dlatego, że jest nowy? Wbrew pozorom przeciętny piłkarz nieznacznie różni się od posadzkarza czy operatora wózka widłowego. Od jednych i od drugich z miejsca wymagana jest maksymalna efektywność. Spójrzmy zatem na Puriego w sposób do bólu obiektywny.

Nie potrzeba zagłębiać się w niuanse. Rozliczmy go z zadań, które odgórnie są przypisane każdemu skrzydłowemu. Udane szarże prawą stroną boiska można policzyć na palcach jednej ręki. Dryblingi? Na ogół kończyły się poplątaniem nóg, utratą równowagi. Piłki z resztą też. Reklamowano go jako zawodnika względnie szybkiego. Z przykrością stwierdzam, iż w tym aspekcie dorównuje co najwyżej przeciętnemu defensywnemu pomocnikowi. Strzelił co prawda gola, ale – umówmy się – piłka spadła mu pod nogi w polu karnym. To, że kopnął ją w światło bramki i wpadła, pomimo klarownych jakościowych uszczerbków naszej Ekstraklasy, chyba mimo wszystko nie jest raczej niczym nadzwyczajnym.

Jak widać na przykładzie Puriego ciekawe CV i regularne powołania do reprezentacji nie zawsze są jednoznaczne z gwarancją bezwzględnej jakości. Na papierze prezentował się bowiem znakomicie. W Grecji nie dał rady, w Polsce podobnie. Powrót do ojczyzny?

%d blogerów lubi to: