Archiwa blogu

Simone Farina – mały piłkarz, wielki człowiek

Wydawało się, że Calciopoli to apogeum procederu korupcyjnego we włoskiej piłce. Że teraz będzie już tylko lepiej. Aż tu nagle bum: Scomessopoli. Panowie piłkarze najpierw obstawiali mecze u bukmacherów, a potem manipulowali wynikami spotkań, trzepiąc na tym konkretne pieniądze. Oprócz nazwisk podejrzanych w ostatnich dniach na łamach mediów pojawiło się jeszcze jedno. Szczególne. Niewielu interesuje dziś co pod choinkę dostanie Francesco Totti, albo czym w wigilijny wieczór opychał będzie się Zlatan Ibrahimović. Swoje pięć minut ma 29-letni obrońca skromnego, drugoligowego Gubbio, Simone Farina.

Na stronach gazet, paginach serwisów internetowych czy w spotach telewizyjnych. Wszędzie nazywają go bohaterem. Wywody na jego temat wysnuwają najznakomitsi włoscy dziennikarze. Głos w jego sprawie zabierają najlepsi włoscy piłkarze. Pojawił się nawet temat powołania do reprezentacji Azzurrich. Na splendor, który spływa teraz na niego całymi strumieniami, nie zapracował sobie jednak na boisku. Co właściwie zrobił? Cóż. Po prostu postąpił zwyczajnie. Słusznie. Zgodnie z wyznawanymi wartościami i własnym sumieniem.

Niespełna miesiąc temu Farina odebrał wiadomość. Napisał do niego stary znajomy, były piłkarz, Alessandro Zamperini. Przed laty razem zdzierali kolana w drużynach młodzieżowych AS Romy. Nie widzieli się od przeszło dziesięciu lat. Padła propozycja spotkania w centrum Gubbio. Po kilku słowach sztampowego „come va?”, „tutto bene”, przyszedł czas na konkrety. Zamperini, za poddanie meczu w pucharze Włoch przeciwko Cesenie, zaproponował mu 200 tys. euro. Przed spotkaniem Farina miał jeszcze przekonać swoich kolegów – bramkarza i dwóch obrońców – aby zagrali z nieco mniejszym zaangażowaniem niż zwykle. Wypadało po 50 tys. euro na głowę. Kwota może nie niebotyczna, ale stanowiąca więcej niż połowę jego rocznych zarobków. Oferta kusząca tym bardziej, że zdecydowanym faworytem tego spotkania była Cesena. Przecież nikt nie musiał się zorientować. Farina kategorycznie jednak odmówił i błyskawicznie wykonał kilka telefonów. O całym zajściu poinformował wiceprezesa Włoskiego Związku Piłkarzy, a także prokuraturę.

Swoją heroiczną postawą wzruszył cały kraj. Wzbudził podziw nawet tych u samej góry. Specjalny list na łamach dzisiejszej „La Gazzetta dello Sport” wystosował nawet sam prezydent FIFA, Sepp Blatter. Z ciekawą inicjatywą wyszli też włoscy kibice. W nagrodę, stawiając go jako przykład, zaproponowano symboliczne powołanie go do reprezentacji Włoch. Jak dotychczas na facebooku zebrało się prawie 2,5 tys. zwolenników tego niecodziennego uhonorowania. Pośród nich jest też kapitan Squadra Azzurra, Gianluigi Buffon. – Powołanie do reprezentacji? Bardzo dobry pomysł. Byłoby to ważnym gestem w świetle tego, co zrobił – mówi.

Image and video hosting by TinyPic

Do całego zamieszania wokół swojej osoby podchodzi ze skromnością i spokojem. – Zdziwił mnie fakt, że w klubie chcą dać mi jakąś premię. Nie zrobiłem przecież nic nadzwyczajnego. Postąpiłem normalnie. Nie szukałem, ani nie szukam żadnej autoreklamy – mówi.

Dziś, w wigilijny wieczór, Farina odbierze telefon od selekcjonera reprezentacji Włoch, Cesare Prandellego. Obrońca drugoligowca otrzyma specjalne zaproszenie na zgrupowanie kadry w Coverciano, która za kilka tygodni będzie przygotowywać się do spotkania towarzyskiego ze Stanami Zjednoczonymi. Na ostentacyjny debiut w narodowych barwach nie ma jednak co liczyć. – Nigdy nie mówiłem, że otrzyma ode mnie powołanie. To zaproszenie, mające na celu demonstrację naszej solidarności. Simone zrobił to, co było trzeba, podejmując jednak przy tym niemałe ryzyko. Teraz jest na ustach wszystkich, lecz za miesiąc może pozostać sam. Przyjmiemy go u siebie z miłą chęcią. Jeśli będzie chciał ubrać buty piłkarskie i odbyć trening z reprezentacją, nikt mu tego nie zabroni. Najważniejsze, żeby po prostu z nami był – powiedział szkoleniowiec Włochów.

Image and video hosting by TinyPic

Jakby na to nie patrzeć, Farina zrobił jednak to, co należało. Tak po prostu. Czy morze pochwał i dobitna heroizacja jego osoby jest właściwym zabiegiem? – Simone to nie bohater, tylko zwykły, spokojny chłopak. W Gubbio bardzo go szanujemy i cenimy, bo jest świetnym pracownikiem. Myślę, że takich jak on jest wielu. Mam nadzieję – powiedział trener jego drużyny, Gigi Simoni.

Sam Farina z dziennikarzami rozmawia bardzo niechętnie. Zapowiedział zwołanie konferencji prasowej, ale dopiero po świętach. Teraz pragnie tylko spokoju. Rodzinnego ciepła, które podczas Bożego Narodzenia odczuwa się przecież podwójnie. Po tym co zrobił, ma prawo obawiać się o bezpieczeństwo swoje i bliskich. Wrzucił bowiem kamyczek w tryby skrupulatnie przygotowanego, zbudowanego przez mafię mechanizmu.

Co ciekawe, w spotkaniu przeciwko Cesenie nie zagrał z powodu kontuzji, a Gubbio przegrało 0:3. I potrzeba było tyle szumu, panie Zamperini?

Ranking dwudziestu największych talentów we Włoszech

W ostatnich latach utarło się, że Serie A stała ligą emerytalną, bez przyszłości. Jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy, młodym jest znacznie trudniej niż na przykład w hiszpańskiej La Liga. Włoskie boiska nie są może typową szlifiernią talentów, lecz pośród zgliszczy i litych skał kilka roślinek, siłą rzeczy, zdołało wykiełkować. Niektórzy samoistnie, innych zaszczepiono z dalekich stron. Są młodzi, piękni i niczego im nie brak. Mają wypchane portfele, odjazdowe fury, piękne dziewczyny… no i ten niesamowity talent do kopania piłki. W lidze tak taktycznej jak włoska, ich zadanie jest znacznie utrudnione.

10. Fabio Borini (AS Roma, Parma, 20 lat)

Kilka lat temu, także za sprawą jego osoby, wybuchł skandal. Na ostrzu widelca znalazły się kluby brytyjskie, które najpierw cichcem podglądały, a następnie, po przekroczeniu odpowiedniego wieku, wyłapywały obiecujące talenty z włoskich boisk. Oprócz napastnika Romy, „ofiarami” procederu padli chociażby Federico Macheda czy Vito Mannone. Wyspiarskie kluby, mając znacznie grubsze możliwości finansowe, wodziły na pokuszenie sowitym wynagrodzeniem, wieloletnim kontraktem. Ba, proponowały nawet wygodne lokum i spokojny byt dla całej rodziny. Boriniemu, 16-latkowi z Bologny, zaoferowano czteroletnią umowę i pół miliona euro.

Image and video hosting by TinyPic

Jednak im bliżej było do jej końca, tym bardziej chciał wypróbować się w ojczyźnie. Do pierwszego składu Chelsea próbował wkręcić go rodak, Carlo Ancelotti. Bez skutku, bo kariery na Wyspach nie zrobił, choć zdołał się przynajmniej sporo nauczyć. Na przykład jak strzelać wolne, a wszystko pod okiem Didiera Drogby.

Minionego lata dla klubów Serie A Borini łakomym kąskiem. Młody, ciągle perspektywiczny, utalentowany. I co istotne, do wzięcia za darmo. Ostatnim angielskim portem do którego zawitał jego okręt, było Swansea. Klub awansował do Premier League i za wszelką cenę chciał go zatrzymać. Stał się ulubieńcem kibiców, którzy na kolanach błagali aby został. On jednak wybrał Parmę, chociaż dopytywali się o niego w Juventusie czy Interze. Syn marnotrawny powrócił w wielkim stylu. Swoją postawą w przedsezonowych sparingach olśnił działaczy Romy i ci zdecydowali się na jego wypożyczenie. Po sezonie prawdopodobnie dołączy do Giallorossich na stałe. Warto wspomnieć, że jest jednym z tych, od których Ciro Ferrara rozpoczyna ustalanie składu we włoskiej młodzieżówce.

9. Luca Caldirola (FC Internazionale, 20 lat)

Dobry znajomy Matii Destro, z którym przez lata występował w młodzieżowych drużynach Interu. Jedyny obrońca w zestawieniu. Ubiegły sezon spędził na wypożyczeniu w holenderskim Vitesse Arnhem, które, jak sam przyznaje, nauczyło go bardzo wiele. Ten obecny może jednak spisać na straty. Miał oferty wypożyczeń, przykładowo z Ceseny, lecz po gorących namowach byłego trenera, Gian Piero Gasperiniego, zdecydował się pozostać w Interze. Popełnił błąd. Gasperini szybko pożegnał się z posadą, a jego następca Ranieri nie widzi dla niego miejsca w pierwszym składzie. Caldirola, chociaż uznawany jest za najbardziej obiecującego włoskiego stopera, często nie ma miejsca nawet na ławce rezerwowych. W hierarchii środkowych obrońców jest dopiero na szóstej (!) pozycji.

Image and video hosting by TinyPic

– Słyszałem, że jest zainteresowanie moją osobą. Wiadomo, że wolałbym grać niż siedzieć na ławce. Nam obrońcom trudniej przebić się do podstawowej jedenastki. Chciałbym kontynuować to, czego dokonałem w Vittesse – mówił jeszcze kilka miesięcy temu.

Niestety. Jedno powiedział, a drugie zrobił. Żałuje on, żałuje trener młodzieżówki Ciro Ferrara i całe włoskie piłkarskie środowisko. Ma papiery na wysokiej klasy środkowego obrońcę, ale na swoje pięć minut w piłce seniorskiej będzie musiał trochę poczekać. Z własnej, niewymuszonej winy.

8. Adem Ljajić (ACF Fiorentina, 20 lat)

W styczniu 2009 roku mogło wydawać mu się, że złapał Pana Boga za nogi. Stwórcy najwyraźniej się to nie spodobało, bo niedługo później zrzucił młodego Serba kilka pięter niżej. Ljajić, uważany za cudowne dziecko serbskiej piłki, nazywany „Kaką wschodu”, prawie trzy lata temu zainteresował samego Alexa Fergusona. Wpadł w oko legendzie. Podpisano z nim wstępny kontrakt, obiecano wykupienie za rok i pozostawiono w Partizanie Belgrad. Kiedy nadszedł czas wyłożenia pieniędzy, a była to dosyć pokaźna kwota, działacze United zakomunikowali: – Sorry, ale już cię nie chcemy. Zatrzymałeś się w rozwoju. Poza tym jesteś za drogi i tak nie otrzymasz pozwolenia na pracę.

Image and video hosting by TinyPic

Chłopak z wiadomych przyczyn był kompletnie rozbity. Trenował już z Czerwonymi Diabłami i pozował do wspólnych zdjęć z Nemanją Vidiciem, aż wreszcie perspektywa spełnienia marzeń została rozwiana. Po tym jak przełknął gorzką pigułkę, na horyzoncie pojawiła się zaskakująca oferta Fiorentiny. Włosi zaoferowali 7,5 miliona euro, a Ljajić, także za namową Stevana Joveticia, zdecydował się na przenosiny do Florencji. Chociaż wszystkim wmawiał, że się cieszy, to pod nosem pewnie przeklinał los, który odebrał mu życiową szansę i grę w Premier League.

W pierwszym sezonie poważnej kontuzji, która wykluczyła go z rywalizacji na długie miesiące, doznał wspomniany Jovetić – jeden z głównych rywali Ljajicia do gry w podstawowej jedenastce. To otworzyło młodemu Serbowi furtkę do regularnych występów. Obecnie „Jojo” wrócił już do pełni formy i sytuacja wychowanka Partizana nie jest już tak kolorowa. Gra ogony i najczęściej przesiaduje na ławce rezerwowych. Mówi się o tym, że może odejść do Interu, lecz sam zainteresowany nowości te kategorycznie dementuje. Tłumaczy, że właśnie zakupił nowy dom i jego miejsce jest we Florencji.

7. Aleksander Merkel (Genoa CFC, 19 lat)

Ten chłopak to z kolei przyszłość piłki ukochanych przez nas zachodnich sąsiadów. Kilka lat temu Rossoneri wyhaczyli go w Stuttgarcie i sprowadzili do siebie, chociaż o jego podpis żarliwie zabiegali szefowie Bayernu. W ubiegłym sezonie, jako jednego z najbardziej obiecujących piłkarzy Primavery, do pierwszego składu Milanu włączył go trener Massimiliano Allegri. Rozegrał kilka spotkań w Serie A, dorzucając parę partii w ramach Ligi Mistrzów oraz Coppa Italia. W Pucharze Włoch zdobył też swoją pierwszą i jak na razie jedyną bramkę w profesjonalnej piłce.

W ubiegłym sezonie, obok Pajtima Kasamiego z Palermo, oraz Philippe Coutinho, był najbardziej eksploatowanym osiemnastolatkiem w Serie A. W profesjonalnej piłce zadebiutował w spotkaniu przeciwko Ajaxowi Amsterdam, w ramach Champions League. Chwilę później kategorycznie zażądał profesjonalnego kontraktu i sowitej podwyżki. Do tego momentu juniorska umowa gwarantowała mu bowiem „tylko” pięć tysięcy euro miesięcznie.

Chociaż posiada także paszport kazachski, a jego rodzice są Rosjanami, od początku jest wierny Republice Federalnej Niemiec. Koszulki reprezentacji z czarnym orzełkiem na piersi dumnie nosi już od kilku lat, będąc regularnie powoływanym do kolejnych młodzieżowych reprezentacji tego kraju.

Obecnie w Genoi może rzecz jasna liczyć na częstsze występy, niż na San Siro. Zarzeka się jednak, że niebawem, znacznie silniejszy i bogatszy w ligowe doświadczenie, powróci do Milanu i wywalczy sobie miejsce w podstawowej jedenastce.

6. Mattia Destro (AC Siena, Genoa CFC, 20 lat)

Jedno z największych objawień włoskiej piłki ostatnich lat. Grzeczny chłopak, wywodzący się z piłkarskiej rodziny, to i kariera jak z podręcznika. W młodzieżowej piłce osiągnął praktycznie wszystko. Zaliczył wszystkie możliwe kategorie wiekowe reprezentacji, w międzyczasie dorzucając zwycięstwo w Torneo di Viareggio, nazywanego małą ligą mistrzów. W Primaverze Interu tworzył wystrzałowy duet napastników z Mario Balotellim.

Rok temu uznano, że czas najwyższy wypróbować go w piłce seniorskiej. I próby tej nie spalił. W barwach Genoi, do której był wypożyczony z Interu, spisywał się poprawnie. Jego konto strzeleckie zamknęło się na trzech trafieniach, ale jest to wynik wprost proporcjonalny do ilości szans, które otrzymywał. Gialloblu, dostrzegając potencjał, zdecydowali się na jego wykupienie. Na stół wyłożyli pokaźną kwotę 6,5 miliona euro i oddali na wypożyczenie do Sieny, gdzie jak na razie radzi sobie nad podziw dobrze. Media od lat chcą go zagłaskać, ale symptomów sodówki jak na razie brak. Prasa określa go jako idealne połączenie Ibrahimovicia i Van Bastena. Jak odpali sprint, to być może zobaczymy go na przyszłorocznym Euro. Opinia publiczna uważa, że Destro jest pierwszym, który powinien otrzymać szansę wypróbowania się w dorosłej reprezentacji. Jak na razie musi cieszyć się statusem gwiazdy w kadrze U-21.

Nad odzyskaniem swojego wychowanka poważnie zastanawiają się mądre głowy w Interze. Przekabacić na swoją stronę próbuje też Milan. Pierwsze rozstrzygnięcia mogą zaskoczyć już w styczniu, ale łatwo o podpis nie będzie. Siena w umowie z Genoą wpisane ma bowiem prawo do jego pierwokupu.

5. Nicola Leali (Brescia Calcio, 18 lat)

Jest to ten młody bramkarz, którego w pakiecie z Bartoszem Salamonem włoscy dziennikarze spakowali i wysłali do Sportingu Lizbona. Ostatecznie 18-latek, podobnie jak nasz rodzimy talent, zostali w drugoligowej Brescii. Znacznie szersze perspektywy rozpościerają się jednak przed młodym golkiperem włoskiej reprezentacji do lat 19.

Jeśli ktoś tak młodym wieku jest podstawowym bramkarzem na tak wysokim szczeblu, to musi wzbudzać podziw i mieć w sobie to coś. W Serie A zadebiutował już w ubiegłym sezonie, w spotkaniu Brescii z Ceseną. Co ciekawe, jego vis-a-vis był wówczas 41-letni Francesco Antonioli, do którego spokojnie mógłby mówić „tato”. Media widzą w Lealim tego, który odbuduje wizerunek nieco zbrukanej w ostatnich latach włoskiej szkoły bramkarskiej. Byli Dino Zoff, Walter Zenga, Gianluca Pagliuca, Francesco Toldo, Gigi Buffon… i potem długo nic. Obiecujący niegdyś Marco Amelia czy Gianluca Curci, namaszczeni na kontynuatorów tradycji, w pewnym momencie się zatrzymali. Nie podołali zadaniu.

Image and video hosting by TinyPic

Przed młodziutkim Lealim świat stoi otworem. Brescia, mająca doskonałe układy z byłym zawodnikiem, Pepem Guardiolą, może powierzyć jego wychowanie słynnej La Masii. Chrapkę na niego mają również w Juventusie, Napoli, Romie i Schalke.

– W styczniu ubiegłego roku byłem o krok od odejścia do Napoli. Zdecydowałem się jednak pozostać i to była znakomita decyzja. W Brescii jestem podstawowym bramkarzem, chociaż wcale się tego nie spodziewałem. Wielkie firmy mogą poczekać – powiedział w jednym z udzielonych ostatnio wywiadów. Wzór młodego profesjonalisty.

4. Stephan El Shaarawy (AC Milan, 19 lat)

Jeden z najsłodszych i najbardziej reprezentatywnych wychowanków szkółki Genoi. Egzotyczne nazwisko zawdzięcza ojcu, który pochodzi z Egiptu. Dzięki temu przylgnęła do niego patetyczna ksywka „Il Faraone”. Do Gialloblu trafił czternastu lat i już dwa sezony później debiutował w Serie A. Stał się tym samym najmłodszym piłkarzem w historii ligi włoskiej.

W minionym sezonie odesłano go na drugoligowe boiska. Miał tam przejść test piłkarskiej dojrzałości i trzeba przyznać – zaliczył go na pięć z plusem. W Padovie, której barw bronił, okrzyknięto go najwykwintniejszym piłkarzem od czasów Alessandro Del Piero. Został wybrany też najlepszym zawodnikiem Serie B. Do doskonałości zabrakło tylko jednego. Sukces był na wyciągnięcie ręki, jednak na drodze do historycznego awansu do Serie A stanęli piłkarze Novary, pokonując Padovę finale drabinki play-off.

Przez ostatnie miesiące jego kariera nabrała zawrotnego tempa. Najpierw powrót w chwale do Genoi, a następnie szybka akcja AC Milanu i błyskawiczny transfer. Kwota? Niebagatelna. Za połowę jego karty zawodniczej zapłacili siedem milionów euro, dorzucając w pakiecie inny wielki talent, Alexandra Merkela. Na razie, w obliczu gigantycznej konkurencji, najczęściej na boisku oglądamy go przez kilkanaście ostatnich minut. Jest jednak bardzo pewny siebie, szalenie ambitny i nie ma zamiaru odchodzić na żadne wypożyczenie. Pragnie zostać i walczyć. Zapowiedział, że nawet kiedy do mediolańczyków dołączyłby zapowiadany przez media Carlos Tevez, on mimo wszystko pozostanie na San Siro.

W sposób niemalże doskonały potrafi panować nad piłką i ma niebywałą łatwość dryblingu. Porównywanie jego futbolowego profilu do Brazylijczyka Kaki wydaje się być jak najbardziej uzasadnione.

3. Luc Castaignos (FC Internazionale, 19 lat)

Z ręką na sercu można stwierdzić, że jest on jednym z największych talentów, który w ostatnich latach trafił na włoskie boiska. W wakacje przymierzano go do wszystkich najbogatszych klubów świata. Wywołując u swoich zwolenników przeraźliwy jęk rozpaczy, zupełnie nieoczekiwanie odrzucił ofertę Manchesteru United i zdecydował się na Inter.

Liczby nie grają, chociaż… w wieku dziewiętnastu lat ma on na swoim koncie 41 występów i 16 bramek w ligach holenderskiej i włoskiej. Robi wrażenie. Kilka trafień może przytrafić się byle komu i nie jest oszałamiającym wyczynem. Kilkunastu nie zdobywa się już przez przypadek. Debiutancką bramkę na boiskach Serie A zaliczył w miniony weekend. Wystarczył jeden udany mecz i nieliczni krytycy zatrzasnęli się w swoich pokojach. Dotychczas tylko rezerwowy, lecz właśnie teraz może otrzymać swoje pięć minut. Klub jest w kryzysie, napastnicy zawodzą i przynajmniej na kilka chwil w pierwszym składzie otwiera się furtka przed młodymi i utalentowanymi. Castaignos może skorzystać na tym szczególnie, bo po swojej stronie ma tego najważniejszego. Trener Claudio Ranieri od początku pracy dla Nerazzurrich nie ukrywa zafascynowania jego grą oraz zaangażowaniem.

– To bardzo inteligentny facet. Wspieram go od samego początku. Jest młody, ale jednocześnie sprawdzony. Na treningach strzela praktycznie w każdej sytuacji – komplementuje swojego podopiecznego.

Niebawem były zawodnik Feyenoordu otrzyma zapewne szansę debiutu w seniorskiej kadrze Oranje, dla której jest pewnym kapitałem na przyszłość. Ostatnio pojawiły się głosy, jakoby jego wypożyczeniem zainteresowane były PSV Eindhoven czy HSV Hamburg. Castaingos osobiście odrzucił te oferty, wyznając, że woli zostać i szlifować swoje umiejętności u boku bardziej doświadczonych mediolańczyków.

2. Erik Lamela (AS Roma, 19 lat)

Człowiek, którego byt w Serie A zdaje się dobitnie obalać mit o słabości i stagnacji włoskiej piłki. Lamela, obok Philippe Coutinho, uważany jest za jeden z największych talentów światowego futbolu. Nową nadzieję argentyńskiej piłki. Nowego Messiego. W wieku dwunastu lat miał z resztą możliwość podzielenia losu sławnego kolegi i odejścia do Barcelony, która miała go na radarze jako pierwsza. Weto postawili rodzice, mówiąc, że jest za młody na wojaże. Europa musiała zaczekać.

Lamela ma dosyć luzackie podejście do życia. Lubi ładnie wyglądać, wydawać pieniądze i nie wstydzi się z tym afiszować. Niespecjalnie przejmuje się też presją, chociaż do Romy trafił za dwanaście milionów euro. Sam rocznie inkasuje prawie dwie bańki i jest zdecydowanie najlepiej zarabiającym spośród przedstawionych tutaj piłkarzy. W przyszłości ma być znakiem rozpoznawczym nowej Romy.

– Totti, De Rossi, Pizzarro. To są gracze światowej klasy, bardzo znani w Argentynie. O wielu nigdy wcześniej nie słyszałem. Pjanić? Jego też nie znałem, ale swoją grą zaskoczył mnie na plus – powiedział w jednym z pierwszych udzielonych włoskiej prasie wywiadów.

Po rozegranym ostatnio, przegranym spotkaniu z Udinese, brutalną lekcję pokory zafundował mu, znany z wybuchowego charakteru, Pablo Osvaldo. W szatni doszło nawet do rękoczynów. – Zagrałeś trzy mecze w Serie A i już uważasz się za fenomena? – krzyczał w kierunku młodego wychowanka River Plate. Reprezentant Włoch został za ten wybryk ukarany grzywną w wysokości 30 tys. euro i dziesięciodniowym zawieszeniem. Na treningu dzień później panowie wszystko sobie wyjaśnili. Przeprosiny ponoć zostały przyjęte.

Co ciekawe, na pytanie za czym tęskni, mieszkając we Włoszech, Lamela bez namysłu odpowiedział: – Najbardziej brakuje mi moich przyjaciół, z którymi zawsze mogłem pograć na Playstation. Teraz robię to tylko ze swoim bratem.

A tak w ogóle, to wygląda całkiem znajomo.

Image and video hosting by TinyPic

1. Philippe Coutinho (FC Internazionale, 19 lat)

– Widziałem, że ten chłopak potrafi niesamowite rzeczy – reklamował szesnastoletniego Coutinho jego rodak Robinho. Odpowiednio poinstruowani działacze Realu Madryt żwawo o niego zabiegali. Dopytywała się też Barcelona, ale konkretniejszy był Massimo Moratti, który wyraźnie pozazdrościł Milanowi brazylijskich diamentów – Kaki i Pato. Na swojego kamyczka wydał stosunkowo skromne 4 miliony euro. Coutinho został zaklepany już w 2008 roku, jednak na rzeczywiste przenosiny do Mediolanu musiał poczekać kilkanaście miesięcy. W międzyczasie pilnie studiował język włoski i przygotowywał do zmiany otoczenia, ogrywając się w rodzimym Vasco da Gama.

Podczas swojego premierowego sezonu na boiskach Serie A pojawiał się czternastokrotnie. W pamięci kibiców szczególnie utkwił jego występ przeciwko Fiorentinie, który okrasił przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego. Artur Boruc był bez szans.

Piłkę nożną trenuje od piątego roku życia. Dokładając do tego niesamowity talent, mamy przed oczami materiał na gracza bliskiego ideałowi. Szybkość, niebywała technika i spryt. Dziwi fakt, że jego piłkarskim idolem jest Zlatan Ibrahimović.

W odróżnieniu od Lameli jest spokojny, skromny i ułożony, a co za tym idzie, ma większe szanse na odniesienie sukcesu. Mówimy o laurach zbieranych na boisku, a nie z okładek brukowców. To dlatego zasłużył na pierwsze miejsce. Na jeden z wywiadów przyszedł w zwykłej, czerwonej koszulce „z targu”. Bez żadnego firmowego znaczka. Na ręce nie miał też markowego zegarka. – Nie jestem stałym bywalcem dyskotek. Nie piję alkoholu, nawet piwa. Nie mam też żadnego tatuażu. Chcecie porozmawiać o tym jakie to cudowne uczucie mieć Boga w swoim wnętrzu? – zaskoczył dziennikarza.

Jego największym marzeniem jest gra na mundialu w Brazylii, naturalnie u boku Pato i Neymara. Pierwszy krok w kierunku jego spełnienia już zrobił. Debiut w pierwszej reprezentacji ma już bowiem dawno za sobą.

PS Nie, nie jest spokrewniony z Bruno. Trochę szkoda.

%d bloggers like this: